Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś102
WczorajWczoraj1039
RazemRazem503221
Arłamów - arłamowskie połoniny
Wpisany przez Redakcja   

 

Masyw Suchego Obycza jest praktycznie nieznany szerszemu gronu turystów. A szkoda, bo ta część Gór Sanocko-Turczańskich jest zachwycająca pod wieloma względami. Pod względem przyrodniczym bardzo interesująca. To teren projektowanego Turnickiego Parku Narodowego, znajduje się tu rezerwat "Turnica", "Na Opalonym".

 

Fot. Robert Mosoń

 

Warto wiedzieć, że w okolicy przebiegają granice dwóch parków krajobrazowych. Dolina Jamnej, rezerwat Na Opalonym jest na terenie Parku Krajobrazowego Gór Słonnych, a  rezerwat "Turnica" jest położony na obszarze Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego.

 

Fot. Arek Bulanda  Lotnisko Arłamów znajduje się na terenie nieistniejącej wsi Krajna

Lotnisko Arłamów, Krajna

 

Tak cenny przyrodniczo obszar jest w Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000. I mamy tu  podony problem do tego  z parkami krajobrazowym. Na terenie Turnicy mamy cztery obszary specjalne: specjalny obszar ochrony ptaków Góry Słonne, specjalny obszar ochrony ptaków Pogórze Przemyskie, specjalny obszar ochrony siedlisk Góry Słonne i specjalny obszar ochrony siedlisk Ostoja Przemyska.

 

Fot. Arek Bulanda Turnica widziana z lotu ptaka

Turnica, Arłamów, Turnicki Park Narodowy

 

Część masywu wchodzi w skład sieci Natura 2000 - obszar specjalnej ochrony ptaków "Pogórze Przemyskie" : PBL 180001, którego celem jest ochrona populacji ptaków przez zabezpieczenie kluczowych dla nich siedlisk.

 

Fot. Jacek Bis Bociany białe

Bocian biały, Turnicki Park Narodowy

 

Prawie cały obszar projektowanego Turnickiego Parku Narodowego jest także częścią Specjalnego obszaru ochrony siedlisk Góry Słonne (PHL 180013) chroniącego właściwie zachowane leśne siedliska przyrodnicze, a także nieleśne siedliska przyrodnicze istotne dla bioróznorodności. W pobliżu Arłmowa w dolinie Jamnej są cenne zbiorowiska łąkowe. Ten obszar jest także kluczowy dla ochrony fauny puszczańskiej.

 

Fot. Jacek Bis

Turnica, Arłamów

 

Warto też wiedzieć, że Suchy Obycz zawany też Turnicą jest włączony do Leśnego Kompleksu Promocyjnego "Lasy Birczańskie". Został on powołany w 2001 r. przez Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych na pow. 29 553 ha. Celem kompleksów leśnych jest m.in. promocja zrównoważonej gospodarki leśnej połączonej z edukacją ekologiczną, pracami badawczymi, oraz zachowanie walorów naturalnych lasów.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Teren Turnicy należy do Nadleśnictwa Bircza, zarządza ono dość dużym obszarem, jego powierzchnia wynosi 30 000 ha. To m.in. leśnicy byli przeciwnikami powołania Turnickiego Parku Narodowego.

 

Fot. Jacek Bis

Leśny Kompleks Promocyjny Lasy Birczańskie

 

Przeważnie spotykamy się ze stwierdzeniem, że Suchy Obycz leży na terenie Pogórza Przemyskiego. Nie jest to prawda. Profesor Jerzy Kondracki, najbardziej znany autor regionalizacji fizycznogeograficznej Polski stwierdził, że Turnica z przyległościami leży w Górach Sanocko-Turczańskich. Według geobotanicznego podziału (Pawłowski i Szafer) Suchy Obycz znajduje się w Prowincji Górskiej, Dział Karpaty Wschodnie, Okręg Karpaty Lesiste, Podokręg Pogórze Przemyskie. Jak ja kocham te podziały. Śmiech Przewodnicy musieli je wkuć na pamięć.

 

Fot. Robert Mosoń  Rezerwat "Turnica"

 

Suchy Obycz jest udostępniony turystycznie. Znajduje się tu znany ośrodek wypoczynkowy (w chwili obecnej niedostępny, trwa rozbudowa) Arłamów, są wytyczone szlaki piesze, rowerowe.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Polecam ciekawy szlak rowerowy oznakowany kolorem niebieskim, jest to trasa historyczno-przyrodnicza o długości 35 km wiodąca przez Wojtkówkę-Jureczkową-Kwaszeninę-Arłamów-Jamnę Górną i Dolną-Trójcę-Łomnę-Grąziową-Wojtkową-Wojtkówkę. Prowadzi ona atrakcyjnymi pod względem krajoznawczymi terenami dawnego "państwa arłamowskiego", po drogach asfaltowych. Uwaga na dzikie zwierzaki. Można tam spotkać np. dziki. Jeszcze jak pracowałam z gośćmi z Arłamowa wydarzyła mi się niezła przygoda. Jechaliśmy autokarem, turyści zauważyli na poboczu małe, śliczne, pasiaste stworzonka, uprosili kierowcę, aby ten zatrzymał się. Zaczęła się sesja fotograficzna, która niestety nie przypadła do gustu mamie losze. Goście pobili swój rekord prędkości na setkę, gdy wskakiwali do autobusu. Po zmierzchu i o świcie można spotkać na drodze sarny, jelenie, lisy. Najfajniejsze spotkanie miałam, ale na Chwaniowie z wilkami. O mały włos, a wpadłabym na szczeniaki.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Przez Suchy Obycz wiodą trzy szlaki piesze. Pierwszy z nich to niebieski karpacki Ustrzyki Dolne-Dynów (to fragment znacznie dłuższego szlak, zwanego w Beskidzie Niskim i Bieszczadach granicznym Grybów-Rzeszów) i żółty tzw. robotycki. Szlak niebieski wiedzie tu z Jureczkowej przez Arłamów-Suchy Obycz-Paportno do Kalwarii Pacławskiej. Szlak w dużej mierze prowadzi przez las. Niestety, nie ma już wieży widokowej na Suchym Obyczu - najwyższy szczyt w powiecie przemyskim (618 m n.p.m.), nie ma tu już także polanek widokowych. Piękne panoramy są tylko z Wierchu (587 m n.p.m.) - to właśnie z tego miejsca Robert zrobił część zdjęć. Widać stąd nie tylko Góry Sanocko-Turczańskie, ale także Bieszczady.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Szlak żółty Suchy Obycz-Kanasin-Borysławka-Rybotycze-Kopystanka  jest łącznikiem pomiędzy niebieskim karpackim, a czerwonym Przemyśl-Sanok. Ma 14 km długości, czas przejścia ponad 4 godziny. Wiedzie przez Góry Sanocko-Turczańskie i Pogórze Przemyskie, przez pozostałości przepięknej niegdyś pogórzańskiej  puszczy karpackiej. Być może niegdyś będzie szlakiem biegnącym przez obszar Turnickiego Parku Narodowego, czego polskiej przyrodzie i sobie życzę. Polecam dobre buty i ochraniacze, ostatnio, gdy tam byłam to leśna droga, którą biegnie turystyczna trasa była rozjechana, błotnista. Szlak źle oznakowany, należy uważać jak diabli.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Szlak zielony tzw. arłamowski Leszczawa Dolna-Ostra Kiczerka (487 m n.p.m.)-Łomna-Grąziowa-Kiczera (567 m n.p.m.) - Jamna to także łącznik pomiędzy czerwonym i niebieskim szlakiem. Ma 23,5 km, czas przejścia ok. 6 godz. Przebiega tylko w okolice Arłamowa. Niegdyś można było przejść z Jamnej do Arłamowa do drogi wiodącej z Makowej do Wojtkowej stokówką biegnącą przez teren ośrodka (trasa typu cud, miód i malina), ale w chwili obecnej to niemożliwe. Ośrodek Arłamów rozbudowuje się, okolica jest pod ścisłą kontrolą ochroniarzy. Istnieje ściśle przestrzegany zakaz poruszania się po prywatnym terenie.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Ja chciałbym Was jednak zaprosić na pozaszlakowe wędrowanie. Patrząc się z Wierchów w stronę granicy z Ukrainą widzicie jedną z piękniejszych panoram w regionie. To otoczona tzw. arłmowskmi połoninami nieistniejącą dziś wieś Arłamów. Można dostać się do niej wędrując żwirową drogą w dół, trasa jest widoczna jak na dłoni. Szutówka  w idealnym stanie, po jednej i drugiej jej stronie są rowy pełne zielska i krzaki Wprost idealne miejsce do przyrodniczych obserwacji.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Cała dolina pokryta jest śladami bytowania i tropami zwierząt, myśmy prawie wleźli na lochę z młodymi. Jak są zwierzęta to są i ambony, można je spotkać wszędzie. Na linii strzału znajdują się nęciska i lizawki. Idea tzw. państwa arłmowskiego jest ciągle żywa. To raj dla myśliwych.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Są tu także paśniki i wiata. Oglądając wiatkę twierdziłam, że ta okolica jest wprost idealna na dziki biwak, a sama wiata może nam posłużyć jako idealne miejsce biwakowe. Woda jest w pobliżu, cisza, spokój. Mam cichą nadzieję, że właściciele tutejszych pól  nie wstawią tu tabliczek: teren prywatny, wstęp wzbroniony.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Po dawnym Arłamowie niewiele pozostało. Tylko krzyż przydrożny, ponoć ślady dworu. Tradycja głosi, że Arłamów był lokowany na prawie ruskim. Znajdował się dolinie potoku Arłamówka, który niedaleko wpadał do Wyrwy. To już dorzecze Strwiąża. Najbliżej znajdował się jeden z najstarszych grodów Rusi Stary Sambor. Tradycja także głosi, że pierwotny miał być zasiedlony jeńcami tatarskimi, wołoskimi tzw.  ałamamami - włóczęgami stąd jego nazwa. To tylko legenda, jest to nazwa dzierżawcza wywodząca się od imienia Arłam. Inne nazwy to Herłamów, Berłamów.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Pierwsze osady na naszym terenie były lokowane na prawie ruskim, koncentrowały się one wokół miast jako wsie służebne. W sumie bardzo niewiele o nim wiem. Na pewno charakteryzowało się układem niwowymi nieregularnym, chłopi podlegali bezpośrednio kniaziowi, świadczenia były w naturze i w robociźnie. Na czele wsi stał tywon. Przeważnie o tym, że jakaś osada była lokowana na prawie ruskim wiemy dzięki śladom właściwym temu prawu, które stwierdzono później np. istnienie tywona, służków, sotni, czy świadczeń charakterystycznych np. odumarszczyzny. Niewiele jest informacji mówiących wprost o lokacji: ius ruthenicale, ius ruthenicum. Wszystkie wsie założone na prawie ruskim były potem powtórnie lokowane na naszym terenie na prawie wołoskim.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Arłamów został lokowany dwukrotnie na prawie wołoskim w dobrach Herburtów. Warto bliżej przyjrzeć się dziejom tego rodu związanego pierwotnie z dynastią Andegawenów. Pierwsze nadania na naszym terenie potrzymali protoplaści Herbutów wywodzący się z Moraw w 1374 r. z rąk Ludwika Węgierskiego. W dorzeczu Strwiąża i Wyrwy bracia Herburd i Frydusz otrzymali 9 wsi m.in. Dobromil, Chyrów, Laszki i kilka niewymienionych z nazwy monastyrów. Darowizna zakładała, że mogą lokować w swoich dobrach wsie na prawie wołoskim lub niemieckim, miasto z obwarowaniami i zamkiem. Jednocześnie zobowiązani byli do wystawienia w czasie konfliktu zbrojnego pocztu składającego się z 8 zbrojnych, 4 włóczników i 4 kuszników na koniach oraz opłaty 2 groszy podymnego od każdego kmiecia. W okolicy Suchego Obycza lokowali dwie wsie: Arłamów i Kwaszeninę. Arłamów jest wzmiankowany w 1485 r. jako Arlamow camps, czyli miejsce pod założenie wsi. Jan Herbut w końcówce XV w. jeszcze raz lokował wieś. Przywileje Herbutów ograniczył Władysław Jagiełło, dochodziło do konfliktów na tle zasięgu dóbr. W 1519 r.  dochodzi do dokładnego  określenia granic wsi: Arłamów, Kwaszeniny, Paportnego i królewszczyzn. Potomkowie Jana Herbuta zwali się Arłamowscy.

 

Fot. Robert Mosoń

 

W miejscowości znajdował się dwór obronny, prawdopodobnie powstał w XVII w. Niewiele znalazłam o nim informacji, przewodniki, a nawet publikacje naukowe ie poświęcają mi prawie uwagi. To w tym dworze bronił się w czasie powstania Chmielnickiego Andrzej Maksymilian Fredro. Chłopi z Arłamowa, część mieszkańców Dobromila przyłączyła się do oddziału Kozaków, oddziałem "powstańczym" dowodził Pinczowski. Wcześniej w 1623 r.wtej okolicy działali vel rabowali lisowczycy, w czasie walki kilku z nich zginęło. Mam nadzieję, że znajdę jakieś bliższe informacje na ten temat.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Okolicę zamieszkiwała ludność ruska wyznania najpierw prawosławnego, a potem greckokatolickiego o której obyczajach niewiele wiadomo. Niewielu etnografów interesowało się tymi okolicami. Prawdopodobnie obyczajami, wierzeniami niewiele różniła się od sąsiedniej Bojkowszczyzny.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Niewiele znalazłam informacji na temat ludzi, którzy niegdyś tu mieszkali. Mam tylko ciekawą książeczkę wydaną w czasie realizacji projektu Dolina Wiaru - ocalić od zapomnienia. Uczniowie szkoły podstawowej w Wojtkowej i gimnazjum w Wojtkówce zbierali informacje o przeszłości swojej rodzinnej ziemi, o tutejszych obyczajach i tradycji. Niestety, nie mogli dotrzeć do całości, po ludności rusińskiej niewiele pozostało. Historia zrobiła swoje. Mimo to sięgnę do tej ciekawej książeczki,  nas w tej naszej dawnej wielowyznaniowej społeczności obrzędy, zwyczaje obowiązywały wszystkich, bez względu na obrządek.

 

Fot. Robert Mosoń

 

"Dolina Wiaru - ocalić od zapomnienia": "Pierwsza wiosenna burza Pierwsza wiosenna burza występowała najczęściej na przełomie marca i kwietnia, w zależności od długości zimy. Jeśli nie było liści i zagrzmiało na gołe drzewa, zapowiadano ciężki rok z dużą ilością opadów i nieurodzaje, zaś, gdy zagrzmiało, a na drzewach były liście,wróżono obfite  plony i ładną pogodę. Po uderzeniu pioruna ziemia otwierała się na przyjęcie nowych roślin. Uważano, że gdy pierwsza burza wiosenna występuje na zachodzie i północy, to rok będzie mokry, a gdy pojawia się na wschodzie lub południu, to rok będzie urodzajny. Jeżeli między błyskawicą, a piorunem upłynie czas około 1 sekundy, to uderzenie pioruna nastąpiło w obrębie 1 kilometra. Mówiono, że dopiero po pierwszej burzy mleko dobrze się skwasi. Podczas grzmotów, w maju należało stanąć przy ścianie domu i dźwignąć węgła, prostować się, żeby przez cały rok nie bolał kręgosłup. Niektórzy kładli się na ziemię i przewracali się, żeby być mocnym, i żeby wszystko na pol dobrze rosło. Będąc na dworze najlepiej było, jak twierdzono, chować się pod leszczynę, tak podobno chowała się Matka Boska. W czasie burzy lub innych żywiołów należało zaświecić i postawić w oknie poświęconą gromnicę, by chroniła domostwo i cały dobytek od nieszczęścia. Gromnica gromiła złe moce, przekazywano ją z pokolenia na pokolenie."

 

Fot. Robert Mosoń

 

Arłamów w czasach austriackich został włączony do dóbr kamerlanych. Dobra dobromilskie sprzedała księżna Zofia Lubomirska.

 

Fot. Robert Mosoń

 

W miejscowości od 1644 r. znajdowała się najpierw parafia prawosławna, później greckokatolicka, która została przeniesiona do sąsiedniej Kwaszeniny. I znowu ten sam problem ze znalezieniem informacji o cerkwi. "Cerkwie drewniane Karpat Polska-Słowacja" 

"Arłamów - cerkiew greckokatolicka p.w. św. Mikołaja, zbudowana w 1914 r., zniszczona po 1945 r."

 

Fot. Robert Mosoń

 

W czasie Pierwszego Powszechnego Spis Ludności w 1921 r. w Arłamowie znajdowało się 144 domy i 897 mieszkańców. Pytano o podstawowe  cechy demograficzne jak płeć, data urodzenia, stan cywilny, narodowość, język ojczysty i wyznanie, wykształcenie, charakterystykę zawodową ludności, inwalidztwo i sieroctwo, sytuację mieszkaniową i rolnictwo, a także o wyznanie, obywatelstwo, język ojczysty, narodowość. Wyniki spisu opublikowano w 29 tomach serii "Statystyka Polska". Wiemy więc, że na terenie Arłamowa mieszkało 873 grekokatolików, 9 rzymokatolików i  15 osób wyznania mojżeszowego.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Okoliczne lasy od wieków wzbudzały zachwyt. Tak o tym pisze Tadeusz Misiak w "Magicznych drzewach w dziejach, legendach i środowisku nad środkowym Sanem": "Zachowała się także pamięć o niezwykłych drzewach rosnących w lasach. W XIX w. w okolicy Arłamowa ścięto olbrzymią jodłę, którą jako eksponat zawieziono na Powszechną Wystawę Krajową we Lwowie w 1884 roku, gdzie była podziwiana przez samego cesarza Austrii Franciszka Józefa. Długość jej wynosiła 52 metry, a miąższość obliczono na  36 m3. Do najbliższej stacji kolejowej ściągało ją 8 par koni. W olbrzymich pniach dłubano łodzie, z czego zrezygnowano dopiero w okresie międzywojennym, kiedy to zaczęto je budować z desek. W latach dwudziestych minionego stulecia w pobliżu Panieńskiego Czubu rosła olbrzymia jodła o wyjątkowym dla tego gatunku ponad pięciometrowym  obwodzie pnia, o czym donosiła "Ziemia Przemyska" (1927). Później już brakło jakiejkolwiek wzmianki o tym drzewie. Jeszcze na początku lat pięćdziesiątych nierzadko spotykano w okolicy Arłamowa olbrzymie jodły o miąższości (objętości) sięgającej nawet 35 m3. Sprawiały one zwykle dużo kłopotów przy załadunku na bocznicy kolejowej w Krościenku.

 

Fot. Robert Mosoń

 

W latach sześćdziesiątych minionego stulecia w paśmie Turnicy zostało zinwentaryzowanych ponad 30 jodeł o obwodach pni przekraczających 4 m, z których do dzisiaj niewiele pozostało. Jeszcze z początkiem lat siedemdziesiątych XX w. w lesie Turnica rosło wiele drzew o niespotykanych dziś rozmiarach. Wśród nich dominowały jodły, ale rosły tam również potężne buki i drzewa innych gatunków. Na przykład podczas pomiarów drzew (klupowania) w 1974 r. w okolicy Makowej pomierzony jesion sięgał 40 m wysokości, to jest więcej aniżeli wynosi oficjalnie przyjęta wysokość dla tego gatunku. W tym lesie cennym zabytkiem leśnej przyrody jest też jawor mierzący ponad 4 m obwodu. Lasy te najlepszy okres miały przed wojną, kiedy należały do Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Obecnie takie drzewa są prawdziwą rzadkością, chociaż trafiają się jeszcze w znacznie młodszych drzewostanach okazy wyróżniające się wielkością. "

 

Fot. Robert Mosoń

 

W lasach Turnicy rozgrywał się dramat wojny domowej nazywanej czasami konfliktem polsko-ukraińskim. Moim zdaniem jej przebieg w tej części Gór Sanocko-Turczańskich i na Pogórzu Przemyskim miał bardziej dramatyczny przebieg niż w Bieszczadach. Tu poparcie dla dążeń OUN i UPA było duże wśród miejscowej ludności. W sąsiednich wioskach kwaterowała ukraińska partyzantka: w Jamnej Górnej powstał pierwszy oddział UPA na Ziemi Przemyskiej dowodzony przez "Lisa", Jamna Dolna była nie tylko główną kwaterą i "stołówką" sotni "Burłaki" ale nieopodal wsi znajdowała się szkoła podoficerska. Z trochę dalszej Cisowej pochodził jeden z dowódców ukraińskich oddziałów Grzegorz Jankowski "Łastiwka", część młodych mężczyzn z tej ws wstąpiło do SS "Galizien". Co najdziwniejsze  ludność Arłamowa i sąsiedniej Kwaszeniny nie była zbytnio związana z ruchem nacjonalistów ukraińskich. Czyżby to było pokłosie związane z tym, iż przez wielki te dwie ostatnie wsie stanowiły część odrębnej prywatnej własności? W 1947 r. w Ałamowie stacjonował jeden z oddziałów 28 pułku piechoty.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Jedną z potyczek  w tej okolicy pomiędzy UPA, polskimi żołnierzami, milicjantami i i funkcjonariuszami UB opisał Grzegorz Motyka w " Tak było w Bieszczadach" : " Znacznie poważniejsze starcie z UPA  w rejonie Jamnej Górnej stoczył w końcu sierpnia 36 pp. DP. Wyruszył on do akcji z Ropienki 30 sierpnia 1946 r. około godz. 21. Na czele 320 żołnierzy i 30 funkcjonariuszy MO i UB stał ppłk Komar. Około godz. 4 rano wojsko przeszukało wieść Trościaniec, gdzie schwytano upowca, "który na miejscu został rozpoznany przez konfidenta jako członek sotni "Łastiwki". Jeniec po krótkim śledztwie, obiecał skazać miejsca ukrycia bunkrów. Jednak w czasie drogi do domniemanych kryjówek podjął próbę ucieczki, podczas której został zastrzelony. Po tym wydarzeniu 36 pp. rozpoczął czesanie okolicznych lasów. Trwało ono do momentu otrzymania informacji o pobycie oddziałów w rejonie Jamnej Górnej i Dolnej. Ppk. Komar natychmiast skierował tam swoich żołnierzy. W Jamnej Dolnej zabito kolejnego upowca, kilku innych zbiegło. W wiosce tej wojsko spędziło noc.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Następnego dnia znów rozpoczęto, trzema kolumnami, "czesanie" lasu. Pięciu żołnierzy udających partyzantów z sotni "Łastiwki" dowiedziało się od okolicznej ludności o przypuszczalnym położeniu UPA w rejonie Jamnej Górnej. Skierowano się w tamtą stronę. Znajdowały się tam połączone sotnie "Burłaki" i "Kryłacza". Około 16.15 lewa kolumna natknęła się na ubezpieczenia UPA, "rozwinęła się w tyralierę i uderzyła na banderowców (...) Walka na całej linii długości ok. 3 km trwała od godz. 16.15 do godz. 20.30. Banderowcy kilkakrotnie atakowali ponosząc poważne straty. (...) Na drzewach (...) mieli snajperów. Siła ognia bandy była wielka. W czasie walki dochodziło nawet do walki wręcz i na granaty. (...). Psychicznie załamała się grupa MO i UB z m. Lesko (...), która starała się wycofać, lecz (została przyp. G.M.) na interwencję oficerów pułku, którzy zagrozili samemu dowódcy tej grupy, że gdy będzie próbować uciekać , to użyją broni przeciwko niemu. Grupą tą dowodził chor. Mazurek z Leska." W czasie walki do żołnierzy 36 pp. dołączyła grupa z 26 pp., ale widząc impet natarcia UPA, po 20 minutach rozpoczęła odwrót. Wprowadziło to zamęt w polskiej obronie.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Za przykładem żołnierzy 26 pp. poszli milicjanci. "Wobec takiej sytuacji musiała się wycofać i reszta żołnierzy, by zając w tyle inne stanowisko. (...). O godz. 21.00 zajęto obronę okrężną na wzgórzu 590,3" W czasie bitw zginęło ośmiu żołnierzy, jeden z nich ranny, sam rozerwał się granatem, nie chcąc dostać się do niewoli. Liczby rannych nie udało się ustalić. Wiadomo jednak, że w czasie odwożenia ich do Leska zmarł ppor. Biesiada. UPA straciła dwóch lub nawet 12 ludzi. Gen. Rotkiewicz, dowódca G "Rzeszów", uznał, że przyczyną polskiej porażki były błędy w dowodzeniu i skazał za to ppłk. na pięć dni aresztu domowego. Obiecał też, iż w przyszłości "za tego rodzaju występki winnych będę oddawał pod sąd."

 

Fot. Robert Mosoń

 

W wyniku wysiedleń w ramach tzw. dobrowolnej wymianie ludności i akcji "Wisła" okolica opustoszała. Większość mieszkańców wywieziono na Ukrainę w 1946 r., wieś została spalona przez sotnię Grzegorza Jankowskiego "Łastiwki". Takie podpalenia domostw to była akcja UPA prowadzona na szerszą skalę, w ten sposób chcieli zapobiec napływowi i osadzeniu się Polaków na "ich terenach". 216 osób wysiedlono w ramach akcji "Wisła".

Fot. Robert Mosoń

 

 

W latach 60-tych  powstaje na terenie nieistniejącej wsi Jamna Górna W-2 potężny ośrodek rządowy obejmujący swoim zasięgiem siedem dawnych osad: Arłamów, Borysławka, Grąziowa, obu Jamn, Krajnej, Kwaszeniny, Łomnej i Trójcy. W 1968 r. powołano do życia Ośrodek Łowiecki Urzędu Rady Ministrów.  Pułkownik Doskoczyński tworzy tzw. państwo arłamowskie,  czyli ośrodek rządowy, który wraz z potężnymi terenami łowieckimi obejmuje 23 000 ha. Do Ośrodka Wypoczynkowego Urzędu Rady Ministrów niewielu ma wstęp, nie jest nawet inwigilowany przez SB. W latach 70-tych na wniosek gen. Kiszczaka w Kwaszeninie powstaje Wojskowe Gospodarstwo Rolne, które niszczy pozostałości po wsiach w ramach tzw. rekultywacji terenu.

 

Fot. Centrum konferencyjne widziane z Jamnej

Arłamów, ośrodek

 

W ośrodku przybywali wielcy tego świata m.in. Leonid Breżniew, prezydent Jugosławii Josip Broz-Tito, prezydent Francji Valery Giscard d'Estaing itd.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Jednym z postulatów strajków ustrzyckich (grudzień 1980-luty 1981) była likwidacja ośrodka rządowego w Arłamowie. Tak o tym pisał  brytyjski korespondent Timothy Ash w znanej książce "Polska rewolucja "Solidarność" 1980-1981" : "Rolnicy z Bieszczad opowiedzieli mi fantastyczna historię na temat Arłamowa, rządowej posiadłości rekreacyjnej, która obejmuje ponoć  60 000 hektarów malowniczych pastwisk górskich. Nazywają ten teren "czerwonym księstwem". Tutaj - jak słychać - przywódcy partii podejmowali swoich gości i urządzali dla nich nocne bankiety z zachodnimi filmami oraz "hostessami". Tutaj Giscard d'Estaing razem z Gierkiem polowali na żubry, a polowania takiego nie widziano od czasów Tarnowskich i Potockich. Tutaj rządy sprawuje drobny tyran o nazwisku Kazimierz Doskoczyński. Doskoczyński, dowiaduję się, był sierżantem w ochronie osobistej Bieruta. Podczas próby zamachu na znienawidzonego przywódcę został ranny i stał się eunuchem. Podniesiony do rangi kapitana, otrzymał (a wypróbowanych tureckich zasadach) władzę nad tym księstwem przyjemności. Z opowieścią o czerwonym księstwie splata się inna, o stosunkach polsko-ukraińskich [...]. Co ciekawe, rolnicy z tych wzgórz dołączyli do postulatów przywrócenie historycznych nazw pochodzenia ukraińskiego, nieudolnie spolszczonych przez gorliwców z Ministerstwa Administracji Publicznej. Historię o czerwonym księstwie pominąłbym zapewne, gdyby nie rozmawiał z zachodnioniemieckim przemysłowcem, który tam właśnie był na "najlepszym polowaniu w życiu". Potwierdził, że warunki były luksusowe. Nowe filmy i najnowsze wydania zachodnich dzienników przewożono codziennie z Warszawy samolotem. Skandaliczne ekscesy czerwonych książąt gierkowskich są teraz powszechnie znane i częściowo potwierdzone oficjalnie".

Ośrodek zlikwidowano w 1995 r. W 1096 r. kupiła go spółka "Kamax". Pamiętam swoje rozczarowanie, gdy kilka tygodni po likwidacji ośrodka rządowego znalazłam się tam. Zwykły hotel, bez luksusów stojący w przepięknym miejscu. Spodziewałam się spektakularnych atrakcji np. podobnych do tych, które widziałam w posiadłości bułgarskiego Pierwszego Żiwkowa. Tam w czasie bankietu przygotowanego dla międzynarodowej dzieciarni (uczestniczyłam w spotkaniach z racji tego, że byłam ponoć szczególnie uzdolnionym dzieckiem i brano mnie na spotkania z bardzo ważnymi ludźmi) otworzyła się skalna ściana i w dół lunęła ściana wody, autentyczny wodospad. Obecnie ośrodek rozbudowuje się. Na pewno mogę go polecić, przez lata ze starym Arłamowem współpracowałam  prowadząc jako przewodnik dla nich wycieczki.

 

Fot. Jacek Bis

Arłamów

 

Na terenie rządowego ośrodka Arłamów internowany był przywódca Solidarności, laureat pokojowej nagrody Nobla Lech Wałęsa. To było trzecie miejsce internowania, pierwsze ośrodek rządowy w Chylicach, potem Otwock Wielki. W Arłamowie przebywał do listopada 1982 r. Polecam książkę Grzegorza Wołka "Ośrodki odosobnienia w Polsce południowo-wschodniej (1981-1982)" wydaną przez IPN Oddział w Rzeszowie.

Zacytuję jej mały fragment, część dokument charakteryzującego klimat Arłamowa i opisującego ośrodek rządowy.

 

Fot. Robert Mosoń

 

"Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża

Wizyta MKCK u p. Lecha Wałęsy w ośrodku odosobnienia w Arłmowie w dniu 26 czerwca 1982 r.

pkt 6. Klimat i miejsce

P. Wałęsa został internowany na terenach łowieckich należących do rządu w miejscu znanym jako Arłamów na krańcu południowo-wschodniej Polski, 1,5 km od Jureczkowej w woj. krośnieńskim, kilka kilometrów od granicy radzieckiej.

W czasie lata klimat bardzo suchy.

pkt. 7 Ogólny opis

Domki myśliwskie w Arłamowie stanowią duży kompleks budynków podobnych do hotelu na szczycie wzgórza w otoczeniu wielkiego parku. Dojazd do budynków prostą aleją przez park, na końcu której znajduje się wojskowy punkt kontrolny.

pkt. 8 Pomieszczenia  

Delegaci nie wizytowali całego kompleksu ani pomieszczeń p. Wałęsy. Zjedli lancz w dużej jadalni udekorowanej myśliwskimi trofeami. Rozmowa bez świadków odbyła się na tarasie domku myśliwskiego  widokiem na park i dolinę.

pkt. 9 Higiena

P. Wałęsa nie czynił żadnych komentarzy ani nie zgłaszał żadnych skarg na ten temat.

pkt. 10 Opieka lekarska

Podczas wizyty p Wałęsa był w stanie mówić swobodnie z delegatem służby medycznej, który badał jego płuca i serce. Pierwsza sprawa, jaka pojawiła się w czasie konsultacji lekarskiej - były subiektywne dolegliwości doznawane przez p. Wałęsę, będące następstwem suchego klimatu w miejscu internowania, dalece odrębnego w stosunku do klimatu nad Bałtykiem. [...]"

 

Fot. Robert Mosoń

 

Teren nieistniejącej wsi Arłamów graniczy z leśnym rezerwatem przyrody "Turnica". Został on utworzony w 1995 r. na obszarze 151,5 ha. Chroni fragmenty puszczy bukowo-jodłowej  z dominującymi zbiorowiskami podgórskiej formy buczyny karpackiej. Występują tu dwa zasadnicze typy lasu: las górski i las łegowy górski. Ten drugi typ jest stosunkowo powszechni w okolicy Turnicy, swego czasu mówiło się powołaniu rezerwatu "Las łęgowy pod Turnica". To już przeszłość, leśnicy zniszczyli łęg prześwietlając go. Rezerwat "Turnica" charakteryzuje się dużą bioróżnorodnością, występuje tu 261 taksonów.

 

Fot. Robert Mosoń

Arłamów, arłamowskie połoninki

 

 

Fot. Arek

 

 

Dlaczego zachowała się tu puszcza karpacka? Tak o tym pisze Radosław Janicki w "Monografii przyrodniczo-historycznej Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego": "Dużym walorem tutejszych lasów jest ich naturalny charakter. W około 65 % są to lasy o składzie gatunkowym zgodnym z naturalnymi siedliskami dla tego terenu. Wpłynęła na to historia tutejszych lasów. Od początku przynależności tych ziem do Polski lasy Pogórza Przemyskiego należały do królewszczyzn, po zaborach przyjęte jako dobra skarbowe, po pierwszej wojnie zostały oddane pod zarząd Lasom Państwowym. Lasy pomiędzy Rybotyczami, a Birczą należały do od początku XX wieku do Akademii Umiejętności w Krakowie, przemianowanej później na Polską Akademię Nauk (Ruciński 1994). Średni wiek drzewostanów jest bardzo wysoki, sięga 70-80 lat. Chociaż największe powierzchnie zajmują drzewostany wieku 30-40 lat to udział starodrzewi, czyli drzewostanów powyżej 80 lat jest równie wysoki. Nie dziwi, więc wysoka zasobność drzewostanów, wynosząca 280-310 m3/ha (Kostarkiewicz 1995)."

Warto wiedzieć, że pierwsze postulaty odnośnie ochrony lasów Turnicy wysnuł w Tadeusz Trela w 1938 r.

 

Fot. Robert Mosoń

Kruszczyk błotny, Turnicki Park Narodowy

 

 

Polecam Park Krajobrazowy Gór Słonnych

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=189&Itemid=197

 

Fot. Robert Mosoń