Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś665
WczorajWczoraj1761
RazemRazem1612179
Myczkowce
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

 

Myczkowce to duża wieś o charakterze turystycznym  położona w Górach Sanocko-Turczańskich. Słynie z walorów krajobrazowych, przyrodniczych oraz uzdrowiskowych. Jej głównym atutem jest piękne położenie nad Jeziorem Myczkowieckim i martwą  odnogą Sanu. Otaczają ją rezerwaty: "Koziniec", "Nad Jeziorem Myczkowieckim", "Bobry w Uhercach" oraz ciut dalej położony "Przełom Sanu pod Grodziskiem". Jest tu i słynny pomnik przyrody nieożywionej "Skała Myczkowiecka".

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Warto wspomnieć i o tutejszych górkach, Myczkowce leżą w dawnej dolinie Sanu poród porośniętych pięknym, częściowo chronionym jako rezerwaty, lasem górek. Osada ma dość nietypowy kształt, w krajobrazie dominuje  zalew z zaporą.  Po jednej stronie Jeziora Myczkowieckiego mamy Koziniec, a po drugiej Berdo i Grodzisko. Sama osada znajduje się na wysokości 360 m n.p.m. pomiędzy Michłowcem, a Grodziskiem.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Moim zdaniem przede wszystkim należy zwrócić uwagę na wyjątkowe walory wypoczynkowe okolicy. Od dawna zastanawiam się nad jednym problemem. Dlaczego w żadnym folderze, reklamówce nie podkreśla się korzystnych czynników regeneracyjno-leczniczych doliny Sanu? Mamy tu nagromadzenie walorów bioklimatycznych, szczególnie najbardziej optymalnych dla ludzkiego organizmu warunków nasłonecznienia. Jeżeli do tego dodamy wpływ krajobrazu i szaty roślinnej na psychikę ludzką to otrzymamy wyjątkowo korzystne warunki do wypoczynku i regeneracji sił oraz wyciszenia. Dolina Sanu słynie także z czystego powietrza bogatego w tlen, olejki eteryczne, co sprzyja łagodzeniu napięcia psychicznego, oczyszczeniu dróg oddechowych oraz ma wpływ na prawidłową pracę naszego układu nerwowego. Na dodatek w okolicy znajdują się wody mineralne i swoiste. Tak naprawdę cała dolina, ze szczególnym uwzględnieniem zacisznie położonych Myczkowiec i Zwierzynia zasługuje na nadanie im statusu miejscowości uzdrowiskowych.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Rezerwat "Koziniec"

 

Myczkowce są bardzo starą wsią. Zostały założone na prawie ruskim jeszcze za czasów panowania książąt ruskich na naszym terenie. Sprawą sporną jest istnienie gródka, strażnicy na górce zwanej Grodzisko. W różnych popularnych publikacjach są informacje o tym, że Grodzisko było zamieszkałe w czasach wczesnego średniowiecza. Badania archeologiczne przeprowadzone w ramach prac powierzchniowych, jak i późniejszych w czasie realizacji projektu Archeologiczne Zdjęcie Polski, nie wykazały tu obecności grodu. Najbliższe grodzisko znajdowało się tam z 6 km dalej w Hoczwi. Tam  panowały dobre warunki do obrony, Grodzisko w Hoczwi znajduje się w widłach Sanu i Hoczewki. W Hoczwi także odkryto osady otwarte, ludność zamieszkiwała na dogodnych terasach nadzalewowych chroniąc się w gródkach tylko w czasie zagrożenia. Osadnictwo na naszym terenie w okresie pradziejowym cechuje się  jednofazowością i znikomą ilością materiałów.  Nie było w tej części doliny Sanu długofalowego i stabilnego osadnictwa. Nie oznacza to, że dolina nie była penetrowana przez ludzi, w sąsiedniej miejscowości Bóbrka w  1961 r. prowadzone przez naukowców z Muzeum Okręgowego w Krośnie odkryli fragment naczynia kultury łużyckiej. Późniejszą penetrację  potwierdzają także badania archeologiczne i słynne znaleziska np. krzyża z Limoges datowanego na XIII w. ze Zwierzynia.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Kiedy powstała ta miejscowość nie wiadomo. Myczkowce-Zwierzyń  (obejmowały szmat ziemi ciągnący się w głąb dolin Solinki i Hoczewki) po raz pierwszy są wzmiankowane w akcie działu granicznego z 1376 r. Właścicielem włości był Oleśko wywodzący się z ruskiego rodu. Nie wiadomo czy przed 1340 r. (w tym roku po bezpotomnej śmierci księcia ruskiego Jerzego II Ruś dziedziczy Kazimierz Wielki)   do tego prawdopodobnie bojarskiego rodu należała okolica, nie można tego potwierdzić, ani wkluczyć. Za czasów panowania Władysława Jagiełły stosunki własnościowe na terenie ziemi sanockiej uległy zmianie. Tak też stało się z Myczkowcami, w 1436 r. wieś jest częścią tzw. państwa sobiańskiego Kmitów. Kmitowie weszli w posiadanie dóbr w dolinie Sanu ok. 1389 r. Wieś dzieli los całej posiadłości. Po bezpotomnej śmierci Piotra Kmity dobra przechodzą w 1580r. w ręce Stadnickich, potem Herbutów, a następnie Zielińskich.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Bardzo ciekawe są niestety tylko na razie domniemania dotyczące szlaku handlowego wiodącego doliną Sanu. Istniał czy nie? Oto jest pytanie. Nie jest wzmiankowany w naukowej literaturze, jego istnienia nie można potwierdzić ani zaprzeczyć. Musimy czekać na dalsze badania archeologiczne. Na razie nasz region nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem naukowców, nawet grodzisko w Hoczwi nie jest należycie przebadane, a do wielu odkryć dochodzi przypadkowo.

 

Fot. Tomasz Pudzianowski W tle Grodzisko

 

Jak wyglądało życie w bieszczadzkiej wsi w okresie międzywojennym wiadomo dzięki spisanym wspomnieniom. Polecam jakże ciekawą książkę ks. Bogdna Janika, Stanisława Orłowskiego "Myczkowce nad Sanem w Bieszczadach"

"Dawny dwór należał do rodziny Tekli i Franciszka Bocheńskich. Stał naprzeciw dzisiejszego kiosku Ruchu, a powyżej, na zboczu nad Sanem w miejscu dzisiejszego hotelu Energetyk był sad owocowy z zasadzonymi drzewami i pięknymi ogrodami. Do majątku dworskiego należały najżyźniejsze ziemie nad Sanem. Do ich uprawy najmowano miejscowych chłopów płacąc 80 groszy za dniówkę (za co można było kupić jeden chleb). Na żniwa i wykopki sprowadzano też Bojków, którzy byli tańszymi pracownikami i mieszkali w czworakach k. spichlerza.
Przy dworze był folwark ze stajniami, w których trzymano 60 krów, 12 par koni, dużo owiec i służbę. W miejscu dzisiejszej restauracji (dawnej Myczkowianki) stały stajnie , obok stary spichlerz dworski z kamienia, w którym przechowywano zboże, a naprzeciw niego gorzelnia i likiernia. Spichlerz niestety nie dotrwał do naszych czasów, bowiem został rozebrany częściowo w celu pozyskania kamienia na mur otaczający dzisiejszy kościół. W zaroślach pozostały jedynie fragmenty jego solidnych ongiś murów. Nad Sanem k. Muchów stała duża stodoła dworska na siano, a druga wzdłuż drogi na słomę.
Państwo Bocheńscy mieli córkę, której dzieci Krzysiu i Lusia wychowywały się w dworze, miały niańkę i spędzały w Myczkowcach wiele dni.
Praca we dworze była bardzo ciężka i mało płatna. Najstarsi mieszkańcy wsi zgodnie mówili, ze "za dniówkę pracy można było otrzymać 80 groszy, tj. wartość bochenka chleba. Wszelkie prace w polu wykonywano ręcznie, np. mężczyźni kosili kosami, a kobiety żęły zboże sierpami "na szesnasty snop": 15 snopów panu, szesnasty dla kosiarza. Takie same reguły stosowano przy zbiorze siana i kopaniu ziemniaków. Za cały dzień młocki przy maszynie zarabiano na bochenek chleba. Tak ciężko ludzie pracowali u pana jeszcze przed wojną i prosili Boga, żeby chociaż wziął ich do pracy, by mogli coś zarobić."

 

Fot. Tomek Pudzianowski

Myczkowce, Bieszczady


"Był przypadek - wspomina Pani Helena Kucharz, ze dworski gajowy spotkał w pańskim lesie chłopa, który naskubał trawy i niósł w płachcie do domu dla krowy. Gajowy chciał mu odebrać tę płachtę i zanieść do dworu jako dowód rzeczowy. Chłop nie chciał jej oddać. Wtedy gajowy zdjął z ramienia strzelbę i zastrzelił człowieka. I uszło mu to bezkarnie."
Mieszkańcy Myczkowiec do dziś z bólem mówią o nakładanych na nich karach z byle powodu w przypadkach naruszenia terenu własności dworu. Oto kilka przykładów: "Gajowy dworski był bardzo rygorystyczny i nieustanie pilnował lasu.Nie daj Boże, żeby ktoś wszedł do lasu pańskiego i wziął jakąś tam gałąź. Za to groziła ogromna kara, a jak nie mógł jej zapłacić, szedł do więzienia lub odrabiał w dworze. Pewnego razu moja krowa spłoszyła się i uciekła do lasu, a ja szybko za nią. Nie zdążyła nic zjeść, bo w lesie nic nie było prócz ściółki. Gajowy o tym fakcie zawiadomił dziedzica, a ten przysłał pismo, żeby 3 dni odrabiać. I koniec - nie było apelacji, bo trafiało się do więzienia. Pan napisał i już, karę wyznaczył i trzeba było iść ją odrobić. Nie przyjmował żadnych wyjaśnień, że krowa nic nie zrobiła, bowiem las był goły. Skoro nie umiem upilnować, to trzeba odpracować karę. [..]"

 

Fot. Tadeusz Kapłon-Rybski

 

Przebieg II wojny św. na terenie Bieszczadów, Ziemi Sanockiej przez długie lata była zafałszowany. Przede wszystkim nie mówiono o tym, że mieliśmy we wrześniu 39 r. trzech agresorów: Niemców współpracujących ze Słowacja oraz sowietów. 1 września Słowacy zaatakowały Polskę na odcinku od Orawy po przedpola Bieszczadów, pierwsze rozporządzenia okupacyjne były wydane w języku słowackim w Baligrodzie, a w Karlikowie była pierwsza słowacka defilada zwycięstwa. Na naszym terenie Armia Polowa "Bernelak" dotarła do Sanoka. Opuściła nasz teren 1 października 1939 r. 10 września 1039 r. wkroczyły do Myczkowiec Niemcy, cześć ludności grekokatolickiej przywitała ich chlebem i solą. 29 września wieś została podzielona, granica biegła Sanem do 21 czerwca 1941 r. Większość zabudowy została po sowieckiej stronie. Sowieci zaczęli twarde rządy, część mieszkańców NKWD wywiozła na Syberię. Mieszkańcy zostali ograbieni, dwór został zamieniony na strażnicę, zamknięto szkołę. W 1940 r. ruszyła budowa linii Mołotowa, nastąpiły wysiedlenia. Część mieszkańców Myczkowiec wyrzucono do dwóch miejscowości opuszczonych przez kolonistów niemieckich: Felizienthal (Dołyniwka) i Annaberg (Nahirne) znajdujących się obok granicy z Węgrami. Domostwa zostały rozszabrowane, także przez ludność okolicznych wsi.  Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej część przesiedleńców wróciła w swoje rodzinne strony. Potem Bieszczady spłynęły krwią w czasie walki ukraińsko-polskiej. I znowu mamy do czynienia z fałszowaniem historii.

 

Fot. Mariusz Strusiewicz  Łabędź krzykliwy

 

Bardzo tragiczny w Myczkowcach i jednocześnie niejednoznaczny był konflikt ukraińsko-polski. Myśmy tu mieli wojnę domową. Problem jest bardzo złożony, spotykam się z wielu wykluczającymi informacjami, relacjami więc aby go przedstawić sięgnę do znanej książki Grzegorza Motyki "Tak było w Bieszczadach Walki polsko-ukraińskie 1943-1948". Przedstawię dwie odsłony. "3 października 1945 r. UPA zaatakowała wsie Solina i Myczkowce. W pierwszej z nich zamordowano 15, a w drugiej 11 osób cywilnych. Wydarzenie to tak wspomina H. Wagner: "Wieczorem tego dnia, gdzieś około osiemnastej, usłyszeliśmy silną strzelaninę w Myczkowcach; od czasu do czasu słychać było również serie broni maszynowej. Następnie ukazała się nad wsią łuna - płonęło na pewno kilkanaście zabudowań. Nie ulegało wątpliwości, że na Myczkowce napadła banda UPA. Zwróciłem się więc do komendanta posterunku, by zorganizował grupę, która poszłaby tam z odsieczą. Jednak komendant nic nie przedsięwziął. Ponieważ w Myczkowcach mieszkała moja rodzina, ruszyłem tam w pojedynkę, zabierając ze sobą karabin oraz sporą ilość amunicji i granatów. Przez zarośla doszedłem niepostrzeżenie do wsi i otworzyłem ogień do grasujących tam bandytów. W tym czasie jednostka artylerii zaczęła ostrzeliwać przylegające do wsi wzgórza (jednostkę tę zaalarmował komendant posterunku w Uhercach, prosząc o obłożenie ogniem owych wzgórz): bandyci zaczęli uciekać. Poszedłem wtedy do zabudowań mojego ojca. Płonęły. W sieni palącego się domu leżały zwłoki ojca i dziadka; były już opalone. Nie myśląc już o bandytach, wyniosłem je na podwórze." Głównym twórcą marcowych sukcesów UPA był sotenny "Chrin"Cieszył się on coraz większym szacunkiem tak swoich żołnierzy jak i okolicznych mieszkańców, którzy nazywali go "nasz łemkowski chrzan ("Chrin" znaczy po ukraińsku chrzan). [...] A ludność wsi Myczkowce z okazji Świąt Wielkanocnych 1946 r. podarowała mu olbrzymi chrzan. W Myczkowcach "Chrin" spędził cały okres świąt. W Niedzielę Wielkanocną sotnia wzięła udział w uroczystym nabożeństwie. Następnego dnia, w "lany" poniedziałek, nie było końca wzajemnym oblewaniom i innym żartom. 'Chrin", dbając o odpowiednie morale oddziału, nie tylko przyzwolił na te zabawy, ale nawet sam w nich brał udział. Gdy bowiem przybywająca przypadkiem w Myczkowcach prowidnyk nadrejonu "Werhowyna" (obejmował on tereny Beskidu Nieksiego), "Christa" wlała mu za koszulę całe wiadro wody, kazał ją swoim strzelcom "zamoczyć" w pobliskim strumyku."

 

Fot. Tomek Pudzianowski

Myczkowce, Bieszczady

 

Myczkowce większości Bieszczadników kojarzą się z zaporą. I prawdę powiedziawszy, gdyby nie zapora i Jezioro Myczkowieckie to miejscowość nie byłaby aż tak godna polecenia. Historia budowy stopni wodnych jest długa. Aby ją przedstawić  zapraszam do monografii Zbigniewa Kozickiego "Zespół Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce"

"Kalendarium - kaskady rzeki San
1889 - rzeka San zostaje objęta programem stałych obserwacji i pomiarów hydrologicznych,
1901 - w Sejmie Galicyjskim po raz pierwszy zachęca się przemysłowców do wykorzystania energii wody,
1906 - inż. Karol Pomianowski publikuje "Zabudowa rzek zachodniej Galicji"
1920 - rozpoczęcie budowy stopnia wodnego i elektrowni Myczkowce przez belgijsko-francuskie Towarzystwo Akcyjne
- opracowanie pierwszego projektu stopnia wodnego i elektrowni przez prof. K. Pomianowskiego,
1923 - przerwano budowę (kryzys gospodarczy)
1932 - pierwsze opracowanie koncepcji elektrowni wodnej przez prof. K. Pomianowskiego,,
1934 - wielkie powodzie na rzekach Podkarpacia,
1935-1938 - studia nad wykorzystaniem energetycznym rzeki San na odcinku Solina - Myczkowce,
- opracowanie wstępnych projektów Myczkowiec i Soliny,

- lokalizacja i badania geologiczne doliny Sanu pod zaporę i elektrownię Solina,
1939 - wybuch II wojny światowej
1952 - opracowanie koncepcji energetycznego wykorzystania rzeki San przez Warszawskie Biuro Siłowni Wodnych i założenia budowy 17 stopni i elektrowni wodnych,
1952-1955 prace geodezyjne i geologiczno-inżynieryjne budowy "Myczkowce"
1955 - projekt techniczny stopnia wodnego i elektrowni wodnej Myczkowce,
1956 - rozpoczęcie budowy stopnia wodnego i elektrowni wodnej Myczkowce,
- projekt wstępny stopnia wodnego i elektrowni wodnej w Solinie,
1958 - zatwierdzenie projektu wstępnego przez MGiE,
1960 - zatwierdzenie decyzji o budowie stopnia wodnego i elektrowni wodnej w Solinie,
- sierpień - rozpoczęcie budowy w Solinie,
1961 - 4 sierpnia oddanie do eksploatacji stopnia wodnego i elektrowni wodnej w Myczkowcach, pierwszego z 17 planowanych stopni kaskady Sanu,

1968 - 20 lipca oddanie do eksploatacji stopnia wodnego i elektrowni wodnej Solina, drugi stopień kaskady Sanu."

 

Fot.Ewa Dudzińska-Szybowska

 

. Warto sięgnąć do znakomitej książki Zbigniewa Kozickiego "Zespół Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce" : "Charakterystyka stopnia wodnego i elektrowni Myczkowce Stopień wodny w Myczkowcach zlokalizowany jest na 319 km biegu rzeki San. Przez spiętrzenie zaporą rzeki San powstał zbiornik, którego długość wzdłuż głównego koryta  Sanu wynosi 6 km. Jezioro Myczkowieckie jest wąskie, rynnowe - zalało dolinę Sanu wciśniętą między wzniesienia: Grodziska (556 m) i Berda (577 m) na zachodzie i Michałowiec (461 m), Koziniec (530 m), oraz Żukowiec (502 m) na wschodzie. Zlewnię zbiornika oprócz tej, która zasila wyżej położony zbiornik soliński, uzupełniają potoki: Łobozewski, Wola, Myczkowiecki, Bereżnica i zlewnia potoków przyległych o łącznej powierzchni 73,5 km.

Zbiornik Myczkowiecki jest zbiornikiem wyrównawczym elektrowni Solina i ich gospodarka wodna jest ze sobą ściśle powiązana. Elektrownia Myczkowce pracuje jako elektrownia przepływowa, wykorzystując pojemność użytkową energetyczną zbiornika Myczkowce, wyrównując przepływy zlecone przez Elektrownie Solina. Podwyższenie minimalnego przepływu rzeki San poniżej siłowni odbywa się przez pracę jednej turbiny, przepływem 6 m3/s.

Główną funkcja Jeziora Myczkowieckiego jest wykorzystanie potencjału energetycznego rzeki i redukcja fal powodziowych. Dodatkowo spełnia on rolę regulacyjną przez podwyższenie przepływów minimalnych Sanu i  - o czym nie wolno zapominać - stymuluje rozwój i gospodarkę turystyczną okolicy poprzez swoje walory rekreacyjno-wypoczynkowe)."

 

Fot. Tomek Pudzianowski

Myczkowce, Bieszczady, Jezioro Myczkowieckie, zapora

 

Zapora ziemna posadowiona jest na czwartorzędowych aluwiach, wykształconych w postaci glin i rumoszy skalnych zalegających na skałach fliszu karpackiego, wykształconych w postaci łupkowo-piaskowej. Usypana jest z pospółki żwirowo-piaskowej, z miejscowych żwirów zaglinionych z dużą wartością części ilastych i pylastych. Uszczelnienie zapory stanowi rdzeń gliniany o szerokości 2-8 m w obrysie środkowych partii korpusu, połączony przez betonowy ząb z pionową przesłoną cementacyjną w podłożu. Górne partie skarpy odwodnej zabezpieczone zostały płytami betonowymi, a dolne narzutem kamiennym. Maksymalna wysokość zapory: 23 m, szerokość w koronie 9 m, długość zapory w koronie 430 m, a szerokość w postawie 100 m. Skarpy odwodne umacniają ją narzutem kamiennym i płytami grubości 20 cm.

 

Fot. Robert Mosoń

 

W środku zapory znajduje się betonowa część  przelewowa. Urządzeniem zrzutowym  wody na stopniu wodnym jest przelew trzyprzęsłowy, zamykany segmentami z napędem mechanicznym o łącznej maksymalnej przepustowości 1940 m3/s. Rozpiętość przęsła w świetle wynosi 16 m, a wysokość 5,5 m . Poniżej przelewów - jazu znajduje się płyta wypadkowa o długości 24,5 m z dwoma rzędami szykan. Wzdłuż całej części przelewowej zapory jest przesłona z zastrzyków cementowych, a ujęcie wody do rurociągu energetycznego usytuowane jest w lewym przyczółku jazu i jest zamykane zasuwą awaryjną o napędzie hydraulicznym. "

 

Fot. Tomek Pudzianowski

 

Elektrownia w Myczkowcach oddana w 1961 r. znajduje się po drugiej stronie Grodziska, na terenie wsi Zwierzyń.  Z Myczkowiec można dostać się do niej wędrując przez zaporę, a potem schodkami najpierw w górę, a potem w dół. Wiedzie do niej wybetonowana dróżka. Obok elektrowni można tylko przejść, nie ma możliwości zwiedzania jej wnętrza. Elektrownia  przepływowo-wyrównawcza z dwoma turbozespołami z turbinami typu Kaplana o łącznej mocy zainstalowanej 8,3 MW pracuje non stop. Woda do elektrowni jest doprowadzana z Jeziora Myczkowieckiego żelbetowa sztolnią ciśnieniową o początkowej długości 227,1 m, a następnie 236, 4 m,  średnicy wewnętrznej 4,54 m, grubości ścian 0,45 m,   wykutą w górze Grodzisko.  Tuż przed elektrownią sztolnia rozgałęzia się na dwa rurociągu doprowadzające wodę do turbin.

 

Fot. Tadeusz Kapłon Rybski

 

W 2007 r. po zmianie ustawy o stosunkach wodnych powstała tzw. mała elektrownia wodna w Myczkowcach.  Wykorzystuje ona energię potencjalną spiętrzonej wody, która zasila dawną dolinę Sanu ciągnącą się pomiędzy Myczkowcami, a Zwierzyniem. Na ów stopień wodny widoczny z korony składa się: rurociąg derywacyjny i budynek elektrowni znajdujący niecałe 12 m od zapory.  W elektrowni zainstalowana jest turbina Kaplana o mocy 218 kW. Taką elektrownię fachowo nazywa się elektrownią przepływową na ujęciu wody biologicznej.

 

Fot. Tomek Pudzianowski Elektrownia to ten mały, biały budyneczek

 

Jedyną pamiątką i to niszczoną/niszczejącą po dawnych Myczkowcach są ruiny murowanego spichlerza z 1 połowy XVII w. Obraz nędzy i rozpaczy porośnięty drzewami. Pamiętam go z dzieciństwa, był znacznie wyższy, w zdecydowanie lepszym stanie. Jak przez mgłę widzę piękne detale, miał ciekawe kamienne framugi. Zabudowania dworskie zostały spalone przez UPA. Dwór znajdował się na wzgórzu, tam, gdzie obecnie jest hotel Solina Spa. Niewiele pozostało z dawnych założeń parkowo-ogrodowych. Tak o tym założeniu dworskim pisze prof. Jerzy Piórecki w "Ogrodach i parkach województwa krośnieńskiego": "Z dawnego ogrodu i założenia niewiele pozostało. W młodości "dumnej i chmurnej" byłem świadkiem wznoszenia zapory,były dni, kiedy setki samochodów wywrotek, przywoziły żwir z Uherzec Mineralnych,a z korony nasypów i wielkich betonowych przyczóków migotały sylwetki ogromnych modrzewi i murowanego  kamienia spichlerza dworskiego. Rosną one przed zaporą. Patrzyłem się wówczas ze zdumieniem, iż nikt z pracujących tam robotników nie niszczył modrzewi. Zapora rozrosła się na miejscu dawnego założenia dworsko-ogrodowego, a spichlerz dopiero niedawno popadł w ruinę . Nie ma już także modrzewi."

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Kamień z rozebranego przez mieszkańców  w 1997 r. spichlerza posłużył wiernym do wybudowania muru wokół dawnej cerkwi, obecnie kościoła. Za zniszczenie zabytku nikt nie poniósł konsekwencji, sprawę zmieciono pod dywan, a o roli księdza nawet nie wspomina się. Nie ma także informacji o tym w  żadnym mi znanym opracowaniu z wyjątkiem przewodnika "Bieszczady dla prawdziwego turysty" wydawnictwa Rewasz (polecam najlepszy z najlepszych): "Ocalał jedynie zabytkowy, murowany spichlerz  dworski z czterokolumnowym portykiem.  W 1997 r. miejscowy proboszcz wykorzystał chylącą się ku upadkowi budowlę jako rezerwuar surowca do budowy ogrodzenia kościelnego. Pozostała tylko dolna część murów spichlerza."

 

Fot. Tomek Pudzianowski Spichlerz na dalszym planie

 

W Myczkowcach znajduje się jedna z nielicznych murowanych cerkwi wybudowanych w tzw. stylu narodowoukraińskim, obecnie jest to kościół rzymokatolicki. Powstała w 1911 r. jako cerkiew filialna pw. św. Jerzego. Od 1947 r. do lat 70. XX w. była opustoszała, w 1979 r. przejęta przez kościół. Wyposażenie nie zachowało się.

 

Fot. Zbigniew Lubecki

 

Uwielbiam okolice Jeziora Myczkowieckiego, prowadzę tam wycieczki praktycznie od początku mojej "kariery" przewodnickiej. Ten niezwykle ciekawy pod wieloma względami teren zdobywa sobie rzesze wyznawców szczególnie u Kolegów z for i grup. Od lat go promujemy, fotografujemy, polecamy. Prowadzę tu warsztaty przyrodnicze, a Mariusz Strusiewicz warsztaty fotografii przyrodniczej. Na prawie każdej wycieczce coś interesującego widzimy, od przedziwnie wybarwionej jaszczurki zwinki (samczyki ciut przypominają jaszczurki zielone) po zaskrońca udającego na drzewie węża Eskulapa, od szybującego w przestworzach orzełka po bitwę o rybę bociana czarnego z czaplą siwą. Moim faworytem jest Koziniec, ale muszę przyznać, że mami mnie i Berdo. No i Grodzisko też. To ostatnie wiosną. Ta okolica to ogród Pana Boga.

 

Fot. Robert Mosoń Koziniec

 Jezioro Myczkowieckie, Myczkowce, Koziniec

 

Ciekawie o tym w ciekawej i niestety niedostępnej na komercyjnym rynku książce "Obszary chronione województwa podkarpackiego" wydanej przez Procarpathię : "Cenne przyrodniczo tereny wokół Jeziora Myczkowskiego (Myczkowieckiego) długo nie mogły się doczekać należytej im ochrony. Dopiero w latach 2003-2004 utworzono tu cztery rezerwaty przyrody. Ten obszar mało atrakcyjny dla przeciętnych turystów, którzy wolą odwiedzać Jezioro Solińskie jest rajem dla osób zainteresowanych przyrodą. Zalesione zbocza porośnięte żyzną buczyną karpacką, jaworzyną górską i fragmentami grądu subkontynentalnego kryją wiele osobliwości botanicznych i geologicznych." Wszystkie te rezerwaty leżą na gruntach Myczkowiec lub z tą osadą graniczną. Są to rezerwaty: "Koziniec", "Nad Jeziorem Myczkowieckim", "Przełom Sanu pod Grodziskiem", "Bobry w Uhercach".

 

Fot. Robert Mosoń

 

Moim ulubionym rezerwatem jest krajobrazowy rezerwat przyrody "Koziniec" utworzony w 2004 r., bywam w nim kilkadziesiąt razy w roku. Jest udostępniony turystycznie, nawet za bardzo, drzewa są dosłownie upstrzone przedziwnymi znakami, biegną nim ścieżki w te i we wte. Obrzydliwie to wygląda na terenie chronionym. Na szczęście nie spotyka się na tych trasach ludzi. Rezerwat chroni zalesione zbocza, często bardzo strome, górki Koziniec pełne niespodzianek botanicznych, ornitologicznych, geologicznych, a przede wszystkich herpetologicznych. Można tu spotkać: żmije we wszystkich odmianach barwnych, zaskrońce słynące ze swojej zmienności osobniczej (są szare, czarne, brązowe, a ponoć i albinotyczne zaskrońce, tych ostatnich nie widziałam, bywały węże Eskulapa i gniewosza. Z jaszczurek można tu często spotkać wyjątkowe okazałe padalce, żyworódki i zwinki. Nie ma tu jaszczurki zielonej, wszelkie informacje o jej występowaniu biorą się z tego, że część osób, w tym ja pomyliło dziwnie ubarwione samce jaszczurki zwinki z samcami jaszczurki zielonej. "Koziniec" słynie z rzadkiej rośliny lepnicy gajowej charakterystycznej raczej dla Pienin, zbiorowisk kserotermicznych i jedynego ponoć naturalnego stanowiska rokitnika. Mi osobiście kojarzy się z dzięciołami, ciągle je tam słychać, szczególnie śmiejącego się

 

Fot. Robert Mosoń Zaskroniec Natrix natrix

 

Rezerwat krajobrazowy  "Nad Jeziorem Myczkowieckim" jest niezwykle interesujący i kryjący wiele niespodzianek. Byłam tam wiele razy, o każdej porze roku i zawsze coś mnie urzekło. Przede wszystkim piękny las, mamy tu dwa piętra roślinno-klimatyczne: pogórza i regla dolnego, na wysokości mniej więcej 550 m n.p.m. przenikające się. Jest tu zarówno buczyna karpacka, grad subkontynentalny, na stromych stokach pojawia się jaworzyna górska. Ten rezerwat słynie z bioróżnorodności, rośnie tu ok. 230 gatunków roślin, w tym kserotermiczne i naskalne. To raj dla ornitologów, zarówno sam rezerwat jak i poniżej znajdujące się Jezioro Myczkowieckie służące ptakom wodnym za miejsce zimowania. Proszono mnie abym za bardzo nie szafowała informacjami o rzadkościach. Hmm, w sumie Koledzy mają rację. Należy samemu pobuszować po okolicy, a gwarantuję, że każdy coś tu ciekawego znajdzie. Także miłośnicy geologii, na Berdzie są piękne grzędy skalne. Mi osobiście ten rezerwat kojarzy się z ...quadami. Kilkadziesiąt razy widziałam, jak bezmyślni panowie z zakrytymi twarzami tam szaleli na swoich maszynach. Kilka razy dzwoniłam na policję, nie przyniosło to żadnego skutku.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Faunistyczny rezerwat "Bobry w Uhercach" chroni jak sama nazwa wskazuje bobry, które same sobie to miejsce wybrały. Zwiały naukowcom z Beskidu Niskiego, z Osławy w 1982 r. Zamieszkały w dawnym żwirowisku na Olszance,  znakomicie się tu czują i kolonizują całą okolicę. Często z nimi mam do czynienia, Olszanka jest moją "rodzinną rzeczką", wieczorem w czasie spaceru z psem słyszę charakterystyczne plaśnięcie ogonem o wodę. To bobry sygnalizują nasze przybycie, zobaczenie tego gryzonia bywa trudne. Bywa jednak i tak, ale sporadycznie, że bóbr wieczorem wyraźnie zagniewany gapi się na nas i nie chce uciekać. Przeważnie jednak mamy możliwość obserwować czaple, bociany czarne i kaczki krzyżówki. Ten rezerwat je bardzo charakterystyczny, ot las łęgowy porastający dość szczelnie brzegi rzeczki. Gdyby nie czerwone tablice to nikt nie domyśliłby się, że w jego środku bytują bobry. Ślady ich działalności z drogi nie są widoczne.

 

Fot. Andrzej Banach

 

Z Myczkowcami graniczy przepiękny rezerwat krajobrazowy "Przełom Sanu pod Grodziskiem" chroniący przełomowy odcinek rzeki San wraz z otaczającym go lasem o charakterze zbliżonym do naturalnego. Po drugiej stronie rzeki są przepiękne nadsańskie łąki. Występują tu dwa piętra roślinno-klimatyczne, często strome zbocza porośnięte są buczyną karpacką w kilku podzespołach, w tym czosnkowym, grądem subkontynentalnym i jaworzyną górską z dużymi płatami języcznika zwyczajnego. Ten rezerwat bajecznie wygląda wiosną, gdy kwitną geofity. To także raj dla ornitologów.

 

Fot. Tadeusz Kapłon-Rybski

 

Od zapory w Myczkowcach zaczyna się europejska sieć ochrony Natura 2000 Obszar Górnego Sanu  - specjalny obszar ochrony siedlisk kod PLH180021. Warto zwrócić uwagę na walory ichtiologicznego tego obszaru. Występują tu wymienione w  Załączniku II Dyrektywy Siedliskowej gatunki ryb: minóg strumieniowy, kiełb białopłetwy, boleń, głowacz białopłetwy, kiełb Kesslera oraz ważne gatunki ryb nie wymienione w Załączniku II: brzana peloponeska, świnka, głowacz pręgopłetwy, lipień.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

W ośrodku Caritas powstało Centrum Promocji Obszarów Natura 2000 https://www.facebook.com/pages/Centrum-Promocji-Obszar%C3%B3w-Natura-2000-w-Myczkowcach/1398489307084799 . Tak o nim pisze pani Kalina Orłowska - przesympatyczna i bardzo pomocna Pani od Przyrody (tak Ją nazwały dzieciaczki, które oprowadzała po ekspozycji :) - pracownik Centrum "Swoją ofertę kierujemy do dzieci, młodzieży szkolnej, osób dorosłych, lokalnej społeczności, zorganizowanych grup turystycznych odwiedzających ten region kraju, dla osób spędzających czas w gospodarstwach agroturystycznych, osób indywidualnych, a także osób niepełnosprawnych gdyż budynek jest dostosowany do ich potrzeb. Jednym słowem do wszystkich chętnych, którzy mają ochotę odwiedzić nasze Centrum i skorzystać z zajęć. Podczas zajęć dominują informacje na temat Obszarów Natura 2000 i innych form ochrony środowiska, atrakcji przyrodniczych rejonu Bieszczad stanowiących atut tego miejsca. Pokazujemy gatunki roślin, zwierząt i siedlisk występujących na tym terenie. Prowadzimy wykłady, prezentacje, warsztaty, pokazy diaporam i filmów prezentujących walory bieszczadzkiej przyrody, a także oprowadzamy po sali dydaktycznej gdzie odwiedzający mogą zobaczyć zwierzęta z Bieszczadzkiego lasu."

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Lama w mini zoo w ośrodku Caritas

 

Myczkowce i okolice Jeziora Myczkowieckiego leżą na terenie Wschodniobeskidzkiego Obszaru Chronionego Krajobrazu obejmującego swoim zasięgiem północne krańce Bieszczadów, część Gór Sanocko-Turczańskich, fragmencik Beskidu Niskiego i południowo-wschodni kawałek Pogórza Dynowskiego, czyli teren pod względem zarówno krajobrazowym jak i przyrodniczym bardzo ciekawy i cenny, ale już zurbanizowany. Jaka jest praktyczna  rola obszaru chronionego krajobrazu w systemie ochrony przyrody w naszym kraju tego nie wiem. W teorii chroni m.in. korytarze ekologiczne, ma być otuliną parków krajobrazowych.

 

Fot. Marek Kusiak Groszek wschodniokarpacki

 

Ściana skalna w Myczkowcach zwana także Skałą Myczkowiecką to jeden z najbardziej znanych pomników przyrody nieożywionej w naszym regionie. Jest błędnie nazywana w wielu publikacjach i na stronach internetowych Skałkami Myczkowieckimi. Znajduje się w dawnym korycie Sanu, w prawie środkowej części tzw. pętli myczkowieckiej. Ta część doliny Sanu nosi miano martwej odnogi Sanu lub martwego Sanu. Woda skierowana jest przez szkolenie wykute w Grodzisku i porusza dwie turbiny w elektrowni w Myczkowcach. Martwym Sanem płynie rzeka tylko wtedy, gdy elektrownia przygotowując się do przyjęcia fali powodziowej spuszcza nadmiar wody.  Ściana skalna ma ok. 650 m długości i od 60 do 70 m wysokości. Porośnięta jest roślinnością naskalną kserotermiczną, występuje tu m.in. unikatowa w skali naszego regionu lepnica gajowa, żebrowiec, zaraza czerwonawa i dzięwięćsił pospolity. Z drzew rośnie tu sosna, wiąz i klon polny. Na jej szczycie jest platforma widokowa. Ta platforma to najlepszy przykład na to jak turystyka masowa wpływa negatywnie na przyrodę. Jej budowa została oprotestowana przez część naukowców i ochroniarzy przyrody.  Niestety, protesty nie przyniosły pozytywnego skutku. Platforma powstała, rzadko na niej widuję ludzi, ale mimo to zniknęło część rzadkich gatunków zwierząt niegdyś tu mieszkających. Nie ma już węża Eskulapa, w czasie ostatniej inwentaryzacji nie został tu odnaleziony (przypominam, że w kraju mamy ok. 200 osobników), nie ma już puchaczy. Protest dotyczył m.in. tego, że w okolicy Skały Myczkowieckiej słyszano głosy samca i samicy puchacza, tego do końca nie można było potwierdzić, ale wszystko wskazywało na to, że miały tu swoje gniazdo. Stwierdzenie gniazda tej jakże rzadkiej sowy  jest bardzo trudne, potrzebne do tego są specjalistyczne, bardzo drogie kamery.

 

Fot. Tadeusz Kapłon-Rybski

 

Jezioro Myczkowieckie i okolice Myczkowiec to dosłownie raj dla wędkarzy. Jezioro należy do wód górskich, wędkowanie jest dozwolone zarówno z brzegów jak i z łódki. Oczywiście, poza okresem ochronnym. To kraina pstrąga i lipienia, podobnie jak wszystkie nasze rzeki, więc potrzebna jest dodatkowa dopłata. Z czego słynie Jezioro Myczkowieckie? Z pstrągów, lipieni, uklei, płoci, klenia, leszcza, karpia, karasia, suma i troci jeziorowej. Myczkowce graniczą z Łowiskiem Specjalnym "San", które zaczyna się w miejscu, gdzie do martwego Sanu wpada Olszanka, a kończy w miejscu, gdzie łączy się Hoczewka z Sanem.

 

Fot.  Jernej Proienecky Pstrąg potokowy (Salmo trutta)

 

Dość długo zastanawiałam się i przygotowywałam do napisania tych kilku zdań. Dzisiejszy poranek spędziłam na telefonach starając się poznać racje wszystkich stron. Ostatnio w mediach bardzo dużo  mówi się o kormoranach i o śmiem rzec wyolbrzymionych zagrożeniach wynikających z obecności tego gatunku w Górach Sanocko-Turczańskich. O Bieszczadach i Bieszczadzkim Parku Narodowym nie wspomina się. Piotr Konieczny, dyrektor biura zarządu okręgowego Polskiego Związku Wędkarskiego w Krośnie w mediach twierdzi, że w naszym regionie może być kilkaset osobników, była mowa nawet o 500-700 osobnikach żerujących na przelotach na Jeziorze Myczkowieckim i na łowisku specjalnym San rozpościerającym się od Myczkowiec prawie po Lesko. W związku z owym zagrożeniem RDOŚ w Rzeszowie wydał zgodę na odstrzał 50 osobników. Myśliwi zabili 3 kormorany. Oczywiście na całym odcinku specjalnym  Polski Związek Wędkarski płoszy ptaki na co bardzo często skarżą się miejscowi. I tu pojawia się problem. Nikt z miejscowych nie widział tych olbrzymich stad kormoranów nad Jeziorem Solińskim, Myczkowiecki i nad Sanem. O ile w tym tygodniu  łabędzie, kaczki, a nawet nurogęsi i orły bieliki są widywane w tej części Gór Sanocko-Turczańskich to kormoranów, których nie można pomylić z innymi gatunkami nie widuje się. Nikt nie prowadzi w chwili obecnej badań nad tym gatunkiem, w mediach przedstawia się tylko racje wędkarzy, nie wypowiadają się ani ornitolodzy, ani ichtiolodzy, czyli naukowcy badający ptaki i ryby. W czasie konsultacji poprzedzających wydanie decyzji o odstrzale przeciwnikiem strzelania do kormoranów był znany ornitolog dr. Marian Stój. Czy to oznacza, że kormorany zimą nie żerują w naszym regionie? Oczywiście, że nie. Po raz pierwszy gromadnie kormorany pojawiły się u nas w 2005 r. Kilka lat temu rzeczywiście były widywane w dolinie Sanu liczne kormorany. W chwili obecnej może w naszym regionie przebywać maksymalnie kilkadziesiąt osobników. Jest to związane z bardzo łagodną zimą. Kormorany po drodze znalazły żerowiska, po prostu do nas nie doleciały. Dla porównania. W bieszczadzkich rzekach i jeziorach wędkuje 15 000 osób.  Moim zdaniem wszelkie informacje o zagrożeniach wynikających ze strony kormoranów zostały bardzo wyolbrzymione i chyba już na stałe wejdą do kanonu bieszczadzkich hucpamakabr, czyli żmij, niedźwiedzi i wilków. Wszystkich zainteresowanych tematem pozwolę sobie odesłać do ciekawej książki- programu ochrony kormorana dr. Szymoina Bzona . Link poniżej.

http://smz.waw.pl/files-gatunki/program_ochrony_kormorana_PROJEKT_28_11_2011.pdf

 

Fot. Andrzej Banach Kormorany ale nad morzem

 

Jedną z największych atrakcji Myczkowiec jest Ośrodek Wypoczynkowo-Rehabilitacyjny  Caritas Diecezji Rzeszowskiej  zarządzany przez wyjątkowego kapłana ks. Bogdana Janika. Na dawnym terenie dworskim najpierw były baraki budowniczych zapory, potem jednostka wojskowa, a następnie wojskowy ośrodek wypoczynkowy, który  w 1994 r. przeszedł w ręce Kościoła. Na 9 ha znajdują się pawilony mieszkalne o dość niskim standardzie, pawilon rehabilitacyjny, kawiarnia z kolekcja wypchanych zwierząt, stadnina z ujeżdżalnia koni, zwierzyniec, Centrum Kultury Ekumenicznej,ogród biblijny,  boiska sportowe i place zabaw, kort tenisowy, wiaty, kaplica, gdzie ksiądz Janik pozwala odprawiać msze księżom towarzyszącym pielgrzymkom, wycieczkom.

 

Fot. Beata Kalitan Ogród ekumeniczny

 

Polecam ogród ekumeniczny, znajduje się tu ok. 160 miniatur  cześć jest poddawanych renowacji) drewnianych cerkwi i kościółków z pogranicza Polski, Słowacji i Ukrainy. Wszystkie są wykonane w skali 1:25 i wiernie odtwarzają szczegóły.  Są pogrupowane regionami, podpisane, obok każdej miniatury jest tabliczka z podstawowymi informacjami. W środku ogrodu znajduje się naprawdę ładny pomnik Jana Pawła II, który był związany z naszym regionem. W jednej z ostatnich rozmów z ks. biskupem Michalikiem mówił, że chce zobaczyć jeszcze dwa miejsca, a oba są w Bieszczadach. Nasadzenia są młode, dominują miniatury krzewów iglastych. Bilet wstępu kosztuje 5 zł, ulgowy 4 zł. Polecam tutejszą kasę, to mała księgarenka, gzie można nabyć tanio ciekawe, regionalne wydawnictwa. Jest tu także młody, ale obiecujący ogród biblijny położony na obszarze  48 a. Są w nim prezentowane rośliny wymienione w Starym i Nowym Testamencie, pochodzące z Ziemi Świętej. Mamy tu do czynienia z kwietnymi kwaterami nawiązującymi do biblijnych wydarzeń, ozdobione są często rzeźbami. Jest nawet miniatura 1:25 świątyni Salomona i ucho igielne. Można tu kupić tanie  sadzonki kłokoczki południowej, które cieszą się wielką popularnością wśród oprowadzanych przeze mnie gości.

 

Fot. Beata Kalitan

 

W okolicy Myczkowiec przebiega tylko jeden szlak pieszy PTTK, to fragment zielonego Zagórz-Krysowa. Można do niego dotrzeć przekraczając zaporę i schodkami do góry. W jedną stronę wiedzie przez cudowne źródełko w Zwierzyniu, Czulnię, Kamień Leski do Leska, a w drugą stronę doliną nieistniejącej wsi Bereźnicę do Myczkowa. Ten drugi wariant można pokonywać przy ładnej pogodzie, musimy bowiem kilka razy przekroczyć rzeczkę Bereźniczkę, która po roztopach czy długotrwałych opadach jest często wezbrana. W okolicy jest sieć ścieżek, a raczej plątanina, gdyż często jedną drogą prowadzi kilka tras. Cześć z nich to szlaki gminne, ale są kiepsko wyznakowane, w tym roku wychowawcy kolonijni  gubili się na Berdzie z grupami. Są tu także ścieżki wytyczone w ramach ekomuzeum "W krainie bobrów", dzielą los wraz z innymi powstałymi w ramach unijnych projektów tzn. powstały ale nikt nimi nie zajmuje się, a czas robi swoje. Oznakowania znikają, stają się nieczytelne. Są tu i trasy do nordic walking. Te wszystkie ścieżki mają tworzyć "Bieszczadzkie Centrum Nordic Walking". Nie znam tych tras i nie zamierzam poznawać tej plątaniny, więc polecam przewodnik Marii i Stanisława Orłowskich "Myczkowce i okolice Przewodnik po trasach pieszych ekomuzeum "W krainie bobrów" i otoczeniu Jeziora Myczkowieckiego" opisujący 19 szlaków.

 

Fot. Rafał Robert Dudek Jaszczurka zwinka

 

Okolice Jeziora Myczkowieckie są wprost wymarzone jeżeli chodzi o turystykę rowerową. Był tu kiedyś wytyczony szlak MTB, ale pozostało po nim tylko wspomnienie. A szkoda, bo trasa była naprawdę ciekawa. W chwili obecnej mamy tu szlak Zielony Rower Greenway Karpaty Wschodnie. Proszę pamiętać o tym, że wiedzie on publicznymi, w sezonie bardzo uczęszczanymi drogami, należy zachować maksimum ostrożności.

 

Fot. Ewa Dudzińska - Szybowska

 

Myczkowce są coraz bardziej popularne wśród turystów. Wykorzystują to i sprzedawcy. Obok zapory powstają budki z pamiątkami. W jeden z nich można spotkać bardzo ciekawe i w miarę tanie pamiątki. Część z nich nawiązuje do naszej karpackiej, rusińskiej tradycji. Można tu spotkać ikony i wariacje na ich temat, piękną, regionalną bizuterię. Krywulki coraz częściej trafiają na salony. Są to koralikowe ozdoby niegdyś bardzo popularne w naszym regionie, zarówno na Łemkowszczyźnie jak i Bojkowszczyźnie.  Niegdyś krywulki były bardzo drogie, ich ceny były porównywalne do ceny krowy bądź nawet morga ziemi.

 

Fot. Tomasz Dacko

 

Jedną z największych autokarowych atrakcji regionu był most na Olszance w Myczkowcach-Podkamionce. Przeszedł do historii regionu, ponoć jako jedyny w Polsce miał niecodzienne ograniczenia: 3 tony, nie dotyczy autobusów. Ten drewniany most został wybudowany przez saperów w 1980 r. Jego poprzednika i most w Średniej Wsi zniszczyła gigantyczna powódź w lipcu 1980 r. kiedy to Olszanka zwana też Olszanicą przemieniła się z potoku w wyjątkową groźną rzekę która niszczyło wszystko co napotkała na swojej drodze. Prowizorka przetrwała 33 lata, w grudniu 2013 r. został oddany nowy most. Za rozebranym  drewnianym cudeńkiem jest rezerwat Bobry w Uhercach, warto go zwiedzić wczesną wiosną kiedy cała okolica pokrywa się geofitami i jesienią kiedy kwitną zimowity.

 

Fot. Agnieszka Mosoń Droga wiodąca niegdyś na drewniany most

 

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Tomasz Dacko Jezioro Myczkowieckie

 

Polecam

Bóbrka http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=116&Itemid=146

Rezerwat Koziniec http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=224&Itemid=231

 

Fot. Ewa  Dudzińska-Szybowska Panorama z Kozińca - Bóbrka na zaporę w Solinie

 

Solina i Jezioro Solińskie http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=53&Itemid=291

Solina

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=275&Itemid=341

Nad Jeziorem Solińskim

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=270&Itemid=336

 

Fot. Robert Mosoń Polańczyk

 

Myczków

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=255&Itemid=318

Zwierzyń

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=226&Itemid=233

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Skała Myczkowiecka

 

Polecamy pensjonaty i ośrodki w okolicy Jeziora Solińskiego i Myczkowieckiego, tu nie ma reklam ale tylko promocja współpracowników.

"Noclegi pod Bukowiną" ośrodek wypoczynkowy, domek letniskowy w Myczkowcach

http://www.noclegimyczkowce.pl/

http://www.polkard.com/

www.unitra.bieszczady.pl

http://www.za-potokiem.superturystyka.pl/

https://www.facebook.com/pages/Solina-noclegi-i-wypoczynek/634229750003123?ref=stream

https://www.facebook.com/Bia%C5%82y-Domek-771903806153090/


 

My na facebooku

Bieszczady https://www.facebook.com/groups/305179576263122/

Beskid Niski https://www.facebook.com/groups/278404572261928/ ,

Polska Niezwykła https://www.facebook.com/groups/494010277310428

Fan coś tam, który zamienił się nam w serwis https://www.facebook.com/grupabieszczady

 

Fot. Robert Mosoń

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.......................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.........................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.............................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

......................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...........................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

........................