Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś907
WczorajWczoraj1336
RazemRazem1242156

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski i turystyczny, pilot wycieczek 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Nasz serwis  powiązany jest z bardzo interesującymi grupami i stronami na facebooku. Wszystkie tętnią życiem, non stop pojawiają się nowe, piękne zdjęcia, te najbardziej popularne, polubione przez setki, a czasami tysiące osób będę przedstawiać w tej rubryczce.

 

Fot. Monika Nowak Goryczka trojeściowa na Połoninie Caryńskiej

 


 

Kochamkolej.pl udowodniła, że mamy niezłą lukę rynkową, zapotrzebowanie na połączenia kolejowe jest naprawdę duże. Wystarczy usprawnić przepływ informacji, aby spowodować boom kolejowy. Od dawna o tym wiem, od wiosny promujemy połączenie kolejowe i prosimy o stały wakacyjny kurs na Słowację. Mimo tego nie spodziewałam się aż takiej klęski urodzaju w sobotę. W wycieczce na Słowację brał udział Kolega admin Robert Mosoń, to on bardzo nalega na współpracę z kolejarzami. Rozmawiałam też z pasażerami. To co działo się na kolejnych przystankach Bieszczadzkiego Żaczka woła o pomstę do nieba. Pierwsi pasażerowie zostali już w Rzeszowie, widząc jaki jest tłok w szynobusie w trosce o własne dzieci zrezygnowali z wycieczki. Potem było tylko gorzej. Cześć osób wykupiło przez internet bilety naiwnie licząc, że zagwarantuje im to miejsce. Nie wzięli pod uwagę tego, że to polska kolej i że wykupienie biletu nie gwarantuje, że wejdzie się do pociągu. Już w Krośnie do Bieszczadkiego Żaczka nie wsiadło z 80-100 osób, dużo potencjalnych pasażerów widząc kłębiący się tłum od razu odeszło z peronu. Potem było jeszcze gorzej, ale litościwie spuśćmy na to kurtynę milczenia. Tym bardziej, że tłum pasażerów chciał pobić Bogu winnych konduktorów.   Polecam filmik koordynatora Kochamkolej.pl pana Jerzego Zuby  Burmistrz Medilaborzec przywitał  turystów z iście słowiańską gościnnością, każdy pasażer dostał żółtą opaskę, która upoważniała do wejścia do Muzeum Andy Worhola, na koncert, do cerkwi prawosławnej. Impreza była bardzo udana, były artystyczne występy, piwo i cofola lały się strumieniami, a i kiełbaska zyskała grono wielbicieli. Na wysokości zadania stanęła górska brać w chwili, gdy zobaczyli nieszczęście rowerzystki. Nie mogła wsiąść do pociągu, a przed nią była długa droga w głąb kraju. Podjechała na następny przystanek, tam rozkręcili rower, pasażerowie wzięli poszczególne części, kobiecie udało dostać się do Rzeszowa i złapać następne kolejowe połączenie.

Mam teraz pytanie do Zarządu Województwa, które uczciwie mówiąc  walczy z kolejową  biurokracją, jak długo Państwo Włodarze Województwa będziecie tolerować brak chęci współpracy kolejowych urzędników. Kocham kolej przedstawiła rozwiązanie, mogły pojechać dwa połączone szynobusy, wprawdzie nie wsiedliby wszyscy, bo zainteresowanie było ogromne, ale złagodziłoby to problem. W Łupkowie można było je rozdzielić i tym, który miał odpowiednie pozwolenia dwukrotnie zawieść turystów na Słowację.

 

 

Fot. Robert Mosoń

 

 

 

 

 

Miniatury przedstawiające zabytkową drewnianą architekturę słowackich Bieszczadów

 

Medzilaborce to miasto  w północno-wschodniej Słowacji, liczy sobie ok. 12 tys. mieszkańców. Pod względem turystycznym takie sobie, większość zabytków została zniszczona w czasie I wojny św., która w Karpatach miała wyjątkowo tragiczny przebiegi operacji dukielsko-preszowskiej. Słynie z wielokulturowości, na Słowacji nie było wysiedleń, więc nadal obok siebie żyją Słowacy, Rusini, których tylko część uważa się za Ukraińców, Węgrzy, Romowie. Za najciekawszą atrakcję uchodzi Muzeum Sztuki Nowoczesnej im. Andy Warhola. Andy Werhol znany w całym świecie artysta, przede wszystkim malarz, twórca pop artu był z pochodzenia Łemkowiem-Rusinem, jego rodzice urodzili się w Mikovie. Między Bogiem, a prawdą muzeum takie sobie, warto je jednak zwiedzić. Na uwagę zasługuje cerkiew prawosławna p.w. Ducha Świętego, ma bardzo oryginalny kształt i ciekawe wnętrze pokryte polichromią autorstwa Dimitriosa Leussisa i Dusana Kanddricaka. Powierzchnia malowideł imponująca, to 1 600 m2.  Na trasie Palota-Medzilaborce można zobaczyć sprzęt wojskowy, przede wszystkim czołgi,  to upamiętnienie działań związanych ze wspomnianą przeze mnie operacją. Komańczę od Medzilaborzec dzieli ok. 70 km, można tam dotrzeć i na rowerze, trasa jest wymagająca albowiem trzeba przebić się przez łuk Karpat. Obok muzeum jest pensjonat Andy, gdzie dobrze  karmią, mają też niezła kawę http://www.penzionandy.sk/ Nieopodal Medzlaborzec znajdują się słynne ruiny klasztoru i kościoła Bazylianów w Krasnym Brodzie. Warto wiedzieć, że Krasny Brod był znanym miejscem pielgrzymkowym, odbywały się tu targi, w tym słynne na całą okolicę targi na żony.

 

Fot. Marek Kusiak Ruiny klasztoru w Krasnym Brodzie


 

bociany białe, które tak pięknie wpisały się w polski krajobraz są niezwykle interesującym gatunkiem. Szczególnie w kontekście Karpat. Jeszcze w XIX w. Ciconia ciconia była kojarzona z nizinami. Dopiero w XX w. zasiedlają góry, w tym Góry Sanocko-Turczańskie i Bieszczady. Tak o tym pisze Cezary Ćwikowski w artykule "Ptaki Bieszczadów Zachodnich i Gór Sanocko-Turczańskich w latach 1980-1995" : "Bocian biały (Ciconia ciconia) W przeciągu ostatnich piętnastu lat nastąpił wyraźny wzrost liczebności we wschodniej części Bieszczadów Zachodnich i Gór Sanocko-Turczańskich. Inwentaryzację prowadzono na terenie 3 gmin: Lutowiska (476 km 2), Czarna (185 km2)i Ustrzyki Dolne (394 km2). Łącznie  obserwacjami objęto obszar 1055 km2. W latach 1980-1984 na terenie gminy Lutowiska i Czarna gniazd nie stwierdzono. W gminie Ustrzyki Dolne było 12 gniazd, a w 1984 r. już 23.Cenzus prowadzony w latach 1993-1995 wykazał istnienie jednego gniazda w gminie Lutowiska (najwyższe stanowisko lęgowe tego gatunku w Górach Sanocko-Turczańskich  , ok. 615 m n.p.m.), 4 gniazd w gminie Czarna, 24 (1993) i 25 (1994) w gminie Ustrzyki Dolne." Pamiętam swoje zdziwienie ,kiedy po raz pierwszy zobaczyłam bociana białego. Myślałam, że ktoś ptaka wykąpał w mące. Jako małe dziecko widywałam tylko bociany czarne, które polowały w naszej Olszance.  Chyba na początku lat 70. XX w. bociany białe założyły gniazdo na kominie olszanickiej piekarni. W tym roku prowadzony VII Międzynarodowy Spis Gniazd Bociana Białego. Niestety, naukowcy nie skończyli inwentaryzacji. Na facebooku zadałam pytanie o liczebność podkarpackiemu koordynatorowi projektu  Mateuszowi Domce, oto odpowiedź:  "Witam! Akcja jest w trakcie zbierania danych, niestety to nie takie proste, zliczyliśmy z 80 % Podkarpacia" Jak dane zostaną opublikowane na pewno coś o tym napiszę.

Bociany białe niedługo nas opuszczą. Przysłowie mówi: na Bartłomieja apostoła bocian dzieci do drogi woła. Coś jest w tym na rzeczy. Mamy ostatnie bocianie sejmiki. Niedługo, prawie wszystkie boćki opuszczą nasz kraj. Podkarpacie ostatnie boćki pożegnają 25-26 sierpnia. Ostatnie, albowiem część bocianów już dawno wybrała się w drogę do Afryki. Pierwsze odlatują osobniki dorosłe, które nie miały młodych, za nimi w podróż wybiera się tegoroczna młodzież, a na koniec startują dorosłe, które miały potomstwo. To one czasami zostają o ile miały opóźnione lęgi do września. Bardzo ryzykują, albowiem w owym okresie już kończą się prądy powietrza, które pozwalają boćkom szybować ponad Karpatami. Młode odlatują stopniowo, starsze osobniki zbierają się w stada do 50 osobników, potem razem szybują pokonując do 250 km dziennie. Przelot do Afryki trwa dwa-trzy miesiące,  tam przezimują  kilka miesięcy aby powrotną  wędrówkę rozpocząć w lutym. Niestety, nie wszystkie wrócą, w trasie ginie do 30 % młodych osobników, śmiertelność dorosłych jest także duża. Szczególnie tych lecących nad Libanem, gdzie tamtejsi bezmózgowcy strzelają do nich dla zabawy. Młode, tegoroczne osobniki pozostaną w Afryce, wrócą do nas za dwa lata.Część bocianów zostanie u nas na zimę. Osobniki zdrowe mają szanse na przeżycie o ile nie ma pokrywy śnieżnej. Potrafią przeżyć w czasie ostrych mrozów. Pisał już  o tym Długosz. Kronikarz wspomina także o tym, że chłopi zabierali ptaki do domów i chowali razem z drobiem.

 

Fot. Mariusz Strusiewicz

 


Zapraszam do zakładki o imprezach, konkursach na Podkarpaciu, zbieram informacje o co ciekawszych wydarzeniach http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=251&Itemid=314


 


 

16 sierpnia 2016 r. Anomalie pogodowe trwają, dwa dni temu nad regionem przeszły niezłe burze. Najgorzej było po 17 nad Jeziorem Solińskim, wiatr dochodził do 8 w skali Beauforta.  Trwający dwie minuty biały szkwał dokonał niezłych zniszczeń w Polańczyku. Zerwane zostały keje m.in. WOPR, statku pasażerskiego "Bryza", WOPR miał  wiele roboty, wyciągał z wody ok. 100 osób, w tym trzech całkowicie pijanych  żeglarzy. W okolicy Jeziora Solińskiego  połamało trochę drew, problem  też pojawił się na solińskim deptaku, zanieczyszczony rów za kramami o mały włos, a zalałby budki z towarem. Byłam w tym czasie w autokarze, burza nas goniła, bezpiecznie wróciliśmy z gór zza szyb obserwując spektakl natury. Niekiedy była kurtyna wody, a niekiedy i gradobicie.  Wczoraj rano pływałam "Bryzą", mimo prac porządkowych widać było zniszczenia. A i jeszcze coś ważnego, w wakacje znowu można zwiedzać wnętrze zapory. Są bardzo duże obostrzenia, zostały zmienione zasady zwiedzania wnętrza zapory, podniesiono także i kilka złotych ceny. Najważniejsza zmiana to tak, że aby kupić bilety i wejść do zapory należy wylegitymować się dowodem osobistym, paszportem. Osoby chore wchodzą na własną odpowiedzialność, przed wejściem podpisują oświadczenie. Wszystkie większe torby, pakunki, plecaki, obszerne odzienie muszą być pozostawione w samochodach, autokarach, ZEW nie posiada szatni. Wchodzi się w kasku, bardzo gustownym czerwonym od opieką ochrony i przewodnika. Aha, przewodnicy i piloci płacą za bilet.

 

Fot. Dominik Wójcicki Hyrlata, burza nadciąga znad Słowacji


 

15 sierpnia 2016 r. Kolejny długi weekend odchodzi w przeszłość pod znakiem gigantycznych korków. Bieszczady są pełne gości, wszystko wskazuje na to, że ten rok jest rekordowy, ruch turystyczny wzrósł w stosunku do ubiegłorocznego bardzo udanego o 50, a może i o więcej, procent. Ostatnimi czasy wszystkie znane nam  miejsca noclegowe były zajęte, wszystko wskazuje na to, że jesień będzie równie udana. Nie wszyscy usługodawcy są zadowoleni, większość podkreśla, że ma mniejsze obroty w stosunku do ubiegłego roku. Wszędzie, w górach, w okolicach Jeziora Solińskiego, na styku Bieszczadów i Beskidu Niskiego przeważają rodziny z dziećmi. To prawdopodobnie jest efekt słynnego 500 +, wiele niezbyt zamożnych rodzin może pozwolić sobie na wypoczynek, ale nie na szastanie pieniędzmi. BdPN odnotowuje ogromne zainteresowanie  bezpłatnymi biletami związanymi z kartą dużej rodziny, dziennie z Przełęczy Wyżniańskiej na szlaki wchodzi za darmo ok 60-400 osób. Najbardziej ciesz mnie to, że promowane przez nas atrakcje zdobywają sobie serca wielu Bieszczadników i gości, którzy po raz pierwszy przyjechali w Bieszczady. Gdzie nie spojrzę tam widzę tłumy, nie ważne czy to jest moja ukochana Bezmiechowa, czy stoisko z ziołami Adma Kokosa w Polańczyku. O kolejce wąskotorowej już nie będę pisać, tam dosłownie dochodzi do absurdu, Majdan pęka w szwach, pociągi kursują w te i we wte, a mimo bilety schodzą jak woda w upalny dzień. Można je kupić w kasie co najwyżej do 10.00, setki osób odchodzi z kwitkiem. No i te korki, przepełnione parkingi, bezmyślność kierowców to wszystko powoduje, że jest na drogach naprawdę niebezpiecznie. Polecam nasze porady jak uniknąć korków, są niżej. Na koniec najwspanialsza wieść, wszędzie można spotkać Koleżanki i Kolegów z naszych grup, w górach  i łapiąc stopa. Dziękuję wszystkim za podwożenie mnie, po regionie dzięki uprzejmości kierowców poruszałam się bez większych przeszkód.

 

Fot. Konrad Ulanowski Muzeum Kultury Bojków w Myczkowie

 

Kochany San, wierny towarzysz na szlakach, bieszczadzki wycieczkowicz, mieszkaniec Bacówki pod Mała Rawką i całych Bieszczad po których wędrował - biega już po niebieskich połoninach.

 

Fot. i słowa Małgorzata Olga Brzezińska

 


 

Zbliża się kolejny długi weekend - Bieszczady są dosłownie zapchane gośćmi. Nie oznacza to, że nie można znaleźć noclegu.  Taką wczoraj dostałam peemkę " Pani Lucynko, dzięki pani znaleźliśmy Domki Letniskowe w Zaciszu. W Woli Matiaszowej 27 jest 5 domków zadbanych czyściutkich z łazienką, aneksem kuchennym, sypialnia 3 os i salon 2 os tel 134692715 Krzysztof Drozd [...] Myśmy już wyjechali, ale jak byliśmy to 2 domki było wolne, za domek 140 zł tanio" Można ale na obrzeżach regionu, tu jest naprawdę ciekawie, atrakcyjnie, polecam Góry Sanocko-Turczańskie i Pogórza. Mamy prezentację, która cieszy się dużą popularnością, zapraszam do nieznanych atrakcji w Bieszczadach i okolicy http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=229&Itemid=242 Na potrzeby chwili przygotuję 5 propozycji miejsc godnych polecenia.

1. Bezmiechowa, a raczej szybowisko to moim zdaniem magiczne miejsce, które dosłownie uwielbiam. Jest tu wszystko co potrzeba, żeby interesująco spędzić czas. Szybowisko Politechniki Rzeszowskiej położone jest w wyjątkowo pięknym miejscu, panoramy z Kamionki rzucają na kolana. Będąc na szybowisku można obserwować życie na lotnisku, loty szybowców, czasami jak ma się szczęście to nawet grawitacyjne - fenomen w skali światowej. Jest tu restauracja Kamienna polecana przez wielu Bieszczadników także na naszej stronce Gdzie zjeść w Bieszczadach i Beskidzie Niskim https://www.facebook.com/Bieszczady.BN.jedzenie/ Polecam rezerwat "Dyrbek" graniczący z szybowiskiem. Czasami na szybowisku są pokazy ptaków drapieżnych. Zapraszam do Bezmiechowej http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=70&Itemid=75

2. Komańcza, a raczej ścieżka przyrodniczo-historyczna "Komańcza i okolica" moim zdaniem powinna być bardziej promowana. Bieszczadzki Żaczek czyli weekendowe  połączenie kolejowe Rzeszów-Zagórz-Komańcza-Łupków to jest już bez mała hit, szynobus jest wypełniony turystami, w tym rodzinami i rowerzystami, ten szlak jest wprost idealny dla nich. Trasa wiedzie progonami i drogami leśnymi. Wędrując nią można poznać urok tej niezwykłej krainy, ścieżka  ma kształt pętli i liczy sobie około 9 km. Oznakowana jest kolorem niebieskim. Pod względem przyrodniczym, z wyjątkiem jednej atrakcji, jest tylko w miarę interesująca. Wędrujemy bowiem niezbyt ciekawymi zbiorowiskami łąkowymi i leśnymi. Jest tu jednak pewien magnes przyciągający wszystkich miłośników motyli, jedno z nielicznych w kraju stanowisk modraszka Rebela. Obok murawy kserotermicznej znajduje się platforma widokowa. Pod względem historycznym odwrotnie, bardzo ciekawa, można bowiem zapoznać się z bogatą historią tej okolicy, z różnorodnością kulturową, z wielowyznaniowością. Teren ten był zamieszkały przez Łemków, Polaków, Żydów, Ukraińców,Cyganów. Każda nacja pozostawiła po sobie ślad.

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=63&Itemid=69

3. Droga Baligród-Wołkowyja to moim zdaniem jedna z naszych największych atrakcji, obfituje w piękne panoramy, wiedzie przez nieznane szerzej wsie: Stężnica, Wola Górzańska, Górzanka, przez dwie nieistniejące wsie: Radziejową i Tyskową. To na niej znajdują się trzy brody ale jakie. To betonowe mosteczki, pod którymi przepływa woda, wyjątkowa atrakcja dla kierowców autokarów, większość z nich kameruje przejazd. Na trasie kilka ciekawostek jak: dwa wodospady: jeden to mało znany w Stężnicy widziany z drogi, a drugi to Czarów Młyn do którego od drogi biegnie wyznakowana krótka ścieżka, świątynia w Górzance w niezwykłym ikonostasem, a obok niej przepiękny, śmiem powiedzieć najpiękniejszy w Polsce dąb i godna polecania galeria, cudowna panorama z Lipowca. Zapraszam do cudnej Radziejowej http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=108&Itemid=113

 

Fot. Robert Mosoń Wodospad w Stężnicy przy drodze Baligród-Wołkowyja

 

4. Bukowiec to duża jak na warunki bieszczadzka wieś, która powoli przekształca się z rolniczej w turystyczną łącząc potencjał i tworząc nową jakość w bieszczadzkiej turystyce. Tu są prawdziwe gospodarstwa agroturystyczne w których goście mogą zobaczyć jak wygląda krowa, koza, kura, kupić doskonałej jakości produkty spożywcze pochodzące do szczęśliwych zwierząt pasących się na okolicznych łąkach i polach czy też biegających po podwórku. Mi osobiście Bukowiec kojarzy się z fantastycznymi ludźmi, społecznikami. Działa tu Bożena Wisła, która prowadzi gospodarstwo ekologiczne nastawione na sprzedaż serów (piszę o Niej poniżej) i Domki Góralskie https://www.facebook.com/DomkiGoralskieBukowiec , Ania Kułak nasza pani Admin pracująca w  https://www.facebook.com/TrzyDomki/home , która dosłownie zapełnia okoliczne pensjonaty, domki, pokoje do wynajęcia turystami, no i leśniczy - celebryta, fotograf Kazik Nóżka, który jakże pięknie promuje Bukowiec, Nadleśnictwo Baligród i Bieszczady w sieci https://www.facebook.com/kazimierz.nozka.7 W Bukowcu organizowane są super imprezy, najbliższa w niedzielę.  Bukowiec to także grzybodajne lasy i fajna ścieżka wytyczona przez Nadleśnictwo Baligród wiodąca na Korbanię (wieża widokowa, wiata), a potem dalej na Przełęcz Hyrcza (tu kapliczka) i do legendarnej Łopienki. Zapraszamy.


5. Galeria Potoki w Bóbrce https://www.facebook.com/Galeria-Potoki-407886052593225/ to najnowsza bieszczadzka atrakcja. Działa od kilku dni przy pracowni artystycznej Igi i Sławka Wasilewskich w ich gospodarstwie ekologicznym. Galeria Potoki ma swoje główne stanowisko na solińskim deptaku, to charakterystyczna niebieska budka, gdzie można kupić towar z wyższej półki: obrazy, ikony, piękną ceramikę, biżuterię, a także coś na ząb czyli np. galaretkę z kaliny, przetwory śliwkowo-jabłkowe ale robione z owoców starych odmian drzew owocowych itd. Państwo Wasilewscy byli sercem i mózgiem społecznej galerii działającej do ub. roku w piwnicy pod Muzeum Kultury Bojków w Myczkowie, po przegranym przetargu postanowili działać na własny rachunek tworząc w swoim siedlisku coś wyjątkowego. Galeria to jeden z etapów budowy pakietu  turystycznego na bazie sztuki i rolnictwa. Dzięki temu mamy dwie atrakcje: w Myczkowie związaną z Muzeum Kultury Bojków (Muzeum to perła w turystycznej koronie Bieszczadów) Galerię u Bojków powiązaną, z tego co wiem, z pracownią ceramiczną Figaro , a w Bóbrce pierwszy etap znakomitego, przepraszam za określenie, produktu turystycznego na który w chwili obecnej składają się: galeria, pogawędki o sztuce, produkt lokalny. W przyszłości oferta pyszności będzie rozbudowana o przetwory z czosnku niedźwiedziego, nalewki, miody. Państwo Wasilewscy budują stado kóz, za dwa lata będzie można w Bóbrce kupić przepyszne sery kozie. Sławek podobnie jak Bożenka Wisła został przyuczony przez naszego bieszczadzkiego mistrza serowarstwa Nikosa. To słynna w całym kraju bacówka "Czar PGR-u" w Wańkowej, gdzie doskonałe sery schodzą jak przysłowiowa woda w upalny dzień. https://www.facebook.com/profile.php?id=100009952814440

 

Fot. Galeria Potoki

 


 

7 sierpnia 2016 na zaporze w Myczkowcach odbyły się Bieszczadzkie Konfrontacje Kulinarne. Jak podaje organizator czyli Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki w Solnie z/s w Polańczyku: ”Do tej pory były to Gminne Konfrontacje Kulinarne, jednak w związku z rosnącym zainteresowaniem turystyką kulinarną ranga tej imprezy wzrosła.” W konfrontacjach konkurowało 5 kół gospodyń  wiejskich z powiatu leskiego. Zwyciężyło miejscowe KGW z Myczkowiec, jednak każde z nich otrzymało nagrody ufundowane przez Lokalną Grupę Działania „Zielone Bieszczady”. Główną atrakcją konfrontacji był pokaz kulinarny Pana Mariusza Szweda, finalisty drugiej edycji MasterChef – programu kulinarnego TVN. Pokaz przyciągnął tłumy zainteresowanych, którzy mogli również pomóc w gotowaniu! Mariusz Szwed utrzymując swój show w konwencji miejsca w którym miał miejsce – nad Jeziorem Myczkowieckim – przygotował rybę z grilla na trzy różne sposoby! Każdą z nich można było zdegustować! Cały pokaz był przelatany humorystycznymi wstawkami kucharza, który poza byciem mistrzem kuchni okazał się mistrzem żartu! Tuż po pokazie tłum na zaporze myczkowieckiej nieco się zmniejszył, po to by znów wzrosnąć tuż przed koncertem Andrzeja Cierniewskiego! Koncert przyciągnął rzesze wiernych fanów, którzy już od pierwszego numeru śpiewali razem wszystkie piosenki! Andrzej Cierniewski to dojrzały piosenkarz o charakterystycznym,  głosie oraz ugruntowanej pozycji na rynku fonograficznym.
Wśród wszystkich stanowisk podczas imprezy dwa cieszyły się szczególnym zainteresowaniem oraz sympatią uczestników. Były to stanowiska Pani Bożeny Wisły, oraz Adama Kokosa. Pani Bożena jest producentem ekologicznych serów podpuszczkowych, które zyskują w ostatnim  czasie na popularności, zdobyły uznanie specjalistów i zostały już wcześniej  nagrodzone w kategorii „Kulinarne Dziedzictwo Podkarpacia”. Natomiast Adam Kokos jest znany ze strony www.ziola-bieszczady.pl oraz swoich rewelacyjnych ekologicznych, przypraw i ziół prozdrowotnych. Dzięki poczcie pantoflowej oraz jakości produktów, jego sława w całej okolicy cały czas rośnie.

Bieszczadzkie Konfrontacje Kulinarne okazały się sporym sukcesem dla organizatorów, a przez całą imprezę „przewinęło się” nawet do 2 tysięcy osób. Było miło i smacznie! Smak królika w winie zostanie z nami jeszcze na długo!" Konrad Ulanowski

Zdjęcia i tekst autorstwa Konrada Ulanowskiego, dziękuję GOK SiT w Polańczyku za użyczenie i w imieniu setek zadowolonych turystów dziękuję za organizację lub współorganizację tych wszystkich wspaniałości. Śmiem podziękować w imieniu nie tylko swoim, bo odbieram dużo pozytywnych sygnałów na temat działania GOK SiT, jest przez kilku znajomych specjalistów od marketingu stawiany  na wzór innym samorządom jako przykład znakomitej promocji w sieci walorów gminy i Bieszczadów.

 

Adam Kokos jak to bywa w Jego zwyczaju "gwiazdorzył" na zaporze. Pozwolę sobie wrzucić Jego portret albowiem w regionie dochodzi do absurdu, wielu sprzedawców podszywa się pod Kolegę, a co najgorsze psuje Mu reputacje sprzedając niezbyt dobry towar.

 

Sery Bożenki Wisły z Góralskich Domków w Bukowcu przebojem w ciągu kilkunastu tygodni zdobyły serducha smakoszy, są jednym z najlepiej sprzedających się produktów regionalnych w Bieszczadach, więc proszę nie dziwić się, że zniknęły w ciągu niecałych dwóch godzin.

 


5 sierpnia 2016 r. Na razie pogoda dopisuje, jest ciepło ale nie gorąco, wieje wietrzyk. Idealna aura na spacery. Bardzo dużo gości odpoczywa nad Jeziorem Solińskim, na jutro zapowiadają tłumy. Jest festiwal piosenki żeglarskiej, nagłaśnia go Radio Biwak letnia audycja Radia Rzeszów. Polecam ich audycje, moja ulubiona to "Radiolatorium" i audycje na żywo "Kalejdoskop" oraz "Puls dnia". Będąc w Solinie i Polańczyku warto wybrać się na dobrze utrzymane szlaki gminne wytyczone na obszarze Polańczyka i Soliny. Na terenie gminy Solina jest taka plątanina szlaków wytyczonych w ramach różnych projektów unijnych , że trudno nawet przewodnikowi w niej połapać się. Polecam szlaki gminne: czerwony Polańczyk-Solina-Polańczyk i żółty wiodący po Polańczyku. Zielony biegnący przez Uzdrowisko- hmmm powiem tak:  jest nieciekawy i prowadzi czasami przez morze tzw. papierzaków. W Polańczyku w sezonie są czynne  toalety, ale wiele osób chce zaoszczędzić te 2 zł i załatwia swoje potrzeby naturalne  w krzakach. Moim ulubionym czerwonym szlakiem pokazującym urok bieszczadzkich fiordów  nie raz wędrowałam z grupami, w tym roku został poprawiony, są tu mostki, dylowanki i poręcze. Widoki rewelacyjne na Jezioro Solińskie. Nie polecam go po deszczach, wtedy jest błotnisty. Jednego miejsca nie cierpię, przez kilka setmetrów  wiedzie bowiem po bardzo uczęszczanej drodze czyli małej obwodnicy, autokary, samochody, motocykliści, rowerzyści i piesi, to cud, że nie dochodzi tam do wypadków. Warto wiedzieć, że ciut bardziej wytrawni  turyści mogą zrobić sobie pętelkę; najpierw czerwony Polańczyk-Solina, a potem zrewitalizowany szlak Solina-Zabrodzie-Myczków (tu jest altana wypoczynkowa, prowadzi drogą leśną, łatwy, prosty i przyjemny ale jest jedno małe utrudnienie. Przekracza się kilka razy, 7 czy 8 rzeczkę w bród). Oba szlaki są  atrakcyjne dla dzieci, tym pierwszym odcinkiem nie raz wędrowałam z grupami w upał, a drugi przez Rapiska (Rapiszka) to była jedna z ulubionych tras św. pamięci Kolegi przewodnika Andrzeja Niepołomskiego. Jest na nim dwie kapliczki, dwa źródełka: jedno termalne, drugie mineralne (Myczków przed wojną był znaną miejscowością wypoczynkową), grób dwóch zamordowanych Żydów. Zapraszam do prezentacji o bieszczadzkich szlakach http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=227&Itemid=267

 

Fot. Konrad Ulanowski Na szlaku czerwonym gminnym Polańczyk-Solina

 


 

Jak uniknąć korków ?

Najgorzej jest w Hoczwi, tam remontują mały mostek na potoku Dziurdziów, jest ruch wahadłowy i korki z Hoczwi do połowy Średniej Wsi. Proszę omijajcie to miejsce, jadąc do Polańczyka wybierajcie drogę Lesko-Solina, a jeszcze lepiej Lesko-Myczkowce-Bóbrka-Solina, ten drugi wariant pod względem krajoznawczym jest rewelacyjny. Główne atrakcje to: rezerwat "Bobry w Uhercach", widoczny z drogi ogród biblijny w ośrodku Caritas w Myczkowcach, dawny przełom Sanu ze Skałą Myczkowiecką (obowiązkowo platforma widokowa), zapora w Myczkowcach, otoczone rezerwatami Jezioro Myczkowieckie, kamieniołom w Bóbrce).

Drugim takim miejscem jest Lesko, gdzie pojawiają się sznury samochodów zarówno z wielkiej jak i małej obwodnicy, czyli dwóch głównych dróg bieszczadzkich. Tu w Glinnem obok Kamienia Leskiego możemy skręcić na Jankowce, a potem z Leska wydostać się na trasę Lesko-Załuż, która kończy się na szosie łączącej Sanok z Przemyślem. Trasa pod względem krajoznawczym wyjątkowo atrakcyjna, wiedzie pod moimi ukochanymi Górami Słonnymi, największa atrakcja to rezerwat "Sobień" z ruiny zamku Kmitów i platformą widokową. http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=20&Itemid=23 Jadąc z Bieszczadów Wysokich w Olszanicy skręcamy na Ropienkę, w Wańkowej udajemy się na Tyrawę Wołoską, a potem wjeżdżamy przed słynnymi serpentynami  na szosę łączącą Sanok z Przemyślem. Uwielbiam tę drogę i często z niej korzystam jako przewodnik jadąc z grupami nie tylko w kierunku Sanoka ale i Przemyśla. Największe atrakcje turystyczne to w Wańkowej słynna bacówka Nikosa z serami, w Paszowej dawna cerkiew z  najstarszym na naszym terenie ołtarzem z XVI w., słynne serpentyny z panoramami ciut zarastającymi ale nadal zapierającymi dech w piersiach. Na szczycie Gór Słonych platforma widokowa.

 

Fot. Jacek Bis Paszowa brama weselna i takie niespodzianki czekaj nas na bocznych drogach

 


 

Coraz więcej rowerzystów jest w regionie, proszę unikajcie jak ognia szlaku "Zielony Rower" albowiem wiedzie on głównymi bieszczadzkimi drogami. Rowerzyści, sznury samochodów i autokarów, dziesiątki motocyklistów, jest coraz bardziej niebezpiecznie. Na szczęście można zakosztować turystyki rowerowej wykorzystując np. połączenie kolejowe Rzeszów-Zagórz-Komańcza-Łupków, rower można bezpiecznie przewieźć Bieszczadzkim Żaczkiem, pan Marszałek Ortyl na tę trasę wysłał największy na Podkarpaciu szynobus. Okolice Pasma Granicznego i masywu Chryszczatej i Wołosania są pokryte licznymi stokówkami, spacer nimi jest monotonny ale jazda rowerem bardzo przyjemna. W sobotę na stacji w Łupkowie po raz pierwszy pojawiły się przenośne toalety i można było kupić coś na ząb i pamiątki Tak o tym pisze pan Jędrzej Molczyk zadowolony Bieszczadnik: "Tak, tak! Byłem wczoraj, widziałem i skosztowałem i dziś się znowu przejdę! Tj. wczoraj byłem prosto z Bieszczadzkiego Żaczka, co by zobaczyć, skosztować i uwierzyć na własne oczy (i podniebienie), że to się dzieje na prawdę!
Jest i kiełbasa z grilla i to dobra, chyba "zagórzańska", a na pewno smaczna. Oscypki z grilla z żurawiną, można też zjeść pajdę domowego chleba ze smalcem i zagryźć kiszonym ogórkiem. Chleb pieczony jest w schronisku tj w chacie na końcu świata, w najprawdziwszym piecu opalanym bukowym drewnem.
Polecam!"
Ta informacja jest bardzo ważna albowiem w okolicy Komańczy i Łupkowa nie ma wielu miejsc, gdzie można zjeść, a dobrze zjeść. Ech to na palcach jednej ręki można policzyć. Polecam w  przepyszne pierogi "Barze  U Bożeny" w Duszatynie nr tel 505 167 210, ponoć w Prełukach także można dobrze zjeść u pana Konrada Kozłowskiego. No i w w Smolniku Zagrodę Chryszczatą - tam to nie dość, że znakomicie karmią, to jeszcze są non stop koncerty.

Polecam np. trasę rowerową  Komańcza-Prełuki-Duszatyn-Jeziorka Duszatyńskie-Przełęcz Żebrak- Mików-Smolnik nad Osławą-Nowy Łupków-Łupków, trasa atrakcyjna, momentami trudna ale można ominąć  Jeziorka i Chryszczatą i bezpośrednio z Duszatyna pojechać sobie na Mików i Smolnik.

Na podobną  wycieczkę rowerową możemy zabrać się z dziećmi, trasa skrócona, tam i z powrotem do Komańczy i połączona z zabawą w wodzie. Oczywiście, poza rezerwatem. Ponownie oddaję głos panu Jędrzejowi Molczykowi " Planując wycieczkę w upalny dzień z Komańczy w kierunku Prełuk, warto zabrać ze sobą strój do kąpieli, ręcznik i dodatkowe buty, w których można brodzić w wodzie. Kilkadziesiąt metrów poniżej mostu na Osławie, po zejściu do Prełuk (czyli po lewej stronie) jest dobre miejsce do kąpieli. Należy też pamiętać, że z kolei kąpiel w Osławie w okolicach Duszatyna i tzw. Łokcia jest zabroniona i może być kosztowna, gdy spotka nas Straż Leśna, ponieważ obecnie jest tam rezerwat przyrody "Przełom Osławy pod Duszatynem". http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=32&Itemid=50


Fot. Marek Kusiak Osława w Duszatynie

 

 


17 lipiec 2016 r. Pogoda typowo barowa, pada, temperatura niezbyt wysoka, ale od jutra przewidują rozpogodzenia. Ostatnio na naszej grupie Bieszczady https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/ dużo rozmawiamy o Solinie i okolicy. Non stop pojawiają się piękne zdjęcia z okolic Jeziora Solińskiego i Myczkowieckiego co oczywiście prowokuje dyskusje. No i  oczywiście padają pytania. Przede wszystkim, gdzie można popływać na tzw. Solinie. Z tym mamy potężny problem, Jezioro Solińskie to sztuczny akwen wodny, tu nie ma plaż, przy brzegu zalega muł, a woda bywa zdradliwa. Coś wiem o tym, bo kilkanaście lat temu dwa razy topiłam się w okolicy Soliny. Nad Jeziorem Solińskim przy wysokim stanie wód są trzy strzeżone kąpieliska, dwa w Polańczyku i jedno w Wołkowyi. W Polańczyku polecam dobrze zagospodarowaną  przystań Unitry, są tu brodziki dla dzieci, zabawki wodne, można popływać w jeziorze. Na przystani można kupić tanie i pyszne obiady dwudaniowe w cenie 14 zł.  Drugie bardziej popularne kąpielisko jest na tzw. Cyplu obok bazy WOPR. Tu także jest namiastka plaży, trawiasta ale można rozłożyć koc. Trzecie strzeżone kąpielisko jest w Wołkowyi, ale ono uzależnione jest od poziomu wody w zalewie. Przy niskim nie jest czynne, gdyż zamiast wody jest łacha mułu. Pływanie w jeziorze poza strzeżonymi kąpieliskami jest niebezpieczne. Proszę spojrzeć na nasze bieszczadzkie fiordy i pod jakim kątem zbocza wzgórz schodzą do  wody. Podobnie wygląda dno, przy brzegu jest płytko, ale kilka kroków dalej jest urwisko i dno opada o kilka lub kilkanaście metrów. Wpadając w głębinę musimy liczyć się z  gwałtownym obniżeniem temperatury i skurcz gotowy. Coś wiem na ten temat, ja miałam szczęście, bo ponoć odbiłam się od dna i łatwiej  mnie było półmartwą  wyciągnąć z toni.   Polecam turystykę aktywną, nie każdy jest żaglarzem, ale prawie każdy może pływać kajakiem czy rowerkiem wodnym. Wczoraj taki wariant wybrał znany piosenkarz pan Rafał Brzozowski, który przed koncertem w amfiteatrze pływał kajakiem po Jeziorze Solińskim.

Wypożyczalni w okolicy Jeziora Solińskiego jest multum, rozrzut cen bardzo duży, od przystani statku Bryza w Polańczyku: kajaki - 10 zł/godz, rowerki 12 zł/godz. poprzez przystań Unitry: rowerek 20 zł/godz. po Solinę Jawor, gdzie godzinne wypożyczenie rowerku wodnego kosztuje 40 zł. No i rejsy statkiem. Większość znanych mi przewodników korzysta z usług armatorów mających port w Polańczyku, czyli  z usług Trampa i Bryzy. Rejsy różnią się trasą, Tramp płynie w głąb dawnej doliny Sanu aż do Wyspy Skalistej, a  Bryza po części centralnej jeziora i przepływa obok zapory w Solinie, Wyspy Okresowej i Wyspy Małej. Jezioro Myczkowieckie jest zimne  i można je polecić tylko kajakarzom i wędkarzom.  Polecam prezentację o Solinie i okolicy, to informator.

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=53&Itemid=291

 

Fot. Statek Bryza nr tel. 721 08 08 08 koszt rejsu 13 zł/dzieci, 17 zł/dorośli

 


 

Mam same dobre wieści, dziś bez mała uprawiam propagandę sukcesu. Przede wszystkim bezczelnie pochwalę się sukcesem Bożenki z https://www.facebook.com/Domki-Góralskie-Bukowiec-499109450272073/ ​ Od dawna promujmy jej pyszne sery, za jej twarożkiem mogę pójść na koniec świata . W Medyni Głogowskiej w czasie finału wojewódzkiego konkursu Nasze Kulinarne Dziedzictwo Bożenka była bezkonkurencyjna, a raczej jej ser podpuszczkowy z nutą leśną był tak dobry, że zdobył pierwszą nagrodę w kategorii nabiał. To nie jedyny bieszczadzki sukces, pani Krysia Wronowska z Rybnego zdobyła uznanie za swoje nalewki. Serdecznie gratuluję obu Paniom. Tym bardziej że Bożena Wisła​ pokonała 80 konkurentów,a jej pyszności oceniali znawcy sztuki kulinarnej.   Bożenka jest partnerem akcji rabatowo-promocyjnej KochamKolej.pl, a zioła i przyprawy kupuje u Adama Kokosa w Polańczyku. To te słynne www.bieszczadzkie zioła.pl U Adama także dobre wieści, poszerzył swoją działalność o podkarpackie miody, wyroby wikliniarskie i...nalewki. Na razie sprzedaje miodówki na bazie miodu spadziowego, mocną nalewkę truskawkową i cieszącą się wyjątkową popularnością nalewkę z czosnku niedźwiedziego. Ta ostatnia to typowe lekarstwo, pije się tylko po 15 kropli dziennie, pomocne na choroby dróg oddechowych, kłopoty żołądkowe, podnosi odporność i odtruwa organizm. Adam także wszedł w program rabatowo-promocyjny KochamKolej.pl A i najważniejsze Adama można spotkać w Polańczyku obok ośrodka i restauracji PolKard (polecam rewelacyjnie karmią) charakterystyczny żółty samochód-stoisko, w sobotę będzie a Dniach Cisna, a w niedzielę w sanockim skansenie. To ważna informacja, bo kilka osób podszywa się pod Adama, także w Polańczyku. Za jakość przypraw u innych sprzedawców nie biorę odpowiedzialności, tym bardziej, że ostatnio osoba podszywająca się pod Adama sprzedawała spleśniałe pesto z czosnku niedźwiedziego. Adam także zaprzyjaźnił się z koleją.

 

Fot. Kazimierz Nóżka Bukowiec na tych polach i łąkach pasą się szczęśliwe krowy, które dają rewelacyjne mleko

 


Jaka miła nowina na koniec dnia! Właśnie ukazał się najnowszy numer "Podkarpackiej Historii" (lipiec-sierpień). A w nim m.in.:

# mowa o ostatnim polskim wilkołaku.
# pasjonująca historia magnata Hollywood Sama Spiegla.
# o "zwierciadle historii", czyli "Karpackiej Troi"

i wiele, wiele innych tekstów, które przedstawiają historię podkarpackiego regionu inaczej niż w podręcznikach! No i artykuł Kolegi przewodnika dr Łukasza Bajdy o fabryczce baryłek ropy naftowej w Olszanicy.

 


 


 

Ruszają weekendowe pociągi turystyczne na trasie Rzeszów – Łupków- Rzeszów!
W najbliższą sobotę 2 lipca ze stacji Rzeszów Główny o godz. 6.30 rusza pierwszy z dziewiętnastu weekendowych pociągów turystycznych relacji Rzeszów – Łupków - Rzeszów. Nowe połączenie jest sobotnio – niedzielną kontynuacją „Bieszczadzkiego Żaczka” dedykowanego uczniom i studentom, który w okresie od 13 grudnia 2015 r. do 26 czerwca 2016 r. zyskał sobie grono wiernych pasażerów.
Na końcowej stacji w Łupkowie anonsowany tu pociąg ma planowo meldować się o godz. 10.52, aby po 6,5-godzinnym postoju wyruszać w drogę powrotną do Rzeszowa. Analogicznie, jak miało to miejsce w ubiegłym roku w promocję wakacyjnych kursów włącza się grupa kolejowych pasjonatów działających w ramach kampanii społecznej KochamKolej.pl, której patronuje Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl Kolejowe wycieczki w Bieszczady i Beskid Niski (Łupków) warto zaplanować korzystając z systemu promocyjnego oferowanego przez partnerów kampanii KochamKolej.pl, w którym ważny bilet kolejowy jest m.in. kuponem rabatowym uprawniającym do korzystania z upustów oferowanych przez lokalnych gestorów bazy turystycznej oraz organizatorów wydarzeń kulturalnych. Na bieżąco aktualizowane zestawienie ofert w tym zakresie, jak również kompletny rozkład jazdy i inne szczegółowe informacje na temat wakacyjnego połączenia Rzeszów – Łupków – Rzeszów dostępne są na witrynie internetowej www.bieszczadzkizaczek.pl oraz facebook’owym profilu https://www.facebook.com/kochamkolejpl/

Polecam filmik zaproszenie koordynatora stowarzyszenia Kocham Kolej pana Jerzego Zuby

https://www.facebook.com/kochamkolejpl/videos/895151587281139/?pnref=story

 

 

https://www.facebook.com/CustomDesignST/

 

 


 

29 czerwiec 2016 r. Ptaki koncertują jak oszalałe, zaczęły zanim pojawiły się pierwsze promienie słońca, zapowiada się cudowny dzionek. Przed nami kolejna fala upałów, mamy dużo gości w regionie, a spodziewamy się następnych w weekend. Warto więc przedstawić naszą ofertę kulturalną, wszak Bieszczady artystami stoją. W regionie mamy dużo galerii, są w prawie każdej miejscowości, bywam w nich jako przewodnik z grupami, goście przeważnie są zachwyceni zarówno małymi działami sztuki jak i atmosferą, która w nich panuje.  Oto kilka z nich, zapraszam do tych, które znam i lubię. Studio-Galeria AMPilszak od 8 lat z powodzeniem funkcjonuje w hotelu Bona - Sanok ul. Białogórska. W galerii są do nabycia obrazy olejne o zróżnicowanej tematyce: pejzaż, bukiety kwiatowe, sceny rodzajowe, anioły oraz ikony. Właścicielem galerii jest artysta malarz Anna M Pilszak, która prowadzi też kurs przygotowawczy do szkół artystycznych. W Lesku w przepięknym  XVII w.  żydowskim domu modlitwy mieści się znana w regionie galeria Synagoga od lat promująca bieszczadzkich artystów. Wstęp płatny. Na deptaku w Solinie Iga Wasilewska prowadzi galerię "Potoki", gdzie można kupić zarówno ikony jak i ceramikę, mi do gustu przypadła oryginalna, niedroga biżuteria, szczególnie bransoletki i kolczyki autorstwa Igi, koszt niewielki, bo od 12 zł wzwyż. Niedługo nam przybędzie jeszcze jedna galeria pastwa Wasilewskich, w ich rodzinnym domu w Bóbrce. Cisna sztuką stoi, działa tu kilku znanych i mniej znanych artystów, są galerie, pracownie artystyczne i miejsca, gdzie można kupić pamiątki. Polecam trzy z nich, każda ma inny charakter. Gminna galeria "Przy pętli" organizuje non stop nowe wystawy, wiele tam dzieje się, trzeba trzymać rękę na pulsie,  w tym roku zachwyciła mnie wystawa żydowskiej wycinanki. Polecam pracownię ikon Veraikon pani Jadwigi Denisiuk, w tym roku rozbudowała się, można będzie obejrzeć Artystkę przy pracy. Jej ikony malowane w sposób tradycyjny temperą jajeczną zdobywają serca nie tylko Europejczyków. W galerii bywam z grupami, gości przyjmuje Bury, który wprowadza nas w świat sacrum, ikona nie jest obrazem, pięknie ją scharakteryzował Jerzy Nowosielski mówiąc ikona to modlitwa stworzona przez modlitwę dla modlitwy. W Cisnej od lat działa "Czarny kot" miejsce specyficzne, gdzie często wpadam na ploteczki. Goście lubią tu kupować pamiątki. W Czarnej od lat działa galeria i pracownia garncarska "Barak", ostatnio można tam było kupić przepyszne przetwory, artyści przelali swój kunszt do słoiczków np. konfitury z płatków róży czy konfitury z jagód w gorzkiej czekoladzie. Jak o jedzonku mowa to zapraszam do Majdanu do sklepików Łemkowskie specjały i Zakątek włóczykija na stację kolejki wąskotorowej, gdzie można kupić przepyszne miejscowe produkty np. sery, moje ukochane jagodzianki, miody itd. Nr tel. do Łukasza 507630256 . Na koniec wspomnę o okresowych wystawach w Muzeum Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Ustrzykach Dolnych.  O przygotowywanej wystawie tak pisze dr Grażyna Holly: "OGRÓD DZIWNY to tytuł wystawy, której wernisaż w dn. 1 lipca o godz. 18.00 w naszym Ośrodku w Ustrzykach Dolnych rozpocznie nową edycję "Wakacyjnych spotkań z przyrodą". Wystawa zawiera miniatury wykonane wedle średniowiecznych technik, których wspólnym mianownikiem jest DRZEWO. Zobaczycie piękne średniowieczne przedstawienia, na których, w rożnych kontekstach pojawiają się drzewa.
Prace wykonała Barbara Bodziony jej Uczniowie i Przyjaciele, a czułą opieką kuratorską objęła Anna Gawrońska.
Wystawę będzie można obejrzeć przez dwa tygodnie w Ośrodku Naukowo-Dydaktycznym BdPN przy ul. Bełskiej 7 w Ustrzykach Dolnych. ZAPRASZAMY! Wstęp wolny!"

 

Fot. Ewa Dudzińka-Szybowska Wystawa prac pani Jolanty Kordyaczny

 

W imieniu naszych Kolegów Adminów Ewy Dudzińskiej-Szybowskiej i Konrada Ulanowskiego zapraszam na wystawę fotografii bieszczadzkich zorganizowaną w Bieszczadzkim Domu Kultury w Lesku.  Wystawa ma opinię  ciekawej i cieszy się popularnością. To już któraś z rzędu wystawa fotografii naszych Kolegów, wcześniej wystawę prac mieli np. Ewa i Marcin Scelinowie i Ewa Dudzińsko-Szybowska. Moim zdaniem warto zatrzymać się na chwilę w Lesku, nieopodal jest dużo zieleni: ciekawy park podworski wokół zamku Kmitów, park miejski z ciekawą figurą wotywną  Matki Bożej ufundowaną przez Krasińskich w podzięce za ocalenie życia członków rodu w rabacji galicyjskiej, gotycko-barokowy kościół o charakterze obronnym, XVIII wieczna wyjątkowo piękna synagoga w której mieści się galeria itd. Polecam też leskie lody robione na miejscu, moje ulubione to truskawkowe, jagodowe i mango.

 

 

20 czerwca 2016 r. Poszukuję zleceń przewodnickich i pilotażu, mam wolne terminy na wakacje i jesienią. Ostatnio zabrałam się za prezentację o Smereku, pięknie położonej miejscowości o ciekawej historii.  Wciąż jest ona w cieniu Wetliny  ale powoli zdobywa sobie serca turystów. Przede wszystkim dlatego, że w Smereku jest trzy knajpy, które znakomicie i w miarę tanio karmią. Współpracuję z ośrodkiem i oberżą Dolny Smerek słynącą ze znakomitej solianki. Prezentacja jest jeszcze nie ukończona ale zdecydowałam się ją ciut popromować, zainteresowanie Smerekiem przechodzi moje oczekiwania. Pomaga mi ją tworzyć znawca tej okolicy Jernej Prosienecky - leśnik z wykształcenia, chaszczak i znakomity fotograf. Mały fragment na zachętę, oczywiście autorstwa Jerneja.

"Posiadająca liczne wojenne ślady połonina Dziurkowca(1188m n.p.m). W 1944r. z doliny Chomowa początkowo bystro, serpentynami, a później łagodnym i przyjemnym grzbietem Niemcy poprowadzili tutaj drogę, która zmierzała na grzbiet pasma. Pozostałości po niej widać jeszcze na Rabiej Skale oraz w okolicach Czoła. Natomiast poniżej granicy lasu trakt jest bardzo wyraźny i obecnie służy do zrywki drewna. W związku z tym dla wygody same serpentyny zostały częściowo pominięte i zniwelowane stokówką na szage. Wygodne dojście z doliny Smereka(Wietnamu). Na krzyżówce przy składzie drewna w Beskidzie w lewo, następnie drogą zakładową "Chomów" wzdłuż potoku o tej samej nazwie.

Zapraszam do Smereka http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=264&Itemid=330

 

Fot. Jernej Prosienecky Niemiecka droga

 


 

Bieszczady należą do jednego z najbardziej popularnych pod względem turystycznym regionów w Polsce. Corocznie przebywają tu setki tysięcy gości zachwyconych naszymi połoninami, zaporą w Solinie i Jeziorem Solińskim, sanockim skansenem, galerią Beksińskiego w Sanoku. Bieszczadzka kolejka wąskotorowa zwana pieszczotliwie ciuchcią już kilka razy została uznana za największą atrakcję turystyczną w kraju. Goście często zaglądają do muzeum przyrodniczego BdPN w Ustrzykach Dolnych, do ogrodu ekumenicznego w Myczkowcach, a nowopowstała zagroda pokazowa żubrów w Mucznem od razu stała się hitem. Są jednak w naszym regionie rozumianym jako Bieszczady i Góry Sanocko-Turczańskie i ich najbliższe okolice, miejsca bardzo ciekawe, ale niewypromowane. Takie atrakcje chcę tu przedstawić.

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=229&Itemid=242

Zapraszam  także do zakładki największe bieszczadzkie atrakcje http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=228&Itemid=243

 

Fot. Paweł Szymański Berehy Górne z Połoniną Caryńską w tle

 

1 czerwca 2016 r. Ostatnio pogoda nas rozpieszczała w Górach Sanocko-Turczańskich, a w Bieszczadach kilka razy dała nam w kość. Dziś niebo nie podoba mi się, powiedzmy, że aura wygląda na bardzo dynamiczną. Idą na nas burze. W regionie mamy multum grup, przewodnicy ze zmęczenia padają na pysio, nie ma kto pracować z grupami, na Kolegów przewodników organizujemy już łapanki. Z taką kumulacją wycieczek dawno nie spotkałam się, wszystko zajęte do ostatniego miejsca. Przybywa nam atrakcji, według mnie atrakcją może być wszystko co nam podoba się. Jak wiadomo w Bieszczadach nie mamy na dużo infrastruktury turystycznej ale za to można wypatrzeć nowinki. Wśród najbardziej atrakcyjnych dla moich grup jest bydło siwe, długorogie, które ponownie pojawiło się w Bieszczadach. Można je spotkać w Smolniku. Tak o siwych wołkach piszą Grażyny Holly i Beaty Szary "Przewodnik Ścieżka dendrologiczno-historyczna "Berehy Górne" Zapraszam i na ścieżkę, uwielbiam Berehy Górne.  http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=36&Itemid=45

"Przystanek 8. wypas owiec i bydła - dawniej i dziś (820 m n.p.m.) Spoglądając na dolinę możemy obserwować elementy dzisiejszego pasterstwa: stada owiec, koszary i bacówkę. A jak było dawniej? Pod koniec maja gospodarze oddawali watahowi swoje stada na letni wypas, który odbywał się na połoninach. Ludowym sposobem liczenia było używanie tzw. "rawaszów", czyli deseczek, przeciętych na dwie części, na których wyryte były karby oznaczające ile owiec lub bydła daje gospodarz na wypas oraz jakie są wzajemnie zobowiązania. Nad całością czuwał watah, który otaczany był wielkim szacunkiem. Watah wskazywał miejsca na wypas, przyrządzał i wydawał jedzenie dla wszystkich pasterzy, on także wyrabiał bryndzę. Przy wypasie pomagali mu pasterze, którzy opiekowali się stadem. Zarówno watah, jak i pasterze, nosili napuszczone tłuszczem koszule, poczerniałe od dymu. Chroniły one przed pasożytami oraz były nieprzemakalne. Pasterze mieszkali w niewielkich szałasach zwanych kolibami (ryc.24). Często były one budowane na płozach, co ułatwiało ich przemieszczenie. Miało to istotne znaczenie, gdyż co pewien czas zmieniano miejsce wypasu. Według dawnej tradycji pasterskiej wszystkie ważniejszym czynnościom towarzyszyło granie trombit (ryc.24). Są to 3-metrowe drewniane trąby, na których granie wymaga niemałych umiejętności. Na podstawie badań prowadzonych przez Jana Baszanowskiego, dotyczących dziejów polskiego handlu wołami w XVI-XVIII w. wynika, że na terenach bieszczadzkich wsi wypasano w przeszłości bydło stepowe, zaliczane do bydła rogatego, wywodzącego się od rasy turowej (ryc.24). Bydło stepowe charakteryzuje się jednolicie siwym ubarwieniem, o licznych odcieniach: płowym, popielatym, srebrzystym. U samców przez grzbiet przebiega zwykle ciemna pręga. Charakterystyczne są dla tej rasy długie rogi, dochodzące u byków i wołów do ok. 120 cm. Bydło to cechuje się ponadto wysokim wzrostem oraz dużą wagą, dochodzącą do 800 kg. Jest przy tym silne i wytrzymałe. Węgierskie bydło stepowe było wysoko cenioną siłą pociągową, dlatego też za pomocą jarzma zaprzęgano je do pługów i wozów. Woły sprzedawano jesienią na dorocznych targach w Lutowiskach. Stamtąd stada prowadzone były dalej wzdłuż tzw. szlaków wołowych, wiodących dolinami Sanu, Bugu i Wisły. Wiosną natomiast ponownie kupowano młode bydło po stronie węgierskiej , by przez lato wypasać je na połoninie. Z upływem lat również hodowla zwierząt uległa przemianom, a dawne rasy zastępowano nowymi. Kiedy w latach trzydziestych XX w. wędrowali tędy dwaj badacze - Jan Falkowski i Bazyli Pasznicki, odnotowali, że "Kazdy przeciętnie zamożny gospodarz posiada parę lub kilka sztuk bydła czerwonego (najczęściej łaciatego, czerwono-białego) dość nędznego i nie dającego wiele mleka (...) Dziś sprzedają też, ale są to, jak wyżej wspomniano, woły rasy czerwonej, dość małe, które zwłaszcza przy obecnym kryzysie nie osiągają nawet połowy tej ceny, co przedtem bydło siwe".

 

Fot. Paweł Stanoch Smolnik nad Sanem obok cerkwi

 

19 maja 2016 r. Pogoda nas nie rozpieszcza, pierwsza połowa maja jest zimna i deszczowa,  wody powierzchniowe są wysokie, dzięki czemu pokazują nam się ciekawostki takie jak okresowe potoki i wodospady, oczka wodne itd. Najciekawiej jest w okolicy słynnych Jeziorek Duszatyńskich. Ile mamy jeziorek w rezerwacie i okolicy? Odpowiedź prawidłowa dwa, trzecie zostało osuszone. Nie oznacza to, że  nie ma tu oczek wodnych.  Skontaktowałam się ze znawcą tego terenu panem Edwardem Orłowskim z Nadleśnictwa Komańcza. Marek Kusiak wiosną 2016 r. zrobił zdjęcie oczka wodnego o powierzchni ok 1 ara i głębokości do 1 metra. Niestety, latem będzie tam tylko bagno widoczne z szlaku czerwonego. Takich oczek wodnych jest kilka, przed II wojną św. było ich znacznie więcej. Czas zrobił swoje, zamuliły się. Warto wiedzieć, że w innych miejscach na Chryszczatej są osuwiska. Jedno z największych powstało w 2000 r. w Prłukach. Osunęło się zbocze blokując potok Cygański, powstało jeziorko o pow. ok 2 arów i pierwotnej głębokości ok 5 m. Niestety, jeziorko zamula się, a woda wypłukuje tamę. Jest jeszcze widoczne, ale proces biegnie, za kilka-kilkanaście lat  jeziorko zniknie. Zapraszam na Jeziorka Duszatyńskie, do rezerwatu "Zwiezło" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=33&Itemid=49

 

Fot. Marek Kusiak Oczko wodne w rezerwacie "Zwiezło"

 


 

Bieszczadzka turystyka niegdyś grupami stała. Do naszego regionu przyjeżdżało multum wycieczek zorganizowanych, wiosną i jesienią dominowały wycieczki szkolne. Niestety, z rok na rok coraz mniej dzieci i młodzieży do nas zagląda. Szkoda, mamy dla nich przygotowane znakomite programy i dobre także cenowo oferty. Pakiety są bogate, w sumie jako grupa mamy ponad 80 programów wycieczek, warsztatów, zajęć terenowych itd. W tym roku bardzo dobrze rozwijają się imprezy pielgrzymkowe i wycieczki seniorów,  to one dominują w moim kalendarzu zleceń.  Najważniejsze są noclegi i wyżywienie, tu oferta jest naprawdę bogata. Cenowo kształtuje się od 58 zł w pensjonatach. Cena dla grup organizowanych obejmuje nocleg plus wyżywienie. Oczywiście, jako koordynator nie mam prawa wystawić oferty cenowej ale mogę Koleżankom i Kolegom pewne rzeczy sugerować. Polecam ośrodek Wiking w Ustrzykach Dolnych, ma jeszcze w środku tygodnia trochę wolnych terminów.  Numer telefonu Krzyśka to 605 419 305 W okolicy Jeziora Solińskiego, w Solinie polecam Za Potokiem u Zosi Puch 667 74 44 61. W Bieszczadach Wysokich Smerek Dolny w Smereku specjalizuje się w grupach młodzieżowych, nie znam wszystkich wolnych terminów, proszę pytać się o szczegóły pod numerem stacjonarnym 13 468 47 06 - tu kiepsko działa telefonia komórkowa. W Smereku znajduje się także pensjonat o wysokim standardzie  Niemczukówka , który przyjmuje grupy zorganizowane. Nie ma w nim wyżywienia, grupy wykupują posiłki w pobliskiej słynącej ze znakomitej kuchni Oberży Dolny Smerek - zbieżność nazw nieprzypadkowa. Wszystkie ośrodki słyną ze znakomitej kuchni, tu dzieci, a przede wszystkim młodzież nie chodzi głodna. Część nauczycieli ograniczając koszty poszukuje tylko noclegów, polecam Uroczysko w Stężnicy nr tel. 695 729 180 , są to domki wypoczynkowe , każdy z nich posiada aneks kuchenny. Godny polecenia jest ośrodek Pałac Biesa w Olszanicy, dawny ośrodek rządowy ODK Olszanica, który posiada bardzo rozbudowaną ofertę dodatkową w postaci placu zabaw, letniego basenu i brodzika, stawów ze sprzętem pływającym, boisk itd. nr tel. 13 4617450 . Na osobne wpis zasługuje ośrodek Polkard w Polańczyku goszczący przede wszystkim gości niepełnoprawnych i chorych. Tutejsza kuchnia słynie ze znakomitych pstrągów, jedzonko w Polkardzie jest przepyszne, zawsze świeże i niezbyt drogie.

Oferta http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3&Itemid=27

Zapraszam na naszą grupę Bieszczady noclegi https://www.facebook.com/groups/403982863019427/ tu są zarówno zapytania o noclegi jak i oferty, niestety większość to reklamy, na szczęście zdarzają się i polecenia. Zapraszam i na stronę Bieszczady noclegi - to uzupełnienie grupy, misz masz polecenie i reklamy https://www.facebook.com/Bieszczady-noclegi-232378930446081

 

Fot. Hotel Górski Wetlina


 

30 marca 2016 r. Wczoraj w Zespole Pałacowo-Hotelowym Pałac Biesa http://www.palacbiesa.pl/ odbyło się pierwsze ogólnodostępne, nieformalne  spotkanie naszej grupy samopomocy vel klastra Grupa Bieszczady i zaproszonych gości. Temat tak naprawdę szeroki: przedstawienie naszych ofert, analiza słabych i mocnych stron walorów turystycznych gminy Olszanica.  Pierwsze i mam  nadzieję, że ostatnie w tak szerokim gronie. Ocena tego spotkania jest bardzo różna, osobiście sądzę, że dałam ciała, ale Koleżanki i Koledzy mówią, że błędy może i były ale to był strzał w 10 i chcą więcej. Koledzy z grup na facebooku prowadzący działalność gospodarczą  proszą o szybsze informowanie o spotkania i otworzenie się na nową współpracę. Raczej nikt nie nudził się.  Z drugie strony było to spotkanie wychodzące na przeciw zapotrzebowaniu społecznemu, atmosfera była naprawdę dobra mimo iż  momentami  dyskusja była ostra i racje ścierały się. Na spotkanie przybyło liczne grono zaproszonych osób, przeważnie zajmujących się obsługą ruchu turystycznego i związanych z produktem lokalnym, gościliśmy m.in. prezesa Stowarzyszenia Pro Carpathia pana Krzysztofa Staszewskiego, Kolegę przewodnika Pawła Wójcika z biura Pawuk z Zagórza, samorządowców z gminy Olszanica i Solina, pana Polakiewicza autora znakomitych przewodników rowerowych m.in. po gminie Olszanica, pana Ernesta Dębińskiego radnego gminy Solina, przybyło liczne grono osób wcześniej ze sobą współpracujących Koleżanek i Kolegów. Może przedstawię Koleżanki i Kolegów niestandardowo pokazując przy okazji nasze możliwości i produkty turystyczne. Nie chcę więcej namieszać, więc zachowam kolejność ze spotkania:

-  Kolega przewodnik Witold Tomaka prezes Bieszczadzkiej Grupy GOPR: warsztaty bezpieczeństwa w górach, spotkania z młodzieżą w centrali GOPR w Sanoku http://www.bieszczady.gopr.pl/

- Kolega przewodnik Marek Kusiak specjalizujący się prowadzeniu grup po Karpatach Wschodnich, znakomity fotograf i admin grupy Karpaty ukraińskie, https://www.facebook.com/groups/435940603139200/

- Wiesław Sowiński parking na Przełęczy Wyżnej, społecznik na parkingu robi i za informację turystyczną, prosił o wizytówki, banery,plakaty https://www.facebook.com/profile.php?id=100002256512756

- Agata Chmura edukator w Centrum Promocji Sieci Natura 2000 w Myczkowie prowadzi pensjonacik Biały Domek w Zwierzyniu w dużej mierze obsługujący wędkarzy, turystyka przyrodnicza, autorka przewodników i publikacji o podkarpackich sanktuariach, prelekcje i obsługa ruchu pielgrzymkowego https://www.facebook.com/Biały-Domek-771903806153090/

- Włodzimierz Biliński - znany fotograf, autor kilkunastu albumów, wraz z Żoną prowadzą warsztaty fotografii przyrodniczej, https://www.facebook.com/AWBilinscy.Photovoyage

- Artur Tworek - były prezes WOPR, radny  Zdrój w Polańczyku,  armator, wypożyczalnia sprzętu pływającego, statek Bryza http://bryza.bieszczady.pl/

- Wiktor Tworek - ciekawy projekt związany z turystyką aktywną: małpi gaj, ścianka wspinaczkowa, tyrolka, kule wodne, survival http://climb-tur.bieszczady.pl/

- Kolega przewodnik Paweł Wójcik znakomita oferta www.pawuk.pl

- Krzysztof Staszewski człowiek instytucja, Stowarzyszenie bardzo aktywnie działa na rzecz rozwoju turystycznego Podkarpacia i rozwoju produktu regionalnego, ostatnio wydali "Podkarpackie smaki Katalog wytwórców produktów regionalnych, tradycyjnych i ekologicznych", ich projekty mają przełożenie rynkowe, poprzez cykle  szkoleń  m.in. przewodników stworzyli podwaliny turystyki przyrodniczej na Podkarpaciu  i na pograniczu  polsko-słowackim   http://www.procarpathia.pl/

- Ewelina Nycz, Stowarzyszenie Pro Carpathia specjalistka d/s programów pomocowych

- Nikos Monolopulos - jednym słowem Sery Nikosa, żelazny punkt setek  wycieczek pensjonat Czar PGR-u, Nikos bezpłatnie szkoli przyszłych serowarów, adeptów było 50, ser produkuje 2, https://www.facebook.com/Nikosowe-Sery-Czar-PGR-u-961529043914671

- Iga i Sławomir Wasilewscy - gospodarstwo ekologiczne w Bóbrce, pracownia artystyczna, rozbudowany wachlarz warsztatów artystycznych, w sezonie letnim ruszy ogólnodostępna także dla grup zorganizowanych galeria przy pracowni-gospodarstwie ekologicznym, to moim zdaniem może być hit, jeszcze nie ma strony więc numer do Igi  507 803 348,

- Zespół Wilcze Echa https://www.facebook.com/wilcze.echa niech przemówi muzyka https://www.youtube.com/watch?v=mt2-24ljXdc

Kolega przewodnik Michał Neroj - po spotkaniu nawiązaliśmy współpracę z https://www.facebook.com/Paszowa/

- NNSM "Zielony Cień" cóż mogę powiedzieć, jeden z najlepszych pakietów w Bieszczadach, nieodkryte turystycznie miejsce godne polecenia https://www.facebook.com/zielonycien/ trasa eko muzeum poświęcona pani Czerkawskiej, to tu będą warsztaty pieczenia chleba, proziakow, smażenia konfitur i robienia masła koszt 12-15 zł w zależności od wielkości grupy

- Anna Kułak reprezentowała w Bukowcu Trzy domki w Bukowcu, wspaniała młoda kobieta, pomocna i ciepła, to ona zaprasza do współpracy z nami gospodarstwa agro z Bukowca wyszukując naprawdę ciekawe obiekty noclegowe ze znakomitym wyżywieniem http://www.trzydomki.pl/

- Bożena Wisła zaoferowała nam degustację sera podpuszczkowego krowiego o różnych smakach i twarogu, pyyycha https://www.facebook.com/Domki-Góralskie-Bukowiec-499109450272073/ Nawiązała też już konkretną współpracę z innymi Kolegami w sprawie obsługi parafialnego festynu w Bukowcu, szacują, że na imprezę przybędzie ok. tysiąca osób. Dusza człowiek i społecznik z Akcji Katolickiej. Nikos zaoferował jej szkolenie.

- Lucyna Noclegi U Lucyny w Bukowcu przygotowała nam dalsze rozkosze podniebienia przynosząc przetwory własnej produkcji, w tym prawdziwy sok malinowy, którym kuruje się i pyszny domowy chleb. Edycja powstaje stronka https://www.facebook.com/Bieszczady-Pokoje-u-Lucyny-513762542158842/

- Kolega przewodnik Andrzej Lenart uprawnienia na całe Beskidy, radny powiatu bieszczadzkiego rozpoczął burzliwą dyskusję. Poruszył wiele tematów m.in. zrównoważonego rozwoju, pogodzenia interesu rozwoju gospodarczego z ochroną przyrody z której my tak naprawdę żyjemy, rolę przewodnika  górskiego i turystycznego w promocji regionu, współpracę między samorządami,  poprawa dostępności komunikacyjnej zarówno kolejowej jak i drogowej w regonie. O dyskusji później.

- Przedstawicielem GOK SiT w Polańczyku był m.in. Konrad Ulanowski dziennikarz, doskonale nam znany admin zarówno grup i stron na facebooku jak i naszej strony, fotograf, społecznik, kilka dni temu stworzył portal www.isolina.pl Jego praca w nazwijmy to e promocji zdobyła duże uznanie wśród specjalistów i gmina Solina jest stawiana na wzór kreatywnego marketingu internetowego. Cały zespół pracuje bardzo intensywnie nad rozwojem turystyki m.in bierze udział w targach turystycznych, planuje liczne imprezy np. noc kabaretową albo noc muzeów w Muzeum Kultury Bojków w Myczkowie, plakat poniżej.

- Przedstawiciele gminy Olszanica, którzy obdarowali nas fajnym przewodnikiem "Gmina Olszanica turystycznie", na ich stronie jest  przewodnik rowerowy

- Agnieszka Wajda Zespół Pałacowo-Hotelowy Pałac Biesa http://www.palacbiesa.pl/ w Olszanicy nasza gospodyni tylko nas słuchała i nawiązywała kontakty służbowe, oferta jej spodobała się, ale szczególnie przypadła jej do serca atmosfera spotkania, bardzo twórcza i serdeczna, to jej najbardziej podoba się w naszym regionie

- Niestety, mimo iż spotkanie trwało bardzo długo nie wszystkie osoby mogły się przedstawić. Przepraszam, mam nadzieję, że na następnym spotkaniu nadrobimy zaległości. Obie Panie odniosły duży sukces , wydłużyły sezon i nawet w święta wielkanocne miały gości.

- Adelina Antosz Uroczysko w Stężnicy - pełny sukces komercyjny, bardzo dobra oferta dla rodzin z dziećmi, w tym roku ośrodek rozbudowuje się i wprowadza na rynek znakomitą ofertę: nocleg na wypale węgla drewnego. Adelina jest jednym z Kolegów adminów prowadzących nasze grupy, duszą człowiekiem, pasjonatką i uwielbia udzielać rad dotyczących marketingu turystycznego, a widzę ma, że ho ho zarówno teoretyczną jak i praktyczną.  Czasami nazywam ją swoją "młodszą siostrą" http://www.domki-uroczysko.pl/

- Danuta Waszczuk Prawdziwe gospodarstwo agroturystyczne  Na Zamłyniu koło Ustrzyk Dolnych. Cóż mogę powiedzieć  oprócz jednego: polecam z całego serca. Świetne miejsce, dobra kuchnia regionalna, już sam fakt, że Danusia upiekła chleb dla samego papieża Franciszka świadczy o Jej kunszcie, na dodatek społecznik i serce "Zamłynianek". Mi "Na zamłyniu" zawsze korzyć będzie się z rydzami, kiedyś miałam tam grupę,  wchodzę na podwórko i nie wierzę własnym oczom.Na trawniku ta kosze, opałki, michy pełne rydzy, czegoś podobnego w życiu nie widziałam, a jestem przecież grzybiarzem   http://nazamlyniu.pl/

 

Przewodnik rowerowy pana Jacka Polakiewicza można pobrać tu, polecam, jest moim zdaniem świetny.

http://www.olszanica.pl/?c=mdTresc-cmPokaz-152

Fot. Ma rek Kysiak Sery przygotowane na degustację na spotkaniu przez Domki Góralskie w Bukowcu https://www.facebook.com/Domki-Góralskie-Bukowiec-499109450272073/

 

Po wystąpieniu Kolegi przewodnika Andrzeja wywiązała  gorąca dyskusja na temat powrotu kolei w Bieszczady i sytuacji Bieszczadzkich Drezyn Rowerowych. Rozmawialiśmy także o trasie Rzeszów-Jasło-Komańcza-Łupków, przeważnie o nakładach finansowych, które będą spore i do kogo na być zaadresowana nasza oferta. Osobiście odrzucam ich argumentację,  szczególnie tę część, że Bieszczady mają być dla bogatych turystów, którzy zostawią w regionie multum pieniędzy. Argument tego typu lansowany w określonych środowiskach  dosłownie mnie mrozi, to nie są i nie będą moje Bieszczady. Jestem zawodowcem, niegdyś prowadziłam grupy bardzo zamożne, teraz one do mnie nie trafiają, niegdyś i obecnie prowadzę grupy gości średniozamożnych i niezamożnych i Bóg mi świadkiem, że nie wiedzę różnicy. We wszystkich oczach widzę ten sam błysk zachwytu, gdy dojrzą wspaniałości naszego regionu. Zarówno na połoninach, jak i nad Jeziorem Solińskim, czy w Górach Słonnych. Mi jest to obojętne gdzie. Liczy się człowiek, a nie jego kasa, także w komercji. Bardzo ciekawie o turystyce rowerowej mówił pan Jacek Polakiewicz autor przewodników rowerowych po Bieszczadach m.in. po gminie Baligród i Olszanica, polecam filmik  https://www.youtube.com/watch?v=DGhoB0s539c Słabo jeżdżę technicznie na rowerze, ale jestem zafascynowana tym co robi pan Polakiewicz, który promuje od lat trasy zarówno typowo MTB jak i łatwiejsze technicznie po szutrówkach.  Moim zdaniem powinniśmy na północy Bieszczadów, w Górach Sanocko-Turczańskich, Beskidzie Niskim i na Pogórzach postawić na turystykę rowerową, ale nie na te szlaki wytyczone po publicznych drogach, w sezonie bardzo niebezpieczne ale właśnie na te propagowane przez pana Polakiewicza. Autor przewodników opowiadał nam o kilku trasach, na razie pada ale przypomniałam sobie o rowerze. Kusi, oj kusi szutrówka Stefkowa-Ustrzyki Dolne. No i Zielony Cień w Rudence. Zrobię wszystko aby pan Jacek przyjął zaproszenie do współprowadzenia naszej stronki na facebooku Bieszczady aktywnie. I nie tylko. Potem wybuchała też  emocjonująca rozmowa o promocji, środkach na nią, samochwała czyli ja mówiłam o nas, o możliwościach wiązanych z e promocją, a mówiąc wprost chwaliłam się naszą przestrzenią wirtualną.  Tę część dyskusji podsumował radny gminy Solina pan Ernest Dębiński. Moim zdaniem bardzo ciekawie analizował nasze mocne i słabe strony jeżeli chodzi o dostępność komunikacyjną (zwrócił uwagę na potrzebę modernizacji drogi łączącej Rzeszów z Sanokiem), współpracę pomiędzy samorządami na dodatek bardzo biednymi, a raczej jej brak. Bardzo podobała mi się  część wypowiedzi postulująca organizację kilkudniowych ciekawych imprez w regionie zarówno sportowych jak i kulturalnych, które poza sezonem zapełniają miejsca noclegowe jak i dają darmowy czas antenowy w głównych mediach. Taką drogą od dawna kroczy gmina Cisna z wiodącym Biegiem Rzeźnika i na tę drogę wkracza gmina Solina.  Na koniec kilka słów o produkcie regionalnym. Moim zdaniem jest dobry i bardzo dobry,  mamy bardzo szeroki asortyment, mam takie dziwne wrażenie, że Nikos pociągnie także innych, że nie tylko obsługiwane przeze mnie grupy będą prosić o wizytę o degustację sera w Czarze PGR-u w Wańkowej, ale także w innych miejscach i coraz częściej będą chciały kupować przetwory, nie tylko rydze. Wrażenie opieram na swoich kubkach smakowych, łapie mnie infekcją więc bronię się przed nią podjadam znakomity twarożek z czosnkiem niedźwiedzim pani Bożeny Wisły i popijam go ciepłą herbatą z miodem kupionym od sąsiada Nikosa (polecam, zakochałam się w miodzie spadziowym ze spadzi jaworowej) i świetnym sokiem malinowym pani Lucyny z gospodarstwa agro U Lucyny w Bukowcu. Potwierdza to w wywiadzie w "Karpackim Przeglądzie Gospodarczym" pan Krzysztof Staszewski który na pytanie "Zatem powinniśmy stawiać na kulinaria ? odpowiada "Na pewno tak. Póki jest moda na kulinaria. Każdy turysta musi coś zjeść, kuchnia jest bardzo ważna w turystyce".

Spotkanie podsumował pan Krzysztof Staszewski prezes Stowarzyszenia Pro Carpathia mówiąc, że zmienia się model turystyki, goście zamiast biernego wypoczynku potrzebują podniety.  Obecnie na świecie obowiązuje model zwany z angielska trzy e: ekscytacja, rozrywka, edukacja i my w Bieszczadach, a także w w Górach Słonnych mamy dobre warunki na rozwój atrakcyjnej oferty opartej na wybitnych walorach przyrodniczych, ciekawych kulturowych, na dobrym i bardzo dobrym produkcie lokalnym. Prosił również o współpracę na różnych szczeblach i tworzenie pakietu, w niej widzi możliwość rozwoju gospodarczego regionu opartego na turystyce. Bardzo ciepło wyraził się także o Bieszczadzkich Drezynach Rowerowych chwaląc nowatorski pomysł i dobre wykonanie i podkreślając, że jest to jeden z wiodących produktów turystycznych nie tylko na Podkarpaciu.

 

Reasumując spotkanie było specyficzne, to był strzał w 10, Koleżanki i Koledzy chcą następnych, nie wiem w jakiej formie będą realizowane. Z tego co słyszałam to inne samorządy chcą podłapać temat. Oby tak stało się. Takie burze mózgów są potrzebne i jest na nie zapotrzebowanie społeczne. Jasno to widać, na naszym spotkaniu musieliśmy dokładać krzesła, bo w sumie duża sala konferencyjna nie mogła nas pomieścić. To spotkanie ma przełożenie rynkowe, to m.in. ta prezentacja, dla zaprzyjaźnionych organizatorów przygotowuję oferty i programy do których będę dodawać usługi Kolegów, nasza stronka facebookowa Olszanica i okolice ma niecałe 500 polubień ale dociera do 14 000-25 000 osób tygodniowo. Od spotkania minęło dwa dni, pani Wisła wysłała pierwszą partię towaru w świat, jest cztery zapytania o trasy MTB.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Pałac Biesa http://www.palacbiesa.pl/

 


 

Kilka dni temu postanowiłam pomóc Koledze Krzyśkowi Zabłockiemu prowadzić fanpage https://www.facebook.com/NoclegiViking/ Na początku nie wiedziałam jak to ugryźć, ale jak to w życiu bywa sprawa potoczyła się swoim tokiem. Powstaje ustrzycko-bieszczadzki serwis turystyczny, który od początku zdobył sobie pewną popularność. Trochę mnie to nie dziwi, strona ośrodka powinna być przede wszystkim informatorem pokazującym atrakcyjność okolicy, regionu. Czasy, że nasi Goście potrzebowali tylko noclegów i wyżywienia skończyły się. Teraz każda miejscowość, region powinien postawić na pakiet, czyli zaproponować potencjalnym gościom możliwość atrakcyjnego spędzenia czasu. Bieszczady, a mówię to  z pozycji osoby uzależnionej i zakochanej w regionie mają prawie wszystko aby fajnie wypocząć, a Ustrzyki Dolne  same mogą zaproponować ciekawy pakiet. Mamy tu najbardziej nowoczesny na Podkarpaciu zespół basenów Delfin, bardzo dobre wyciągi narciarskie, trasy do biegów narciarskich, szlaki spacerowe, Nordic Walking Park, szlaki rowerowe, w okolicy stadniny, downhill i pumptruck - tory do jazdy  na rowerze, galerie, dobrą bazę gastronomiczną, koncerty w parku Pod Dębami, gdzie możemy także aktywnie wypoczywać.  itd. Największe atrakcje to bezwzględnie Muzeum Przyrodnicze BdPN, Sanktuarium MB Bieszczadzkiej zwanej MB Wypędzonych, Muzeum Młynarstwa i Wsi, Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe. Ustrzyki Dolne są 7 km oddalone od przejścia granicznego w Krościenku, a na dodatek są centralnie położone. Stąd wszędzie jest blisko, zarówno nad Jezioro Solińskie jak i do Przemyśla, do Sanoka jak i w góry. Viking ma bardzo dobrą opinię na górskich i historycznych forach. I zniżki dla forumowych Gości. "Bardzo Ci dziękuję raz jeszcze za namiary na Vikinga. Przyzwoite warunki i przesympatyczny właściciel. To było właśnie to czego oczekiwałem. Szukałem haczyka w tym wszystkim, bo takie warunki za taką cenę, to mało realna sprawa. Ale... okazało się, że żadnych haczyków nie było. Dziękuję Ci bardzo bardzo." To wpis Contiego z forum turystyka górska.

 

A to relacja Trotyla z for górskich i historycznych. "Ha,skoro powiedziało się A to i trzeba powiedzieć B. Wyjazd nasz zaczął się w Grójcu z półgodzinnym opóźnieniem. Potem przez  Radom, Iłżę, Ostrowiec,Tarnobrzeg, Rzeszów do Ustrzyk Dolnych. Podróż autobusem trwała ponad 9 godzin. W Ustrzykach zajrzeliśmy najpierw do Niedźwiadka coby coś wrzucić ciepłego na ruszt. Kamila czekała na pizze, a ja prowadziłem dyskusję z autochtonem. A o czym ?? To wiadomo -o Siczce i KSU ( to muzyka z moich czasów,gdy byłem technikum). Spytałem jak trafić do Vikinga , ale ilość wypitego przez niego trunku spowodowała, że kręciłem się wokół dworca (nieczynnego). W końcu nie wytrzymałem i zadzwoniłem do właściciela Vikinga, bo wilki niedługo tu mnie zjedzą. Gość tylko się spytał gdzie jestem i po kilkunastu minutach przybył busem i zabrał nas do lokalu.
W lokalu tłum ludzi. Jakaś wycieczka czy coś w tym stylu. No to popadłem -myślę. A tu od razu zapraszają mnie do stołu: rosół, schabowy, kompot. Oż w mordę jeża - nie zamawiałem, ale jak dają to biorę.
Pewnie beknę przy rachunku. Kamila zjadła i poszła spać.
A ja zostałem z towarzystwem . I powiem tylko jedno: tak dobrze to dawno się nie bawiłem. Ekipa dobrze się integrowała, a ja razem z nimi. Przyjęto mnie bardzo życzliwie, choć byli to obcy ludzie.
Rano wstałem i poszedłem się rozliczyć z właścicielem. Okazało się, że za podwózkę, obiad, nocleg, kawę,,śniadanie zapłaciłem 5 dych za dwie osoby. Taniocha.
Kierownik tej ekipy nie chciał mnie wypuścić,  jak się dowiedział, że zamierzam pochodzić po Bieszczadach powiedział:  Trotyl jedź z nami na jezioro, popływamy statkiem, wieczorem wrócimy, będzie wesoło... Ale ja miałem inne plany. Okazało się, że jadą autobusem do Ustrzyk Górnych i nas zabiorą, tylko czekają na przewodnika. W ich rozmowach często padało słowo ...pani Lucyna. E,nie ,to niemożliwe, czyżby ta lucyna. Patrzymy, a tu pędzi pani w czerwonym polarze i przeprasza za spóźnienie. W pewnym momencie pani ta przygląda się memu etui na telefon wiszącemu na mojej szyi. A na nim przyczepiony jest znaczek z wiosennego zlotu GS.  Nic  jej jednak to jej nie mówiło. Zapakowaliśmy się do autobusu i heja. Powiem tylko jedno: wieki szacunek dla Lucyny za informacje o Bieszczadach, które przekazała nam w czasie podróży. O mieszkańcach obecnych i byłych, akcji Wisła , wilkach ,parzydle leśnym, czosnku niedźwiedzim, cerkwiach, o tym, że Bóg jest jeden, a reszta to polityka i pieniądze. Jechaliśmy piękną trasą przez Nasiczne. W pewnym momencie poprosiłem, aby nas gdzieś wypuścili, bo my chcemy iść na Rawkę. Lucyna, powiedziała, że to za chwilę, bo jesteśmy już w Berehach i kierowca się tam zatrzyma. I mamy iść w lewo. Podziękowałem ekipie za podwózkę (za free) i podając rękę pani przewodnik, powiedziałem: To ja TROTYL z DWS-u. Dawno nie widziałem takiej reakcji człowieka. Jakby w Ciebie Lucyno piorun strzelił . Pozwól, że Cię zacytuje :Ja pip pip , ludzie wiecie kto to jest ??? To mój kolega z forum!!!! Jaki ten świat mały, a gdzie ta ze złamaną ręką??? Na co Kamila pomachała gipsem. I wysiedliśmy w Brzegach.

 

Własność https://www.facebook.com/NoclegiViking/

 


 

27 stycznia w Polańczyku zakończył się  konferencją cykl szkoleń dla przewodników górskich  organizowanych w ramach projektu "Zielone Podkarpacie - popularyzacja różnorodności biologicznej w wymiarze ekosystemowym" prowadzony  przez Procarpathię.http://www.zielonepodkarpacie.pl/aktualnosci/art237,nowy-projekt-zielone-podkarpacie-bedzie-popularyzowal-roznorodnosc-biologiczna-naszego-regionu.html Stowarzyszenie chyba 10 lat temu rozpoczęło  szkolenia dla przewodników związanych z turystyką przyrodniczą i muszę przyznać, iż jest to strzał w 10. Dzięki nim została nie tylko przeszkolona garść osób zajmujących się z obsługą ruchu turystycznego, ale także na rynku zaistniały nowe produkty turystyczne, które cieszą się bardzo dużą popularnością. Głównym celem projektu było zwiększenie świadomości społecznej mieszkańców najbardziej cennych przyrodniczo terenów Podkarpacia i informowanie  o znaczeniu różnorodności biologicznej. Część projektu zaadresowana do braci turystycznej obejmowała szkolenia czynnych przewodników turystycznych , w dużej mierze zapoznawano nas z podkarpackimi ścieżkami przyrodniczymi i badaniami naukowymi. Projekt przewidywał inwentaryzację 50 ścieżek i wydanie przewodnika po ścieżkach przyrodniczych. W ramach projektu ukazały się  także  książki i z tego najbardziej cieszę się.  "Czerwona Księga Roślin woj. podkarpackiego" i "Fauna wodna potoków karpackich  - cenne gatunki i zespoły Przewodnik terenowy" bezsprzecznie wypełniły lukę rynkową , a i przysłużą się popularyzacji podkarpackiej przyrody.   Uzupełnieniem pakietu promocyjnego jest film "Szlakiem podkarpackiej przyrody" udostępniony na portalu społecznościowym i gra dydaktyczna "Bioróżnorodność Karpat Wschodnich".

Konferencja była podsumowaniem projektu, przybyło na nią wielu tzw. beneficjentów i osoby z branży turystycznej, było tylko kilka czerwonych polarów i wielu naszych forumowych Kolegów. Trwała króciutko, było tylko 7 punktów programu, w tym przywitanie i podsumowanie wygłoszone przez szefa Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju i Promocji Podkarpacia "Pro Carpathia" pana Krzysztofa Staszewskiego. Mnie zainteresowały ostatnie słowa Krzyśka: planujemy nowe projekty i nowe szkolenia dla przewodników. I to nazywa się dobra wiadomość, łapka w górze: proszę pamiętajcie o mnie i innych zawodowych przewodnikach. Część naukowa została podsumowana bardzo ciekawymi wykładzikami autorów wspomnianych przeze mnie książek, dr Aneta Bylak i prof. Krzysztof Kukuła opowiadali o swoich ostatnich badaniach, oficjalny temat prezentacji "Fauna wodna potoków karpackich", a dr Paweł Wolański współautor "Czerwonej Księgi..." zaprezentował nam "Zagrożone zbiorowiska roślinne w województwie podkarpackim". Jak zwykle gwiazdą spotkania był nasz forumowy Kolega Marcin Scelina, który miał się czym pochwalić. Nadleśnictwo Baligród przygotowuje dla turystów, o grupach zorganizowanych nie zapominając, bardzo ciekawe ścieżki przyrodnicze z bogatą infrastrukturą, w tym dla osób niepełnosprawnych, wiaty, parkingi itd. Na szczęście ich robota jest doceniona m.in. zostali "Leśną instytucją 2014 r". Marcin popełnił jak on to określa broszurę "Krzewmy krzewy" obiekt pożądania nas wszystkich na konferencji. Bezczelnie pochwalę się, jako jedyna ją dostałam i chodziłam z głowa w chmurach przez kilka godzin, książeczka palce lizać.  Nadleśnictwo Baligród przygotowuje dla nas przewodników szkolenie wczesną wiosną. Kolega przewodnik Grzegorz Sitko i pan Jarosław Reczek zaprezentowali nam projekt od strony komercyjnej, Grzesiek opowiadał o swoim długoletnim doświadczeniu związanym z turystyką przyrodniczą, Kolega specjalizuje się w ornitologii, a pan Reczek mówił o certyfikacji obiektów noclegowych. Było i o przewodnictwie, Koledzy narzekają na tzw. uwolnienie zawodu przewodnika. Ilość zleceń spada na łeb na szyję, ale ja widzę jedno. Dzięki temu, że jestem dobrze wyszkolona m.in. w zagadnieniach przyrodniczych, mam różnorodne programy mogę swobodnie konkurować z pseudoprzewodnikami zarówno wiedzą jak i doświadczeniem, ale i  ofertą.  Mimo iż jestem droższa to na brak klientów nie narzekam, przeważnie pracuję dla współpracujących z nami ośrodków wypoczynkowych i ze stałymi klientami (raczej dobrymi znajomymi)-organizatorami. Takie szkolenia, jak to, nie dość, że  promuje  przyrodę,  pomaga rozwijać produkt turystyczny związany z ekoturystyką to także zapewniają zlecenia przewodnikom. W kuluarach rozmawialiśmy o świetnych książkach, o nowych atrakcjach turystycznych (będzie się działo, oj będzie), promocji, a przede wszystkim o naszym znakomitym serze bieszczadzkim. To jest hit, moje spostrzeżenia potwierdzają oficjalne badania naukowe: goście przybywający w Bieszczady chcą bacówek i znakomitego sera. Coś mi się zdaje, że to w dużej mierze zasługa Nikosa i jego bacówki w Wańkowej do której serdecznie zapraszam. Nie umiem przemawiać, jam skromny zawodowy przewodnik, więc tylko w króciutkich ale płynących z głębi serca słowach chcę podziękować Stowarzyszeniu Pro Carpathia, szczególnie  pani Małgorzacie Draganik  koordynatorowi projektu i panu prezesowi  Krzysztofowi Staszewskiemu oraz Wszystkim zaangażowanym i zatrudnionym przy projekcie, Naukowcom, Kolegom przewodnikom  za ciekawie spędzony czas, za to dobro, którego doświadczyliśmy. Proszę mi wierzyć, że te szkolenia nie są podobne  do setek innych, nas wszystkich tak naprawdę łączy pasja i umiłowanie karpackiej przyrody. No większość na pewno :)


Link do strony, możliwość pobrania http://www.zielonepodkarpacie.pl/nasze-publikacje/

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Rezerwat "Sine Wiry"

 


 

14 grudnia 2015 r. Na naszych grupach wrze, zachowanie ekologów z WWF nadal bulwersuje bardzo wiele osób. Szacujemy, że informacja o aferze, który zafundowali  nie tylko leśnikom ale nam wszystkim ci tzw. Zieloni dotarła dzięki grupom do ok. 50 tys. osób. Podobnie przepiękne zdjęcie Bartka, ten jak go często określa się go na facebooku  jeleni przystojniacha stał się hitem, zdjęcie polubiło tysiące osób z całej Europy. Wywiązała się także na naszej grupie Bieszczady dyskusja o lasach o charakterze naturalnym. Wziął w niej udział pan Stanisław Kucharzyk naukowiec z Bieszczadzkiego Parku Narodowego. W pewnym momencie Parkowiec przekazął nam znakomitą wiadomość którą za Jego zgodą podzielę się: "A co do lasów o charakterze pierwotnym w BdPN to właśnie jutro jadę do Warszawy na posiedzenie Narodowego Instytutu Dziedzictwa aby zaprezentować szacownemu gronu wniosek 11 krajów i 33 obiekty (w tym 3 tys. ha z BdPN), które stanowić mają rozszerzenie istniejącego wpisu listy Światowego Dziedzictwa UNESCO "Pierwotne karpackie lasy bukowe i stare lasy bukowe w Niemczech". Po trzech latach starań być może w 2017 dołączymy do słowackiej i ukraińskiej Stużicy" http://www.nid.pl/pl/Informacje_ogolne/Aktualnosci/news.php?ID=2871

Niezmiernie cieszę się, że nasze bieszczadzkie lasy zostaną i w ten sposób nobilitowane. Moim zdaniem tak należy rozpatrywać to ewentualne wyróżnienie. Lista nie jest umocowana w prawodawstwie polskim ale jest niewątpliwie potwierdzeniem  wyjątkowych walorów przyrodniczych naszych buczyn  i przez to wzmacnia ochronę naszej części puszczy karpackiej. Zresztą jako region mamy już czym pochwalić się. Bieszczadzki Park Narodowy posiada jako jedyny polski park narodowy wyjątkowe wyróżnienie, czyli Dyplom Rady Europy, a wraz z otuliną Ciśniańsko-Wetlińskim Parkiem Krajobrazowym i Parkiem Krajobrazowym Doliny Sanu  jest częścią trójstronnego,  transgranicznego Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery "Karpaty Wschodnie" utworzonego w ramach programu "Człowiek i Biosfera" pod egidą UNESCO. Polecam prezentację o MRB http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=223&Itemid=230

Bardzo trudni mi odpowiedzieć nawet sobie czym są lasy pierwotne. Jest wiele definicji, jedna z nich mówi, że są to lasy nietknięte przez działalność człowieka przez ostatnie dwieście lat. Inni twierdzą, że taki las w Europie już nie występuję, być może na naszej kuli ziemskiej są enklawy ekosystemów leśnych nienaruszonych przez człowieka w sposób bezpośredni lub pośredni, jeżeli są to może to jest jakichś fragment puszczy tropikalnej lub tundry. Jeszcze inni piszą, że liczy się tylko  dynamiczna równowaga poszczególnych czynników biologicznych oraz skład gatunkowy oparty na zasadach doboru naturalnego. Mętlik w głowie laika, więc polecam artykuł Stanisława Kucharzyka "Lasy o charakterze pierwotnym w Bieszczadzkim Parku Narodowym" opublikowany w tomie 16 "Roczników Bieszczadzkich".

https://www.bdpn.pl/dokumenty/nauka/2009/roczniki16/art_01.pdf

Gdzie występuję lasy o charakterze pierwotnym na terenie BdPN. Oto mały fragment wspomnianego przez chwilą artykułu: "W wyniku przeprowadzonych prac waloryzacyjnych stwierdzono, że lasy noszące cechy pierwotne (kategorie A i B) zachowały się fragmentarycznie jedynie  w najbardziej niedostępnych obszarach. Największe kompleksy tworzą one w źródliskowych partiach potoku Górna Solinka (obszar dawnych rezerwatów „U źródeł Solinki” i „Wetlina” – 969 ha), na północno-zachodnim krańcu Parku (dawny rezerwat „Puszcza Bieszczadzka nad Sanem” – 283 ha) oraz w górnych partiach dolin potoków: Hylaty (274 ha) i Wołosatka (249 ha) (Ryc. 1). Lasy pierwotne kategorii A i B zajmują powierzchnię 1690 ha, co stanowi 7,6% powierzchni leśnej Bieszczadzkiego Parku Narodowego (Kucharzyk, Przybylska 1997). Buczyny krzywulcowe przy górnej granicy lasu (kategoria C) otaczają większość grzbietów bieszczadzkich pasem o zróżnicowanej szerokości i zajmują około 405 ha (1,8% powierzchni leśnej) (Kucharzyk, Przybylska 1997). Najszersza i najbardziej naturalna strefa buczyn krzywulcowych zachowała się w rejonie Wielkiej i Małej  Rawki. Z uwagi na położenie i charakter w drzewostanach tych nie pozyskiwano  drewna, jednak podlegały one często oddziaływaniu gospodarki pasterskiej, którą prowadzono na połoninach do II wojny światowej (Janowski 1939; Augustyn 1993). Ogółem lasy pierwotne zajmują około 2100 ha i występują na stromych zboczach i terenach wysoko położonych lub też niedostępnych z innych powodów (Ryc. 2). Na ich zasięg znaczący wpływ wywarła gospodarka leśna, prowadzona w ciągu ubiegłego wieku do momentu objęcia ochroną, co dla większości terenu miało miejsce dopiero w czasie pierwszego i drugiego powiększenia  Bieszczadzkiego Parku Narodowego (lata 1989 i 1991)."

 

Fot. Bartek Grudziński Jeleń w ekotypie karpackim na tle lasu o charakterze naturalnym

 


 

2 grudnia 2015 r.  Bardzo dziękuję pani Ani z Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych za przesłanie mi kolejnej dawki wiedzy. Tym razem otrzymałam świetne książki: Hanny i Romana Reszelów "Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych", przepięknie wydany  informator "Parki Krajobrazowe Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych w Krośnie" i kalendarz. Są to wydawnictwa bezpłatne, które mogą otrzymać osoby zainteresowane karpacką przyrodą. Muszę przyznać, że książki wzbudziły zainteresowanie nie tylko moje, ale i Kolegów przewodników. Na ostatnim szkoleniu Piotrka Kutiaka (piszę o nim poniżej) w Centrum Promocji Obszarów Natura 2000 w Myczkowcach dużo o nich rozmawialiśmy chwaląc przede wszystkim tę maleńką monografię o pomnikach przyrody.  Proszę nie dziwić się, Piotr jest specjalistą zajmującym się ustalaniem, który obiekt może znaleźć się na liście pomników przyrody ożywionej i nieożywionej. Ostatnio mówił mi, że zostało odkryte kolejne źródło siarczkowe na terenie Sanoka, trwają prace nad wpisaniem go na listę obiektów chronionych. Na szkoleniu wpadliśmy na pomysł aby promować geoatrakcje więc zapraszam do lektury fragmenciku książki  Hanna i Roman Reszelowie w książeczce "Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych", którą można bezpłatnie otrzymać w siedzibie Zespołu Parków w Dukli. "Próg powstał w obrębie koryta Olchowatego, ok. 1,6 km od jego ujścia do Osławy. Jest to typowy wodospad ześlizgowy, nachylony w kierunku zgodnym z biegiem potoku. Tworzy go jednolity, masywny blok gruboziarnistego piaskowca płaszczowiny dukielskiej wysokości równej 3,7 m,należy więc do wodospadów niskich. Woda spływa po powierzchni o trapezowym zarysie (z dolną podstawą 10 m i górną 8 m), nachylonej pod kątem 40-45 stopni, urozmaiconej licznymi wygładzonymi bruzdami erozyjnymi. W przeźroczystej wodzie u stóp progu wyraźnie widoczny jest kocioł eworsyjny. Poniżej wodospadu znajdują się jeszcze trzy kolejne, choć mniejsze stopnie skalne. Energię ze spadającej z nich wody, według informacji leśniczego Andrzeja Pengryna, wykorzystywano niegdyś do napędzania kołem wodnym miechów dymarek. Służyły one do wytopu żelaza z lokalnie występującej rudy darniowej. W XVIII wieku funkcjonowała w Duszatynie mała huta żelaza. Dzisiaj, po tym prymitywnym hutnictwie pozostały tylko resztki szlaki."

Pomnik znajduje się przy szlaku czerwonym wiodącym na słynne Jeziorka Duszatyńskie. Polecam prezentację o rezerwacie "Zwiezło" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=33&Itemid=49

 

Fot. Robert Mosoń

 


 

Ostatnio w regionie doszło do bliskich spotkań z niedźwiedziami. Tak o jednym z nich  pisze Bartek Grudziński "Codziennie ryzykuję w pracy, już praktycznie po wyjściu z samochodu, bo wielu rzeczy  nie da się przewidzieć.  Cóż... taka branża, taka profesja, ot praca w lesie. Dosłownie w lesie i dla lasu, nie w biurze n-ctwa, nie jako leśniczy, który dzisiaj siedzi w papierach, tylko jako drwal w deszczu, mrozie, śniegu  przy pniu.  Taki mój chleb powszedni. Wracając do sytuacji z niedźwiedziem.. Jak się nie ma długiego obiektywu, to niestety trzeba podejść i nie ma tutaj żadnej większej rozkminy. Zdaje sobie sprawę czym może pachnieć spotkanie z niedźwiedziem i niekoniecznie musi być to coś przyjemnego. Natomiast nigdy nie podjąłbym ryzyka dla głupiego zdjęcia, jeżeli nie miałbym choć cienia pewności, bo 100% nigdy nie ma, gdyż zwierze jest nieprzewidywalne. Podchodziłem powoli, stopniowo, cały czas obserwując i badając jego reakcje i oswajając go ze swoją obecnością. Oczywiście była w planach także ew. droga ewakuacji i nie w charakterze sprintu lecz wspinaczki na pobliskie drzewo. Opłaciło się w tym wypadku, bo niedźwiedziowi nie przeszkadzała  później moja obecność. Widocznie taki , a nie inny charakter i był tego dnia dobrze usposobiony.. Następnym razem może być taka sytuacja np. w której niedźwiedź już na większym dystansie będzie dawał wyraźne ostrzeżenia i da człowiekowi do zrozumienia, że tym razem trzeba po prostu zrobić zdjęcie oczami, z aparatem w reku i powoli zejść z drogi.. Ile niedźwiedzi tyle charakterów takie moje zdanie.  Czy to był wyczyn? Niech każdy sobie odpowie po swojemu.. Dla mnie to było raczej piękne uwiecznione przeżycie, bo pomimo że takie pospolite to i tak wielce nietuzinkowe. PS: Kto przeżył, ten wie o czym mówię"

 

Fot. Barto Grudziński Trop niedźwiedzia

 

Dochodzi do bliskiego kontaktu, niedźwiedź atakuje. Mimo iż rany są czasami poważne to jednak drapieżnik kontroluje swój atak, nie chciał zabić, ale wypłoszyć, wystraszyć intruza. Pamiętajcie o jednym pazury niedźwiedzi mają od 3 do 7 cm długości, jego kły są stworzone do rozszarpywania, a uderzeniem łapy zwierzak jest w stanie przerwać kręgosłup żubrowi czy krowie. Najczęściej atakuje samica w obronie swoich młodych, należy pamiętać, że maluchy mogą znajdować się i ze sto metrów od matki, zwierzęta ranne i zaskoczone, którym odcięto drogę ucieczki lub te które bronią swego pożywienia. Taka sytuacja zdarzyła się w 2008 r. w okolicach Jeziora Solińskiego, kiedy poszukiwaczka poroża dosłownie weszła na młodego niedźwiedzia spożywającego padlinę. Doszło do braku międzygatunkowego porozumienia, kobieta swoim zachowaniem zasygnalizowała zwierzęciu chęć odebrania jedzenia, a potem gdy on postawił drabinę to odwróciła się do niego plecami i zaczęła uciekać. To spowodowało atak. Kilka lat temu poszukiwacz poroża wjechał na nartach do gawry niedźwiedziej, a żądny wrażeń turysta włożył głowę do gawry w której przebywał drapieżnik. To tylko kilka przypadków ataku. Jak należy się więc zachowywać? Przede wszystkim unikać kontaktu, nie wchodzić do ostoi, nie penetrować tzw. ciepłych lasów np. iglastych młodników, w których często są barłogi niedźwiedzi. Idąc obok miejsc, gdzie mogą znajdować się drapieżniki należy zachowywać się głośno, tak aby zwierzak mógł nas usłyszeć. Moim zdaniem można także kierować się naszymi zmysłami: węchem i słuchem. Niedźwiedzie niekiedy można wyczuć, niezbyt przyjemnie pachną lub usłyszeć jak pomrukują. Najczęściej można zobaczyć niedźwiedzie jak żerują na malinisku, borówczysku lub objadają się grzybami, orzechami laskowymi lub bukwą. Należy wtedy spokojnie wycofać się. Nie wolno wykonywać gwałtownych ruchów, odwracać się plecami i uciekać. Miałam tylko raz przyjemność stanąć oko w oko z młodym niedźwiedziem na grzybobraniu. Towarzyszą takiemu spotkaniu bardzo silne emocje, także strach. Oczywiście nic złego nie stało się ani mi, ani mojemu psu. Niedźwiedź wycofał się w swoją stronę, my w swoją. Proszę pamiętać, że każde zaniepokojone zwierzę dzikie, czy domowe, kiedy zasygnalizuje mu się brak agresji przeważnie nie atakuje. Ono nas równie się boi jak my jego.

 

Fot. Barto Grudziński

 


 

25 maja 2015 r. Od kilku dni na naszej grupie Bieszczady https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/ wrze.  Najpierw Kolega przewodnik Marek Kusiak, a później inni fotograficy wrzucili na grupę zdjęcie schodków wiodących na Tarnicę. Szlak niebieski wiodący z Wołosatego na Przełęcz przypomina schody wiodące do nieba. Kopuła Tarnicy to już zagroda dla turystów, inaczej tego nie mogę określić. Sama jestem zbulwersowana, z jednej strony jestem w stanie zrozumieć ochronę otoczenia szlaków prowadzoną prze Bieszczadzki Park Narodowy, ale z drugiej strony to co tam postawiono wydaję mi się sennym koszmarem. Dla mnie Tarnica jest już straconą górą, nie pójdę tam ani prywatnie, ani służbowo z grupami. Z prostej przyczyny.  Komercyjna do bólu Tarnica to zaprzeczenie idei ochrony przyrody i powstania parku narodowego. Kilkutysięczne pielgrzymki idące ławą w Wielki Piątek niszczące wszystko co podpadnie pod nogi.  Widziałam tam kilku panów odpalających grilla, rodzinki z dziećmi zbierające kwiatuszki, zużyte pampersy i podpaski, a teraz na dodatek ta obrzydliwa infrastruktura szlakowa. Za zgodą autorów przetoczę kilka opinii zaczynając od swojej.

Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, admin grup i strony, koordynator nieformalnego klastra turystycznego

"Oczywiście, że to zabezpieczenie przed turystami otoczenia szlaków. Odkąd kilka lat temu widziałam grilla na kopule to wymiękłam. Etos turysty górskiego sięga dna.  Dla mnie Tarnica jest już stracona, mimo iż nie mam za dużo zleceń to już chyba z 5 razy odmówiłam poprowadzenia tam grup. Ja do degradacji natury ręki nie przyłożę. Niech Tarnica pozostanie w domenie pielgrzymek w Wielki Piątek. Bieszczady dla przeciętnego Bieszczadnika stają się powoli terenem nieprzyjaznym. Ktoś uwierzył w te bzdety typu góry dla wszystkich, ławeczki i schodki, poręcze itd. Już sobie wyobrażam co będzie działo się za kilka lat, gdy ta cała infrastruktura zniszczy się i nie będzie kasy na następną. Tak jest na czerwonym na Wetlińskiej, na zejściu na Berehy Górne widziałam osoby niepełnosprawne bez przewodnika, z zbyt mała liczbą opiekunów, które uwierzyły że góry są dla wszystkich. Na rozwalonych schodkach, a raczej obok nich kilka osób schodziło na czworakach w dół bez asekuracji. Sama prowadzę grupy osób niepełnosprawnych od lat i prawdę powiedziawszy im ta infrastruktura utrudnia życie, a nie pomaga. Z tego co wiem to dopiero początek zmian Ponoć park kupił tyle żelastwa i siatek, że rzeczywiście będziemy odizolowani od przyrody."

Jur-Ro

"Dla mnie tak samo, jak Pani Lucynie, Tarnica jest stracona. Nie byłem na niej już kilka lat. Nie chcę chodzić w dzikim tłumie, słuchać "zachwytów", przeplatanych k....wami i ch...jami. Nie chcę oglądać bydła, które śmieci i zostawia po sobie chlew. Nie biorę udziału w spędach nazywanych pielgrzymkami czy drogami krzyżowymi. NIE!!! Wolę inne szlaki, gdzie mogę spotkać normalnych ludzi z którymi można porozmawiać. Wolę inne szlaki, może mniej widowiskowe, ale tam czuję przyrodę, czuję fizyczną obecność ducha gór, tam chce mi się żyć i tam, życie jest piękne." To jakaś kpina!!! O co chodzi z tymi wszystkimi schodami, dachami nad grobowcami, krzyżami wbijanymi w zabytki? Jak zobaczyłem, co zrobili w Beniowej i Siankach, to mnie zatkało, a teraz to,  szkoda słów"

Szymon Wójcik

"Przykry widok, ale promujecie region na potęgę i są już efekty. Swoją drogą jak dawno temu stawiali krzyż nikt nie zaprotestował, pozwoliliście zrobić to miejscem kultu (tego czy innego - jeden gniot) - macie efekt, a niestety będzie gorzej. A najsmutniejsze jest to, że za 5 lat przywykną ludzie i będą to brali za normalne."

Tomasz Dacko

"Ciekawe kto to "arcydzieło" zaprojektował i odebrał? Schodząc po tych schodach można sobie nogę rozciąć tymi wystającymi ceownikami"

Halina Siemianowska

"Park narodowy, obszar objęty ochroną prawną, zachowany w stanie naturalnym lub niewiele zmieniony przez działalność gospodarczą człowieka, charakteryzujący się nieprzeciętnymi wartościami naukowymi oraz wyjątkowymi walorami przyrodniczymi, krajobrazowymi, społecznymi, kulturowymi i wychowawczymi, na którym ochronie podlegają wszystkie elementy przyrody. Park narodowy stanowi najwyższą formę ochrony przyrody. I jak to się ma do rzeczywistości?"

Grzegorz Wnętrzak

"Dlatego chcąc poczuć klimat dawnych Bieszczadów jeżdżę na Pogórze Przemyskie, Góry Sanocko-Turczańskie. Już nawet nie w Beskid Niski odkąd nastała moda na Łemkowszczyznę. Co ma do tego krzyż? Czy to tłumy pielgrzymów zadeptują Tarnicę? Zwyczaj stawiania krzyży jest starszy niż historia polskiej turystyki i nie zauważyłem, by z tego powodu stała się komuś krzywda. Wręcz przeciwnie. Problem prawdziwym jest to, kto przychodzi w Bieszczady. Bo te góry, jak zresztą każde inne, nie są dla wszystkich. Każdy może moczyć się w basenie w Tunezji, nie każdy powinien chodzić po górach."

Krzysztof Wrona

"Patrząc na to wszystko z drugiej strony to powstają pensjonaty, hotele, restauracje, sklepy wielkoformatowe i to wszystko się jakoś utrzymuje czyli jest takie zapotrzebowanie. Wszystko zależy od nas samych czego oczekujemy jadąc w Bieszczady. Ja oczekuje dzikości , spokoju jak najwięcej obcowania z naturą i przyrodą. I niech za takim poglądem również idą czyny, a miejmy nadzieje, że sytuacja sama się poprawi."Pani Lucynko Pani jako Matka założycielka jak również osoba która ma kontakty powinna wysmarować odpowiedniego maila ze sprzeciwem nas wszystkich na tego typu działania. Pewnie nie powstrzyma to i tok rozpoczętej inwestycji ale może w przyszłości powstrzyma podobne inwestycje. Oczywiście proszę to potraktować tylko jako sugestię.

Konrad Nowak

"Obawiam się, że skończyła się już dzikość gór. Duch gór, który panował tam gdzie są szczyty poległ w walce zarówno z turystami  tymi prawdziwymi jak i z klapkowiczami ale też w walce z decydentami. Komercjalizacja dotarła nawet w Bieszczady. Odkąd pamiętam Bieszczady były górami mało odwiedzanymi i dlatego fajnie dzikimi. Teraz zaczęło się właśnie tego typu działanie. Myślę, że zarówno my, którzy jesteśmy przeciwni budowaniu takich inwestycji jak schody na Tarnicę, jak też Ci którzy te schody wymyślili i budują, mamy rację. My nie chcemy, bo to psuje wygląd, bo to jest nienaturalne i faktycznie niekoniecznie musi to spełnić swoje zadania. Oni bo ziemia się osuwa, bo jest coraz więcej turystów itd. Niestety nikt nie pyta turysty, czy chce chodzić po schodach, czy woli dziko wyglądające ścieżki. Mi osobiście bardzo się to nie podoba. Patrząc na te zdjęcia chyba nie chcę już więcej wchodzić na Tarnicę. To już nie te same Bieszczady i najbardziej znany ich szczyt. Aż mnie ściska w dołku jak na to patrzę..."

Andrzej Lenart przewodnik górki, radny powiatu bieszczadzkiego

"Szok, przecież to nie o ochronę przyrody w tym przypadku chodzi. To bzdurne wydawanie pieniędzy za dużo ich ma BdPN. Lepiej byłoby przeznaczyć na bezpłatne wejście do parku dla młodzieży."


Sprawa "schodów" wiodących na Tarnicę zainteresowała media. Wczoraj pisała o niej "Gazeta Wyborcza" powołując się na naszą grupę, opublikowano także komentarz Kolegi Przewodnika Marka Kusiaka i mój. Przede wszystkim wypowiedział się dyr BdPN Tomasz Winnicki. Warto zapoznać się z artykułem http://rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,17989615,Schodami_na_Tarnice___Wchodzi_sie_jak_w_bloku_na_4_.html#ixzz3bOmQgTVM Nie mogę zacytować jego fragmentów, bo wyczerpałam limit bezpłatnych udostępnień.Zapraszam do prezentacji o odcinku szlaku niebieskiego Wołosate-Przełęcz, a zarazem o ścieżce przyrodniczej "Orlik krzykliwy" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=44&Itemid=51

 

Fot. Marek Kusiak