Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś64
WczorajWczoraj857
RazemRazem1785930
Halicz
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

Halicz 1333 m n.p.m. jest trzecią co do wielkości naszą górką. Niegdyś, jeszcze w latach 70. XX w. podawano, że jest najwyższym bieszczadzkim szczytem. Obecnie został detronizowany przez Tarnicę (1346 m n.p.m.) i Krzemień (1335 m n.p.m.). Za nim w czołówce znajdują się: Kopa Bukowska (1320 m n.p.m.), Bukowe Berdo ( 1313 m n.p.m.) będące częścią gniazda Tarnicy i Halicza i Wielka Rawka (1307 m n.p.m.) będąca kulminacją pasma granicznego.

 

Fot. Jernej Prosienecky Widok z Halicza przed wschodem słońca w kierunku doliny Sanu

 

Jego nazwa ma nieustalone pochodzenie. Znam kilka wersji. Jedna z nich mówi, że wywodzi się z celtyckiego, inna zaś, że od ukraińskiego słowa hałyć czyli gawron. Inną wersję podaje Maciej Augustyn w "Nazewnictwo wsi Wołosate". Tak do tej interpretacji odnosi się Wojciech Krukar w artykule "Gniazdo Tarnicy i Halicza i dolina Wołosatego" opublikowanym w "Płaju 20": "M. Augustyn w oparciu o nomenklaturę map katastralnych doszedł do wniosku, że nazwa ta odnosiła się pierwotnie do jednego z lewych dopływów górnej Wołosatki, skąd została przeniesiona przez kartografów austriackich na szczyt 1333 m/ Twierdzenie temu zaprzeczają wywiady z dawnymi mieszkańcami Wołosatego, Tarnawy Niżnej i Bukowca, w trakcie których nazwa ta była jednoznacznie przyporządkowana trzeciemu co do wysokości szczytowi naszych Bieszczadów. Wydaje się, że mamy tu raczej do czynienia z błędem na mapie katastralnej, który polega na niewłaściwym umiejscowieniu i zaklasyfikowaniu toponimu (jako hydronim)."

 

Fot. Jernej Prosienecky

 

"Górę buduje kilka kompleksów piaskowców otryckich rozdzielonych mniej odpornymi warstwami tzw. fliszu drobnorytmicznego. Sam szczyt tworzy kompleks najstarszy i pierwotnie leżący najniżej, a kompleksy młodsze, pierwotnie leżące wyżej zachowały się tylko w dolnych fragmentach stoków, gdzie znajdują się progi i wychodnie skalne". To fragment części opisowej mapy autorstwa Wojciecha Krukara "Ustrzyki Górne i okolice Mapa turystyczno-nazewnicza" 1:40 000 wydanej przez Pi(nie mam takiej czcionki)TR Kartografia. Polecam wszystkie ich mapy. Tę z 2000 r można czasami kupić w punkcie kasowym na Przełęczy Wyżniańskiej.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Wg legendy był tu styk granic Rusi, Węgier i Polski. Nie wiem ile w tym jest prawdy ale na pewno przez Halicz przebiegała w XVI w granica rozdzielająca ziemię sanocką od ekonomii samborskiej. Do legend też należy zaliczyć iż na tym szczycie Ukraińska Armia Powstańcza dokonywała egzekucji na niepokornej ludności bojkowskiej (tu miano ich wieszać na szubienicy) i na polskich żołnierzach (słynne ścinanie głów toporami).
W latach 1939-1940 wiódł tędy na Węgry szlak kurierski i przerzucano polskich oficerów.

 

Fot. Jernej Prosienecky Na stokach Halicza


 

Okolice masywu były wykorzystywane gospodarczo od co najmniej czasów panowania książąt ruskich. W XIX w przede wszystkim Halicz i Wołowe (Wołowy Garb) zwany współcześnie Trumną służył wypasowi bydła. Była to rasa sprowadzana z Niziny Węgierskiej. Charakteryzowała się dobrą mięsnością, dużymi rogami, siwym umaszczeniem. Był to wypas jednosezonowy. Jesienią zwierzęta sprzedawano na jarmarkach w m.in. Lutowiskach i Turce. W 1913 r. wypasano tu 1900 sztuk wołów. Nie przez przypadek jedno z ramion Halicza nazywa się Wołowy.  Kres tej formie wypasu położyła granica, pod odzyskaniu przez Polskę niepodległości już nie można było sprowadzać bydła z Górnych Węgier, czyli dzisiejszej Słowacji i Węgier. Zaczęto wypasach polskie rasy, które były mniejsze i przez to zyskowność pasterstwa była mniejsza.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

W okresie międzywojennym nasz region odwiedził F. Antoni Ossendowski, który jakże ciekawie opisał go godnej polecenia książce (ukazały się reprinty) "Karpaty i Podkarpacie" . Oto mały fragmencik poświęcony pasterstwu: "Nic więc dziwnego, że w tych okolicach znaczny, a nawet szczególny nacisk kładzie się na chów bydła rogatego i drobnego. W niektórych latach przychówek stanowił najważniejsze źródło dochodów, to też znaczny odsetek ludności wiejskiej oddaje się niemal całkowicie pasterstwu. Wiosną, całe lato i dwa miesiące jesienne spędzają tu ludzie miejscowi na nielicznych już połoninach, ochraniając żywy dobytek przed złym człowiekiem i zwierzęciem drapieżnym. W domu pozostają tylko krowy dojne, wszystko inne - jak konie, jałówki, woły, cielęta, owce i kozy - do późnej jesieni pozostają na górskich pastwiskach. Nie ma już jednak na połoninach tradycyjnego bytu pasterskiego, jakie pociąga ku sobie starymi rycerskimi nieraz obyczajami - bujną barwnością i pierwotną prostotą życia na tatrzańskich halach, jak i na połoninach Czarnohory. Nie znajdziemy tu nigdzie kolib, szałasów pasterskich, ni koszar i "strunek" dla owiec. Nie przemówią do nas echem pradawnego życia pasterskiego z jego panteistycznym mistycyzmem i zabobonem poważni bacowie, watahowie i zuchwała, jurna banda juhasów. [...] Nawet psy pasterskie - czujne, złe i ponure innymi szczekają tu głosami, w których nie ma ani poczucia wolności ani namiętnego pragnienia walki. Samopas, bez planu i kierownictwa błąkają się krowy po połoninach, pasą się konie, odpędzając komary i bąki, "rumygają" leniwe woły z pręgami jarzm na karkach i przebiegają z miejsca na miejsce czeredy zawsze głodnych owiec. Nikt tu nie zwołuje ich na nocleg do zagrody, nikt cztery razy dziennie nie zapędza do "strunek", by wydoić, a z mleka "bundz" i tłustą bryndzę przyrządzić w kolibie pod okiem surowego wataha lub bacy. Nie widać tu gdzieś zaczajonych pastuchów. Trudno ich znaleźć nawet. Kryją się w zaroślach buczyny lub gąszczu olszowym, gdzie w samotności w niedbale skleconym z gałęzi barłogu pędzą leniwie, prawie bezmyślne życie, dziczeją  do szaleństwa niemal, gdy to, powróciwszy ze stadem w doliny, z byle jakiej przyczyny nożem błyskają, zapijają się na śmierć i oprócz słów sprośnych i przekleństw ohydnych, innej nie pamiętają mowy."


Fot. Beata Kalitan

 

Pod koniec XIX w rozpoczęto eksploatację na skalę przemysłową lasów. Przede wszystkim na wschodnich zboczach Halicza. W Obniżeniu Górnego Sanu powstała kolejka wąskotorowa, która łączyła kolej normalnotorową w Sokolikach Górskich z Ustrzykami Górnymi.  W Bukowcu działały potasznie, tartak wodny. W 1877 r. Szlom Keller wysłał z Bukowca 320 m3 drewna iglastego do Węgier.

 

Fot. Buba Halicz ze strony ukraińskiej

 

Pierwsze udokumentowane wejście na nartach odbyło w 1909 r. Dokonali tego Roman Kordys i Tadeusz Smoluchowski zdobywając zarówno Halicz jak i Kińczyk Bukowski. Należy pamiętać, że lwowscy turyści najpierw odkryli Bieszczady zimą. Wędrówki piesze w owym okresie po Bieszczadach należały do rzadkości. Ze znanych osób korzystających z tego masywu należy wymienić Stefana Roweckiego-Grota, który w latach 1933-34 jako instruktor organizował tu swoim żołnierzom rajdy narciarskie. Potem w okolicy był kilkakrotnie m.in brał udział w polowaniach.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Myśliwi korzystali z uroków Halicza.  Okolica była od zawsze ostoją niedźwiedzi, świadczy chociażby o tym nazwa jednego z potoków wypływających ze stoków Halicza, a wpadającego do Sanu. Najprawdopodobniej w 1910 r na stokach Halicza doszło do tragedii. Zaszczuty niedźwiedź zabił trzech myśliwych, a czwartego dotkliwie poranił rozszarpując mu nogę. Jak wyglądały ówczesne polowania można przekonać się czytając wspomnienia np. Marcina Smarzewskiego "Pamiętnik 1809-1831. Ten mało znany pisarz, ziemianin bywała nie raz na bieszczadzkich polowaniach. Tak wspomina polowanie na niedźwiedzia: "W Dźwiniaczu mieliśmy robić myśliwskie wycieczki na grubego zwierza w okoliczne lasy, tam, gdzie rzeka San ma swój początek. [...] Działo się to w pierwszych dniach września, bo na polanach Beskidu stał jeszcze owies. Czas był prześliczny, toteż owa wyprawa była dla nas nad wyraz pocieszająca, a przede wszystkim pocieszała nas już ta baryłka z anyżówką. Zaraz na wstępie poinformował nas pan Erazm, że tuż pod węgierską granicą ma swe legowisko bardzo duży niedźwiedź, a poniżej w lasach bukowych jelenie i dziki. Otóż drugiego dnia wybraliśmy się na niedźwiedzia - naturalnie z bigosem i anyżówką. Idąc wśród niebotycznych, bo dziewiczych jeszcze  lasów, dotarliśmy około godziny dziesiątej do wielkiej polany, która dotykała granicy węgierskiej, a na której stał jeszcze owies. Polana owa należała do kilku gospodarstw, bo była miedzami i to wysokimi, w poprzek  poprzedzielana, a pochylona była ku północy. Pan Erazm zapowiedział: Legowisko niedźwiedzia znajduje się pod polaną. Ruszony - pójdzie on po lewej stronie tej polany ku granicy węgierskiej - tuż pod lasem... Po rozstawieniu nas pan Rylski dał mi znak chusteczką, aby na trąbce pociągnąć, aby psy puściły. [...] Wtem szarobrunatna kłoda wyskakuje z lasu na środek polany i staje. Psy zaś dalej gonią i gonią. Wreszcie zawraca ów straszny potwór w kierunku północnym i sunie galopem ku mnie. Wówczas zawołałem w duchu - O Stwórco, ratuj! Jam jeszcze za młody, bym miał tu ginąć od tej strasznej kłody!!! Na dobitek Rylski woła: Uciekaj! Uciekaj! Uciekaj!Ja jednak stoję jak pień niewzruszony - bo nie mam gdzie uciekać. Owa szarobrunatna kłoda toczy się ku mnie śród owsa i potem skręca ku mojej lewej stronie i ku lasom. Gdy owa straszna kłoda stanęła na tej samej miedzy, na której ja stałem, składam się i strzelam. Potwór rzucił się nieco w bok, dał szczupaka pod miedzę i stanął. Ja w lewą komorę potwora: paf - z drugiej lufki. Wtedy potwór zaburczał, zwrócił się ku mnie i znowu stanął... Dziś nie pamiętam, o co mi wówczas chodziło, czy o własne życie, czy też o śmierć potwora, ale pamiętam, że po nabiciu strzelby potwór z burykiem zbliżał się do mnie. Kiedy potwór był już ode mnie niedaleko, na miedzy, ja wkładam kapslę na kominek, ale dygocząc na całym ciele, nie mogłem kapsli założyć. Wtem słyszę ujadanie psów już na polanie i głosy panów: - Uciekaj! Uciekaj! Uciekaj! - bo zginiesz. Nie zważając na szaloną gonitwę psów ni na wołanie panów , zakładam z możliwym pośpiechem kapsle na kominek. Potwór bucząc ciągle staje tylną łapą na miedzę, a ja go paf! w samą pierś! Potwór owa szarobrunatna kłoda, padł brzuchem na miedzę - bez życia. Był to mój pierwszy, a ogromny niedźwiedź."

 

Fot. Jernej Prosienecky Gawra niedźwiedzia w gnieździe Tarnicy  i Halicza

 

W 1933 r. na Halicz wytyczono pierwszy szlak pieszy. W 1935 r. lwowski oddział PTT wyznakował główny szlak beskidzki, który z Halicza biegł do Sianek. Po II wojnie św. główny szlak beskidzki oznakowany kolorem czerwonym na odcinku bieszczadzkim stworzył Edward Moskała i Władysław Krygowski. Stało się to w 1953 r. Trasa biegła od Komańczy po Halicz. W 1975 r. szlak przedłużono na Rozsypaniec, a w 1984 r. sprowadzono drogą do Wołosatego.

 

Fot. Beata Kalitan

 

25 sierpnia 1952 r.  w asyście żołnierza WOP grupa turystów pod przewodnictwem samego Mieczysława Orłowicza zdobyła Halicz.
Jak jest obecnie? Turyści zniszczyli zupełnie murawę alpejską w partiach szczytowych. Na szczycie pojawiły się zabezpieczenia przed rozdeptywaniem kopuły, wyglądają nieszczególnie ,
ale są skuteczne.

 

Fot. Jernej Prosienecky

 

To efekt działalności z ostatnich 20-30 lat. Pamiętam swój pierwszy dziecięcy pobyt na Haliczu. Piękna zielona murawa alpejska z kostrzewą niską z wieloma ciekawymi gatunkami roślin górskich i alpejskich oraz licznymi porostami. Jest tu nawet krzyż przeniesiony z Tarnicy. To drugi krzyż papieski z 1981 r.  W maju 2000 r turyści zaprószyli ogień. Przez dwa dni płonęła połonina. Ślady pogorzeliska są widoczne po dzień dzisiejszy.

 

Fot. Maciej Szpiech Leśnik


 

Zapadł mi w pamięci pewien żebrak z Halicza, z którym spotykałam się kilka lat temu. Młody ptak biegał pomiędzy naszymi nogami, latał obok ludzi, był wyraźnie zainteresowany okruszkami. Siwerniak to najczęściej spotykany w Bieszczadach ptak "alpejski". W literaturze oprócz niego podawane są: płochacz halny ( sporadycznie spotykany w rejonie Halicza i Krzemienia oraz nagórnik skalny (tylko raz słyszano jego śpiew w najwyższych, skalistych partiach Krzemienia). Siwierniaki zwany świergotkiem skalnym często towarzyszą nam na szlaku. Obawiają się o swoje gniazdo i potomstwo.  Mają swoje miejsca gniazdowania tuż obok szlaku, na ziemi, pod kamieniami. Gniazdko jest zbudowane z łodyg roślin zielnych i suchych traw z delikatną wyściółką. Przeważnie jest doskonale zamaskowane i niewidoczne dla człowieka. Gatunek ten wyprowadza w ciągu sezonu dwa lęgi. Składa od 3 do 5 jaj, wysiaduje je 14 dni, młode są karmione także około dwóch tygodni. Pisklakami opiekują się oboje rodzice. Jest to gatunek wędrowny spotykany od od końca marca do początku października. Zjada głównie stawonogi, poluje przeważnie na ziemi.

Ma bardzo charakterystyczny lot: wznosi się i opada wydając dźwięk dip-dip-dip-lije-lije-lije.

 

Fot. Ewa Dudzińska Siwierniak

 

Przez Halicz przebiega tylko jeden szlak oznakowany kolorem czerwonym, jest to fragment głównego beskidzkiego. Halicz jest górą oddaloną od węzłów szlaków więc planując zdobycie tego szczytu należy planować dłuższe przejście liczone w kilku dobrych godzinach. Idziemy z Wołosatego niebieskim w kierunku Tarnicy, a potem czerwonym przez Przełęcz Goprowców, Kopę Bukowską na Halicz, schodzimy przez Rozsypaniec do Przełęczy Bukowskiej, a następnie tak z 1,5 godz. asfaltem do Wołosatego.Oczywiście, trasę można pokonać w odwrotną stronę. Obie wersje słyną z przepięknych panoram.

 

Fot. Jernej Prosienecky Panorama z Kopy Bukowskiej na Rozsypaniec i Halicz

 

Przez Halicz biegnie także ścieżka przyrodnicza "Rozsypaniec-Krzmień"  wytyczona przez Bieszczadzki Park Narodowy pokrywająca się ze szlakiem. Liczy ona sobie 28 przystanków. Jej symbolem jest roślina, która już nie występuje w Bieszczadach. Na Kopie Bukowskiej rosła pierwiosnka Hallera, w Bieszczadach było tylko jedno stanowisko. Z tego co słyszałam przed laty zostało niszczone przez pseudobotaników. Ta trasa wiedzie przez ogród Pana Boga (przedsionek raju) więc pod względem przyrodniczym jest naprawdę przeciekawa.

 

Fot. Jernej Prosienecky Panorama na Wołowy

 

Halicz i jego okolice to przystanki mniej więcaj 17-21. Dzięki tabliczkom turyści mogą zapoznać  się ze śladami działalności pasterskiej, jeszcze po latach widać, gdzie niegdyś wypasano stada. W takich miejscach występują jeszcze połoninowe bliźniczyska z prosiennicznikiem jednogłowkowym, bliżniczką psią trawką, pięciornikiem kurzym zielem. Coraz częściej są one zastępowane przez traworośla z najbardziej rozpowszechnionym na połoninach z trzcinnikiem leśnym lub z trzcinnikiem owłosionym. Ten ostatni w niektórych miejscach wypiera w wyższych partiach borówczyska.

 

Fot. Jernej Prosienecky Tarnica spod Halicza

 

Po górach chodzę od bardzo wczesnego dzieciństwa, mimo to nie dana mi była możliwość zapoznania się z Bieszczadami z czasów tej bezkresnej wolności tak często opiewanej przez starszych łazików. Uwielbiam sięgać do pamiętników. Pozwólcie, że przetoczę fragment wspomnień zawartych w cudnej książce Ryszarda Wiktora Schramma "Prywatna podróż pamięci". Halicz w 1962 r. "Siedzieliśmy, jak odpoczywające stadko przelotnych ptaków, w starych okopach pod triangułem na najdalszym szczycie naszej wędrówki - stąd tylko odwrót. Choć, a może właśnie dlatego, że pogoda od szeregu dni była tak piękna, widoczność nie była nadzwyczajna. Z niebieskawej zszerzogi wyrastał niewyraźny szczyt Pikuja, na południu siniały szczyty Wyhotlatu (jakże ciągnęło mnie tam zawsze to samotne pasmo, rzucone daleko na południe od łuku Karpat), niższe góry ciemniały w dole zwartym płaszczem lasu. Od naszych stóp zbiegała długa, łagodna Połonina Bukowska przez graniczny Rozsypaniec, w którego zboczach sterczały jak ruiny rumowiska skał i Kińczyk Bukowski -ku źródłom Sanu. Na dołach krainy Strwiąskiej, na coraz szerszych płatach pól, widać było jakieś dalekie,osady, wsie ..."

 

Fot. Beata Kalitan

 

Wojomir Wojciechowski "Czar Bieszczadów Opowiadania Woja"

"W okresie zimowym wędrówki na nartach były w zasadzie codziennością. Wykorzystywaliśmy każdą możliwość, żeby zwiedzić coś nowego, żeby oglądać cuda bieszczadzkiej przyrody, żeby fotografować niepowtarzalne piękno krajobrazu. Ale z tym łączą się również pewne fascynujące wspomnienia. Nie zapomnę wędrówek na Halicz. Była to wtedy duża wyprawa. Nie było bowiem możliwości dojechania do Wołosatego i dojścia na Przełęcz Bukowską, ale można było wchodzić na szczyt od tamtej strony. Musiało się wędrować przez Szeroki Wierch, Tarnicę, Krzemień, aby dojść do Halicza. Później należało szybko wracać. Zabawna historia zdarzyła się nam, gdy pewnego razu zawędrowaliśmy na ten Halicz i zaczęliśmy odpoczywać. Nie wiadomo skąd pojawiła się wichura i niezwykle obfita zamieć śnieżna, która unieruchomiła nas na dobre. Każdy szukał po kieszeniach za jakimiś nadającymi się do jedzenia resztkami. Jakimiś cukierkami, kawałkami czekolady nadającymi się do przegryzienia."


Fot. Maciej Szpiech Leśnik Nadleśnictwo Rymanów Gniazdo Tarnicy i Halicza

 

Witold Michałowski "Hejże na Bieszczady"

"Kiedy w Ustrzykach Górnych nie było knajp, barobusów, campingów, parkingów, setek autokarów i tysięcy, tysięcy ludzi, wschód słońca najczęściej chodziliśmy oglądać na Halicz. Szczekając z zimna zębami, skuleni, siedzieliśmy w okopach z czasów I wojny światowej, oczekiwanie skracaliśmy sobie opowieściami, że przy dobrej widoczności, nocą, można dostrzec światła Lwowa i Budapesztu. Nikt ich jednak tak ta naprawdę nie zobaczył".

 

Fot. Krystyna Jaworska

 

Nie przepadam za komercyjnymi publikacjami dotyczącymi bieszczadzkiej przyrody. Są jednak wyjątki godne polecenia. Takim jest niewątpliwie książeczka  "Bieszczadzki Park Narodowy" Tomasza Winnickiego i Bogdana Zemanka wydana przez wydawnictwo Kluszczyński. Jest nie tylko interesująca, ale także piękna. Cudne zdjęcia Barbary i Cezarego Ćwikowskich są jej niewątpliwą ozdobą.

"Wokół Halicza dostrzec można wiele śladów  I wojny światowej - głębokie stanowiska strzeleckie połączone liniami okopów, zagłębienia ziemianek i magazynów. Niekiedy natrafić można na łuski po nabojach i przerdzewiałe magazynki, świadectwa długich i wyczerpujących walk."

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Warto rozejrzeć się po okolicy. Walki w Bieszczadach miały tragiczny przebieg, ludzie tu masowo umierali. Może przybliżę ten temat posługując się dość kontrowersyjną książką Juliusza Batora "Wojna Galicyjska" : "Jednocześnie z walkami w Beskidzie Niskim toczyły się ciężkie boje w Bieszczadach. Główne uderzenie miała przeprowadzić rosyjska 8. Armia, zasilona większością sił rozwiązanej 11 Armii. Natarcie w Bieszczadach ruszyło w ostatnich dniach marca 1915 roku. Jedna z dywizji przerzuconych na front karpacki z Przemyśla przebiła się głęboko wciętą doliną Prowczy pomiędzy masywami Połonin Wetlińskiej i Caryńskiej. Dna dolin nie obsadzono, pozycje obrońców były położone znacznie wyżej na grzbietach i głównego przeciwnika Rosjan stanowili nie żołnierze wrogiej armii, lecz głęboki, kopny śnieg. 30 III wojska rosyjskie dotarły do Nasicznego, obrona austriacka pękła i już 1 IV Rosjanie zajęli Ustrzyki Górne i Wołosate. Pozycje na połoninach Austriacy oddali bez walki 2 i 3 IV; główną linię obronną stanowiło teraz pasmo graniczne. Tymczasem oddziały rosyjskie z Wołosatego ruszyły na południowy-wschód, zdobyły Przełęcz Bukowską u stóp Rozsypańca (1280 m) i parły dalej ku przełęczy Użockiej; dopiero silny węzeł obronny na szczycie Opołonka (1028 m) zdołał zatrzymać ich natarcie. Rosjanie ominęłi wówczas pozycję austriacką, zeszli dolinami Halicza i Negrylowa ku Sanowi, po czym nocą 10 IV zaatakowali Uzsok, który jednak wojska austro-węgierskie utrzymały i nie dopuściły do rozwinięcia natarcia dalej na południe. 11 IV wojska carskie zdobyły Beniową, spaloną miesiąc wcześniej na skutek ostrzału artyleryjskiego, i Sianki. Nie udało się im jednak rozwinąć natarcia z przełęczy Beskid Wołosadzki na południe , w celu przecięcia doliny Ungu i biegnącej wzdłuż niej linii kolejowej. Uniemożliwiła im to zacięta obrona przez wojska carsko-królewskie panującej nad przełęczą góry Menczył (1008), nie zdobytej mimo wielokrotnych szturmów."

Fot. Jernej  Prosienecky Wschód słońca na Haliczu

 

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, pilot wycieczek 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Jernej Prosienecky Panorama z Kińczyka Bukowskiego - 1251m n.p.m w kierunku Przeł. Bukowskiej oraz Grupy Tarnicy i Halicza.

 

Polecamy

Krzemień http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=55&Itemid=62

Do Źródła Sanu ścieżka przyrodnicza

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=39&Itemid=43

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Panorama spod Tarnicy na Krzemień, Kopę Bukowską i Halicz

 

My na facebooku

Bieszczady forum https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/
Beskid Niski forum https://www.facebook.com/groups/278404572261928/
Polska niezwykła https://www.facebook.com/groups/494010277310428/
Bieszczady noclegi https://www.facebook.com/groups/403982863019427/
Grupa Bieszczady https://www.facebook.com/grupabieszczady

 

Fot. Krystyna Jaworska