Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś163
WczorajWczoraj1515
RazemRazem1187160

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski i turystyczny, pilot wycieczek 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

 

Nasz serwis  powiązany jest z bardzo interesującymi grupami i stronami na facebooku. Wszystkie tętnią życiem, non stop pojawiają się nowe, piękne zdjęcia, te najbardziej popularne, polubione przez setki, a czasami tysiące osób będę przedstawiać w tej rubryczce. Dziś miejsce bardzo znane, schron na Połoninie Wetlińskiej zwany Chatką Puchatka, zapraszam http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=182&Itemid=294

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska zdjęcia pani Ewy jak zwykle robią furorę

 

 


 

"W dniach 30-31 lipca 2016r. odbędą się XXI Targi Rzemiosła, Przedsiębiorczości i Leśnictwa – Agrobieszczady w Lesku. Dział techniczny sekcji leśnej pod patronatem Nadleśnictwa Cisna, zareprezentuje m.in. przedsiębiorstwo F.U.P.H „Silveg” z Wetliny. Przedmiotem wystawy będzie Leśna Kolejka Linowa „Larix 3T”, jako innowacyjny oraz proekologiczny środek do zrywki drewna. Przy stoisku dostępne będą materiały reklamowe od producenta dla zainteresowanych. Załoga postara się odpowiedzieć na wszelkie pytania, dotyczące pracy wyżej wymienionym sprzętem. Można będzie się dowiedzieć  również czegoś na temat samej branży, oraz dalszych procesów rozwojowych w dziedzinie pozyskania i zrywki drewna. W tym celu ku zaspokojeniu  Państwa  ciekawości , możliwe krótkie posłowie oraz udostępnione filmy pokazowe, obrazujące prace wysokościowe z pilarką w koronach drzew. Jest to stosowany przez firmę model dwuetapowej ścinki, w celu zminimalizowania szkód oraz ochrony odnowień podokapowych. Bartek Grudziński"

 

Fot. Bartek Grudziński https://www.facebook.com/Fuphsilveg/


 

25  lipca 2015 r.  W Bieszczadach są tłumy, w niedzielę na pasach wielkiej i małej obwodnicy wiodących z regionu tworzyły się korki chyba aż do Sanoka. Chyba, bo przewodnicy znają boczne drogi i przed Kamieniem Leskim skręciliśmy na Jankowce. Cóż mogę powiedzieć oprócz jednego.  Zakochałam się w Jankowcach, to jest bezsprzecznie jedna z najpiękniej położonych miejscowości w  Bieszczadach, zupełnie nie odkryta turystycznie. Sztandarowa dla nas impreza w Bukowcu, której podjęła się promować Ania Kułak i Bożenka Wisła okazała się strzałem w 10. Były takie momenty, że dosłownie nie można było przecisnąć się. W sanockim skansenie, w ośrodku Caritas w Myczkowcach i na zaporze było około 1000 młodych gości w ramach Światowego Dnia Młodzieży. Na zaporze było  tak tłumnie, panował taki ścisk, że nie można było przejść. Nie miało to prawie żadnego przełożenia rynkowego,  prawie nikt nic nie kupował.

 

Fot. Tomasz Połomski Strażacka kurtyna wodna na festynie w Bukowcu

 

Wczoraj odbyło się spotkanie z panem Jerzym Zubą z Kochamkolej.pl w Gwieździe Komańczy. Z jednego punktu widzenia zupełnie nie udane, ale z drugiego było strzałem w 10. Nieudane , albowiem my wcale kochamkolej.pl nie jesteśmy potrzebni. Z drugiej strony wiem jedno, ta społeczna inicjatywao ile przyłączą się do niej odpowiedni ludzie jest strzałem w 10 .  Potwierdziły się moje wcześniejsze przypuszczenia, że  styk Beskidu Niskiego i Bieszczadów jest wstanie podźwignąć z turystycznej apatii.  Po kolei. Gwiazda Komańczy to cudowne siedlisko położone w centrum Komańczy, weszłam do saloniku i ... poczułam się jak u siebie. Jeżeli ktoś nie potrzebuje blichtru, jeżeli czuje to coś co łączy ludzi gór to powinien tam jechać. No i gospodarze Marta i Paweł, wspaniali młodzi ludzie pełni pasji i pomysłów. Jednym z ich pomysłów jest stworzenie  produktu turystycznego w Łupkowie.  Potencjał jest duży, piękne przestrzenie, ostanie w regionie kwietne łąki,  brakuje tylko tzw. infrastruktury turystycznej. Dziesiątki osób wysiadających z szynobusu nie maco robić.   Na razie mam milczeń, mniej więcej za tydzień poinformuję o szczegółach.  Niestety, w Łupkowie nie mogłam być, żałuję z całego serca. Z opowieści Kolegi Admina Roberta Mosonia wiem, że przejażdżka do Schroniska na Końcu Świata była wspaniałą przygodą. Łąki nad Łupkowem tak bardzo go zachwyciły, że postanowił tam powrócić, a co najgorsze i mnie zaraził przygodą. Ja chcę do Łupkowa! Ot co! Schronisko na Końcu Świata jest prowadzone przez dawnych dzierżawców Jaworca i ... Furię,  panuje tam niepowtarzalny klimat. Na pewno nie jest to miejsce dla wszystkich, panują w nim trudne warunki tzn. nie ma internetu, prądu, a do schroniska trzeba dojść pieszo.  Oferują za to ciszę i spokój, świetne towarzystwo ludzi gór, wspaniałą okoliczną przyrodę, mnóstwo ziół i grzybów. Zapraszamy, to jest dobre miejsce o którym tak piszą w internecie "Jest sobie Chatka na Końcu Świata...
Tam zawsze znajdzie się ciepły kubek kawy czy herbaty, a jak ktoś ma szczęście to i świeży kwas chlebowy
Nie ma tam prądu ani bieżącej wody, ale są Bieszczady, prawdziwe, są wspaniali, życzliwi ludzie, są zwierzęta, dzikie i domowe i przede wszystkim jest spokój, którego tak bardzo często nam brakuje i którego szukamy.
W nocy zamykasz oczy i jest absolutna cisza, słychać zwierzęta, owady, a jedyny odgłos cywilizacji to (na szczęście rzadko), wysoko przelatujący samolot.
BAJKA!"

 

Fot. Robert Mosoń Łupków

 

 

 

 


 

Wolne miejsca noclegowe, wysoka jakość usług gwarantowana, to nie reklama ale promocja Współpracowników

Za Potokiem Solina

Pokój trzyosobowy od 23 lipca, tel. 667 744 461

Góralskie Domki Bukowiec

Wolny domek od 25.07 do 29.07 https://www.facebook.com/DomkiGoralskieBukowiec

Unitra Polańczyk

Zwolnił nam się pokój standard 2-osobowy z balkonem z widokiem na jezioro w dn. 23 - 30 lipca.
Przy rezerwacji pełnych 7 dni, udzielimy rabatu.
Kontakt: 13 469 23 31 691 944 266
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Pensjonat Viking w Ustrzykach D.

Duży pensjonat z pokojami z łazienkami położony obok sanktuarium w Jasieniu, możliwość wykupienia żywienia, cena 25 zł/os. Szczegóły pod numerem telefonu 605 419 305

Pokoje u Lucyny w Bukowcu

Wolne terminy mamy od teraz do 30 czerwca, a potem od 6 sierpnia do końca wakacji,możliwość wykupieni żywienia nr tel. 728 966 322

Hotel Górski PTTK Wetlina

Wolny pokój 5cio os. 23-29.07 w Domu Górskim PTTK w Wetlinie! 13 468 46 34

Przystań Gromadzyń Ustrzyki Dolne

Kolejne wolne miejsca noclegowe w Bieszczadach, nr tel. 784500187


 


 

23 lipca 2016 r. Powoli wypogadza się, jest zdecydowanie cieplej. Ostatnie załamanie pogody praktycznie uniemożliwiło wędrowanie po górach, za to knajpki, muzea i galerie święciły triumfy. Wczoraj byłam z sympatyczną, kolonijną grupą nad Jeziorem Solińskim i na kolejce wąskotorowej. W Polańczyku niewielu turystów, ale w głębi gór tłumy.  W Cisnej nie było gdzie parkować, a wetlińskie knajpki były tak zapchane, że brakowało siedzących miejsc, na Majdanie zaś  był turystyczny armagedon. Jestem przyzwyczajona do tego, że  na tzw.ciuchci  w wakacje są  tłumy, ale mimo tego nie spodziewałam się najazdu setek  gości, a nawet korku przy wjeździe na stację.  Wczoraj ciuchcia kursowała od rana do 18, tylko na Balnicę pojechało 6 kursów, trzy jeden po drugim. Na szczęście kolejarze panowali nad tłumem, mają naprawdę dobrych trzech parkingowych, a i inni pracownicy im pomagają jak mogą. Na stacji są kramy ze znakomitą, lokalną żywnością, polecam współpracujący z nami Zakątek Włoczykija z pysznymi jagodziankami. Jagodziankami, a nie bułami z jagodami. Na Balnicy także handel kwitnie, są domowe ciasta, proziaki, herbata i kawa.  Luna nasza balnicka gwiazda (jest krzyżówką psa i wilka) na widok parowozu chowa się w schronisku. Na granicy ze Słowacją (tak z 150 m od peronu) nie ma zmian, nikt nas nie kontrolował.  Moim skrytym marzeniem jest, aby  w Łupkowie także pojawiły się kramiki, aby goście jadący w weekend  pociągiem Rzeszów-Komańcza-Łupków mogli kupić sobie na stacji końcowej coś pysznego. O właśnie kolej. Służbowo spotykamy się w Gwieździe Komańczy w Komańczy aby zastanowić się jak promować styk Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Koledzy wpadli na pomysł, żeby zapraszać na grzyby. Znakomity pomysł, tam grzybów jak mrówków, zaczyna się wysyp rydzy, ale ja pójdę dalej. Zapraszam na grzyby w całe Bieszczady. Od kilku dni Jacuś Bis kusi nas swoimi zdobyczami,  tak ciekawymi  jak ten  borowik na zdjęciu. Jak zwykle ucięłam sobie pogawędkę z moim ulubionym Panem Kolejarzem, znawcą lasu i grzybiarzem z powołania. Potwierdza, wysyp grzybów przed nami, po pełni zaczną się żniwa. Na razie mamy kurki, borowiki w tym ceglastopore zwane u nas czarnymi grzybami (znakomite marynowane i suszone), pojawiają się pierwsze kanie i rydze. Zapowiada się wielka obfitość czernic, zwanych u Was jeżynami. Z wagoników kolejki widać było obsypane zielonymi jeszcze owocami krzaki, będzie niezły żer nie tylko dla zwierzaków.  Zapraszam na naszą nową stronę: Gdzie zjeść w Bieszczadach/Beskidzie Niskim https://www.facebook.com/Gdzie-zje%C5%9B%C4%87-Bieszczady-Beskid-Niski-135410366890808/

 

Fot. Jacek Bis

 


17 lipiec 2016 r. Pogoda typowo barowa, pada, temperatura niezbyt wysoka, ale od jutra przewidują rozpogodzenia. Ostatnio na naszej grupie Bieszczady https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/ dużo rozmawiamy o Solinie i okolicy. Non stop pojawiają się piękne zdjęcia z okolic Jeziora Solińskiego i Myczkowieckiego co oczywiście prowokuje dyskusje. No i  oczywiście padają pytania. Przede wszystkim, gdzie można popływać na tzw. Solinie. Z tym mamy potężny problem, Jezioro Solińskie to sztuczny akwen wodny, tu nie ma plaż, przy brzegu zalega muł, a woda bywa zdradliwa. Coś wiem o tym, bo kilkanaście lat temu dwa razy topiłam się w okolicy Soliny. Nad Jeziorem Solińskim przy wysokim stanie wód są trzy strzeżone kąpieliska, dwa w Polańczyku i jedno w Wołkowyi. W Polańczyku polecam dobrze zagospodarowaną  przystań Unitry, są tu brodziki dla dzieci, zabawki wodne, można popływać w jeziorze. Na przystani można kupić tanie i pyszne obiady dwudaniowe w cenie 14 zł.  Drugie bardziej popularne kąpielisko jest na tzw. Cyplu obok bazy WOPR. Tu także jest namiastka plaży, trawiasta ale można rozłożyć koc. Trzecie strzeżone kąpielisko jest w Wołkowyi, ale ono uzależnione jest od poziomu wody w zalewie. Przy niskim nie jest czynne, gdyż zamiast wody jest łacha mułu. Pływanie w jeziorze poza strzeżonymi kąpieliskami jest niebezpieczne. Proszę spojrzeć na nasze bieszczadzkie fiordy i pod jakim kątem zbocza wzgórz schodzą do  wody. Podobnie wygląda dno, przy brzegu jest płytko, ale kilka kroków dalej jest urwisko i dno opada o kilka lub kilkanaście metrów. Wpadając w głębinę musimy liczyć się z  gwałtownym obniżeniem temperatury i skurcz gotowy. Coś wiem na ten temat, ja miałam szczęście, bo ponoć odbiłam się od dna i łatwiej  mnie było półmartwą  wyciągnąć z toni.   Polecam turystykę aktywną, nie każdy jest żaglarzem, ale prawie każdy może pływać kajakiem czy rowerkiem wodnym. Wczoraj taki wariant wybrał znany piosenkarz pan Rafał Brzozowski, który przed koncertem w amfiteatrze pływał kajakiem po Jeziorze Solińskim.

Wypożyczalni w okolicy Jeziora Solińskiego jest multum, rozrzut cen bardzo duży, od przystani statku Bryza w Polańczyku: kajaki - 10 zł/godz, rowerki 12 zł/godz. poprzez przystań Unitry: rowerek 20 zł/godz. po Solinę Jawor, gdzie godzinne wypożyczenie rowerku wodnego kosztuje 40 zł. No i rejsy statkiem. Większość znanych mi przewodników korzysta z usług armatorów mających port w Polańczyku, czyli  z usług Trampa i Bryzy. Rejsy różnią się trasą, Tramp płynie w głąb dawnej doliny Sanu aż do Wyspy Skalistej, a  Bryza po części centralnej jeziora i przepływa obok zapory w Solinie, Wyspy Okresowej i Wyspy Małej. Jezioro Myczkowieckie jest zimne  i można je polecić tylko kajakarzom i wędkarzom.  Polecam prezentację o Solinie i okolicy, to informator.

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=53&Itemid=291

 

Fot. Statek Bryza nr tel. 721 08 08 08 koszt rejsu 13 zł/dzieci, 17 zł/dorośli

 


 

Mam same dobre wieści, dziś bez mała uprawiam propagandę sukcesu. Przede wszystkim bezczelnie pochwalę się sukcesem Bożenki z https://www.facebook.com/Domki-Góralskie-Bukowiec-499109450272073/ ​ Od dawna promujmy jej pyszne sery, za jej twarożkiem mogę pójść na koniec świata . W Medyni Głogowskiej w czasie finału wojewódzkiego konkursu Nasze Kulinarne Dziedzictwo Bożenka była bezkonkurencyjna, a raczej jej ser podpuszczkowy z nutą leśną był tak dobry, że zdobył pierwszą nagrodę w kategorii nabiał. To nie jedyny bieszczadzki sukces, pani Krysia Wronowska z Rybnego zdobyła uznanie za swoje nalewki. Serdecznie gratuluję obu Paniom. Tym bardziej że Bożena Wisła​ pokonała 80 konkurentów,a jej pyszności oceniali znawcy sztuki kulinarnej.   Bożenka jest partnerem akcji rabatowo-promocyjnej KochamKolej.pl, a zioła i przyprawy kupuje u Adama Kokosa w Polańczyku. To te słynne www.bieszczadzkie zioła.pl U Adama także dobre wieści, poszerzył swoją działalność o podkarpackie miody, wyroby wikliniarskie i...nalewki. Na razie sprzedaje miodówki na bazie miodu spadziowego, mocną nalewkę truskawkową i cieszącą się wyjątkową popularnością nalewkę z czosnku niedźwiedziego. Ta ostatnia to typowe lekarstwo, pije się tylko po 15 kropli dziennie, pomocne na choroby dróg oddechowych, kłopoty żołądkowe, podnosi odporność i odtruwa organizm. Adam także wszedł w program rabatowo-promocyjny KochamKolej.pl A i najważniejsze Adama można spotkać w Polańczyku obok ośrodka i restauracji PolKard (polecam rewelacyjnie karmią) charakterystyczny żółty samochód-stoisko, w sobotę będzie a Dniach Cisna, a w niedzielę w sanockim skansenie. To ważna informacja, bo kilka osób podszywa się pod Adama, także w Polańczyku. Za jakość przypraw u innych sprzedawców nie biorę odpowiedzialności, tym bardziej, że ostatnio osoba podszywająca się pod Adama sprzedawała spleśniałe pesto z czosnku niedźwiedziego. Adam także zaprzyjaźnił się z koleją.

 

Fot. Kazimierz Nóżka Bukowiec na tych polach i łąkach pasą się szczęśliwe krowy, które dają rewelacyjne mleko

 


Jaka miła nowina na koniec dnia! Właśnie ukazał się najnowszy numer "Podkarpackiej Historii" (lipiec-sierpień). A w nim m.in.:

# mowa o ostatnim polskim wilkołaku.
# pasjonująca historia magnata Hollywood Sama Spiegla.
# o "zwierciadle historii", czyli "Karpackiej Troi"

i wiele, wiele innych tekstów, które przedstawiają historię podkarpackiego regionu inaczej niż w podręcznikach! No i artykuł Kolegi przewodnika dr Łukasza Bajdy o fabryczce baryłek ropy naftowej w Olszanicy.

 


 


 

Ruszają weekendowe pociągi turystyczne na trasie Rzeszów – Łupków- Rzeszów!
W najbliższą sobotę 2 lipca ze stacji Rzeszów Główny o godz. 6.30 rusza pierwszy z dziewiętnastu weekendowych pociągów turystycznych relacji Rzeszów – Łupków - Rzeszów. Nowe połączenie jest sobotnio – niedzielną kontynuacją „Bieszczadzkiego Żaczka” dedykowanego uczniom i studentom, który w okresie od 13 grudnia 2015 r. do 26 czerwca 2016 r. zyskał sobie grono wiernych pasażerów.
Na końcowej stacji w Łupkowie anonsowany tu pociąg ma planowo meldować się o godz. 10.52, aby po 6,5-godzinnym postoju wyruszać w drogę powrotn
ą do Rzeszowa. Analogicznie, jak miało to miejsce w ubiegłym roku w promocję wakacyjnych kursów włącza się grupa kolejowych pasjonatów działających w ramach kampanii społecznej KochamKolej.pl, której patronuje Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl Kolejowe wycieczki w Bieszczady i Beskid Niski (Łupków) warto zaplanować korzystając z systemu promocyjnego oferowanego przez partnerów kampanii KochamKolej.pl, w którym ważny bilet kolejowy jest m.in. kuponem rabatowym uprawniającym do korzystania z upustów oferowanych przez lokalnych gestorów bazy turystycznej oraz organizatorów wydarzeń kulturalnych. Na bieżąco aktualizowane zestawienie ofert w tym zakresie, jak również kompletny rozkład jazdy i inne szczegółowe informacje na temat wakacyjnego połączenia Rzeszów – Łupków – Rzeszów dostępne są na witrynie internetowej www.bieszczadzkizaczek.pl oraz facebook’owym profilu https://www.facebook.com/kochamkolejpl/

Polecam filmik zaproszenie koordynatora stowarzyszenia Kocham Kolej pana Jerzego Zuby

https://www.facebook.com/kochamkolejpl/videos/895151587281139/?pnref=story

 

https://www.facebook.com/CustomDesignST/

 

 


 

29 czerwiec 2016 r. Ptaki koncertują jak oszalałe, zaczęły zanim pojawiły się pierwsze promienie słońca, zapowiada się cudowny dzionek. Przed nami kolejna fala upałów, mamy dużo gości w regionie, a spodziewamy się następnych w weekend. Warto więc przedstawić naszą ofertę kulturalną, wszak Bieszczady artystami stoją. W regionie mamy dużo galerii, są w prawie każdej miejscowości, bywam w nich jako przewodnik z grupami, goście przeważnie są zachwyceni zarówno małymi działami sztuki jak i atmosferą, która w nich panuje.  Oto kilka z nich, zapraszam do tych, które znam i lubię. Studio-Galeria AMPilszak od 8 lat z powodzeniem funkcjonuje w hotelu Bona - Sanok ul. Białogórska. W galerii są do nabycia obrazy olejne o zróżnicowanej tematyce: pejzaż, bukiety kwiatowe, sceny rodzajowe, anioły oraz ikony. Właścicielem galerii jest artysta malarz Anna M Pilszak, która prowadzi też kurs przygotowawczy do szkół artystycznych. W Lesku w przepięknym  XVII w.  żydowskim domu modlitwy mieści się znana w regionie galeria Synagoga od lat promująca bieszczadzkich artystów. Wstęp płatny. Na deptaku w Solinie Iga Wasilewska prowadzi galerię "Potoki", gdzie można kupić zarówno ikony jak i ceramikę, mi do gustu przypadła oryginalna, niedroga biżuteria, szczególnie bransoletki i kolczyki autorstwa Igi, koszt niewielki, bo od 12 zł wzwyż. Niedługo nam przybędzie jeszcze jedna galeria pastwa Wasilewskich, w ich rodzinnym domu w Bóbrce. Cisna sztuką stoi, działa tu kilku znanych i mniej znanych artystów, są galerie, pracownie artystyczne i miejsca, gdzie można kupić pamiątki. Polecam trzy z nich, każda ma inny charakter. Gminna galeria "Przy pętli" organizuje non stop nowe wystawy, wiele tam dzieje się, trzeba trzymać rękę na pulsie,  w tym roku zachwyciła mnie wystawa żydowskiej wycinanki. Polecam pracownię ikon Veraikon pani Jadwigi Denisiuk, w tym roku rozbudowała się, można będzie obejrzeć Artystkę przy pracy. Jej ikony malowane w sposób tradycyjny temperą jajeczną zdobywają serca nie tylko Europejczyków. W galerii bywam z grupami, gości przyjmuje Bury, który wprowadza nas w świat sacrum, ikona nie jest obrazem, pięknie ją scharakteryzował Jerzy Nowosielski mówiąc ikona to modlitwa stworzona przez modlitwę dla modlitwy. W Cisnej od lat działa "Czarny kot" miejsce specyficzne, gdzie często wpadam na ploteczki. Goście lubią tu kupować pamiątki. W Czarnej od lat działa galeria i pracownia garncarska "Barak", ostatnio można tam było kupić przepyszne przetwory, artyści przelali swój kunszt do słoiczków np. konfitury z płatków róży czy konfitury z jagód w gorzkiej czekoladzie. Jak o jedzonku mowa to zapraszam do Majdanu do sklepików Łemkowskie specjały i Zakątek włóczykija na stację kolejki wąskotorowej, gdzie można kupić przepyszne miejscowe produkty np. sery, moje ukochane jagodzianki, miody itd. Nr tel. do Łukasza 507630256 . Na koniec wspomnę o okresowych wystawach w Muzeum Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Ustrzykach Dolnych.  O przygotowywanej wystawie tak pisze dr Grażyna Holly: "OGRÓD DZIWNY to tytuł wystawy, której wernisaż w dn. 1 lipca o godz. 18.00 w naszym Ośrodku w Ustrzykach Dolnych rozpocznie nową edycję "Wakacyjnych spotkań z przyrodą". Wystawa zawiera miniatury wykonane wedle średniowiecznych technik, których wspólnym mianownikiem jest DRZEWO. Zobaczycie piękne średniowieczne przedstawienia, na których, w rożnych kontekstach pojawiają się drzewa.
Prace wykonała Barbara Bodziony jej Uczniowie i Przyjaciele, a czułą opieką kuratorską objęła Anna Gawrońska.
Wystawę będzie można obejrzeć przez dwa tygodnie w Ośrodku Naukowo-Dydaktycznym BdPN przy ul. Bełskiej 7 w Ustrzykach Dolnych. ZAPRASZAMY! Wstęp wolny!"

 

Fot. Ewa Dudzińka-Szybowska Wystawa prac pani Jolanty Kordyaczny

 

W imieniu naszych Kolegów Adminów Ewy Dudzińskiej-Szybowskiej i Konrada Ulanowskiego zapraszam na wystawę fotografii bieszczadzkich zorganizowaną w Bieszczadzkim Domu Kultury w Lesku.  Wystawa ma opinię  ciekawej i cieszy się popularnością. To już któraś z rzędu wystawa fotografii naszych Kolegów, wcześniej wystawę prac mieli np. Ewa i Marcin Scelinowie i Ewa Dudzińsko-Szybowska. Moim zdaniem warto zatrzymać się na chwilę w Lesku, nieopodal jest dużo zieleni: ciekawy park podworski wokół zamku Kmitów, park miejski z ciekawą figurą wotywną  Matki Bożej ufundowaną przez Krasińskich w podzięce za ocalenie życia członków rodu w rabacji galicyjskiej, gotycko-barokowy kościół o charakterze obronnym, XVIII wieczna wyjątkowo piękna synagoga w której mieści się galeria itd. Polecam też leskie lody robione na miejscu, moje ulubione to truskawkowe, jagodowe i mango.

 

 

20 czerwca 2016 r. Poszukuję zleceń przewodnickich i pilotażu, mam wolne terminy na wakacje i jesienią. Ostatnio zabrałam się za prezentację o Smereku, pięknie położonej miejscowości o ciekawej historii.  Wciąż jest ona w cieniu Wetliny  ale powoli zdobywa sobie serca turystów. Przede wszystkim dlatego, że w Smereku jest trzy knajpy, które znakomicie i w miarę tanio karmią. Współpracuję z ośrodkiem i oberżą Dolny Smerek słynącą ze znakomitej solianki. Prezentacja jest jeszcze nie ukończona ale zdecydowałam się ją ciut popromować, zainteresowanie Smerekiem przechodzi moje oczekiwania. Pomaga mi ją tworzyć znawca tej okolicy Jernej Prosienecky - leśnik z wykształcenia, chaszczak i znakomity fotograf. Mały fragment na zachętę, oczywiście autorstwa Jerneja.

"Posiadająca liczne wojenne ślady połonina Dziurkowca(1188m n.p.m). W 1944r. z doliny Chomowa początkowo bystro, serpentynami, a później łagodnym i przyjemnym grzbietem Niemcy poprowadzili tutaj drogę, która zmierzała na grzbiet pasma. Pozostałości po niej widać jeszcze na Rabiej Skale oraz w okolicach Czoła. Natomiast poniżej granicy lasu trakt jest bardzo wyraźny i obecnie służy do zrywki drewna. W związku z tym dla wygody same serpentyny zostały częściowo pominięte i zniwelowane stokówką na szage. Wygodne dojście z doliny Smereka(Wietnamu). Na krzyżówce przy składzie drewna w Beskidzie w lewo, następnie drogą zakładową "Chomów" wzdłuż potoku o tej samej nazwie.

Zapraszam do Smereka http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=264&Itemid=330

 

Fot. Jernej Prosienecky Niemiecka droga

 


 

Bieszczady należą do jednego z najbardziej popularnych pod względem turystycznym regionów w Polsce. Corocznie przebywają tu setki tysięcy gości zachwyconych naszymi połoninami, zaporą w Solinie i Jeziorem Solińskim, sanockim skansenem, galerią Beksińskiego w Sanoku. Bieszczadzka kolejka wąskotorowa zwana pieszczotliwie ciuchcią już kilka razy została uznana za największą atrakcję turystyczną w kraju. Goście często zaglądają do muzeum przyrodniczego BdPN w Ustrzykach Dolnych, do ogrodu ekumenicznego w Myczkowcach, a nowopowstała zagroda pokazowa żubrów w Mucznem od razu stała się hitem. Są jednak w naszym regionie rozumianym jako Bieszczady i Góry Sanocko-Turczańskie i ich najbliższe okolice, miejsca bardzo ciekawe, ale niewypromowane. Takie atrakcje chcę tu przedstawić.

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=229&Itemid=242

Zapraszam  także do zakładki największe bieszczadzkie atrakcje http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=228&Itemid=243

 

Fot. Paweł Szymański Berehy Górne z Połoniną Caryńską w tle

 

1 czerwca 2016 r. Ostatnio pogoda nas rozpieszczała w Górach Sanocko-Turczańskich, a w Bieszczadach kilka razy dała nam w kość. Dziś niebo nie podoba mi się, powiedzmy, że aura wygląda na bardzo dynamiczną. Idą na nas burze. W regionie mamy multum grup, przewodnicy ze zmęczenia padają na pysio, nie ma kto pracować z grupami, na Kolegów przewodników organizujemy już łapanki. Z taką kumulacją wycieczek dawno nie spotkałam się, wszystko zajęte do ostatniego miejsca. Przybywa nam atrakcji, według mnie atrakcją może być wszystko co nam podoba się. Jak wiadomo w Bieszczadach nie mamy na dużo infrastruktury turystycznej ale za to można wypatrzeć nowinki. Wśród najbardziej atrakcyjnych dla moich grup jest bydło siwe, długorogie, które ponownie pojawiło się w Bieszczadach. Można je spotkać w Smolniku. Tak o siwych wołkach piszą Grażyny Holly i Beaty Szary "Przewodnik Ścieżka dendrologiczno-historyczna "Berehy Górne" Zapraszam i na ścieżkę, uwielbiam Berehy Górne.  http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=36&Itemid=45

"Przystanek 8. wypas owiec i bydła - dawniej i dziś (820 m n.p.m.) Spoglądając na dolinę możemy obserwować elementy dzisiejszego pasterstwa: stada owiec, koszary i bacówkę. A jak było dawniej? Pod koniec maja gospodarze oddawali watahowi swoje stada na letni wypas, który odbywał się na połoninach. Ludowym sposobem liczenia było używanie tzw. "rawaszów", czyli deseczek, przeciętych na dwie części, na których wyryte były karby oznaczające ile owiec lub bydła daje gospodarz na wypas oraz jakie są wzajemnie zobowiązania. Nad całością czuwał watah, który otaczany był wielkim szacunkiem. Watah wskazywał miejsca na wypas, przyrządzał i wydawał jedzenie dla wszystkich pasterzy, on także wyrabiał bryndzę. Przy wypasie pomagali mu pasterze, którzy opiekowali się stadem. Zarówno watah, jak i pasterze, nosili napuszczone tłuszczem koszule, poczerniałe od dymu. Chroniły one przed pasożytami oraz były nieprzemakalne. Pasterze mieszkali w niewielkich szałasach zwanych kolibami (ryc.24). Często były one budowane na płozach, co ułatwiało ich przemieszczenie. Miało to istotne znaczenie, gdyż co pewien czas zmieniano miejsce wypasu. Według dawnej tradycji pasterskiej wszystkie ważniejszym czynnościom towarzyszyło granie trombit (ryc.24). Są to 3-metrowe drewniane trąby, na których granie wymaga niemałych umiejętności. Na podstawie badań prowadzonych przez Jana Baszanowskiego, dotyczących dziejów polskiego handlu wołami w XVI-XVIII w. wynika, że na terenach bieszczadzkich wsi wypasano w przeszłości bydło stepowe, zaliczane do bydła rogatego, wywodzącego się od rasy turowej (ryc.24). Bydło stepowe charakteryzuje się jednolicie siwym ubarwieniem, o licznych odcieniach: płowym, popielatym, srebrzystym. U samców przez grzbiet przebiega zwykle ciemna pręga. Charakterystyczne są dla tej rasy długie rogi, dochodzące u byków i wołów do ok. 120 cm. Bydło to cechuje się ponadto wysokim wzrostem oraz dużą wagą, dochodzącą do 800 kg. Jest przy tym silne i wytrzymałe. Węgierskie bydło stepowe było wysoko cenioną siłą pociągową, dlatego też za pomocą jarzma zaprzęgano je do pługów i wozów. Woły sprzedawano jesienią na dorocznych targach w Lutowiskach. Stamtąd stada prowadzone były dalej wzdłuż tzw. szlaków wołowych, wiodących dolinami Sanu, Bugu i Wisły. Wiosną natomiast ponownie kupowano młode bydło po stronie węgierskiej , by przez lato wypasać je na połoninie. Z upływem lat również hodowla zwierząt uległa przemianom, a dawne rasy zastępowano nowymi. Kiedy w latach trzydziestych XX w. wędrowali tędy dwaj badacze - Jan Falkowski i Bazyli Pasznicki, odnotowali, że "Kazdy przeciętnie zamożny gospodarz posiada parę lub kilka sztuk bydła czerwonego (najczęściej łaciatego, czerwono-białego) dość nędznego i nie dającego wiele mleka (...) Dziś sprzedają też, ale są to, jak wyżej wspomniano, woły rasy czerwonej, dość małe, które zwłaszcza przy obecnym kryzysie nie osiągają nawet połowy tej ceny, co przedtem bydło siwe".

 

Fot. Paweł Stanoch Smolnik nad Sanem obok cerkwi

 

Polecam zakładkę o podkarpackich i nie tylko wydarzeniach, imprezach http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=251&Itemid=314

 

 

19 maja 2016 r. Pogoda nas nie rozpieszcza, pierwsza połowa maja jest zimna i deszczowa,  wody powierzchniowe są wysokie, dzięki czemu pokazują nam się ciekawostki takie jak okresowe potoki i wodospady, oczka wodne itd. Najciekawiej jest w okolicy słynnych Jeziorek Duszatyńskich. Ile mamy jeziorek w rezerwacie i okolicy? Odpowiedź prawidłowa dwa, trzecie zostało osuszone. Nie oznacza to, że  nie ma tu oczek wodnych.  Skontaktowałam się ze znawcą tego terenu panem Edwardem Orłowskim z Nadleśnictwa Komańcza. Marek Kusiak wiosną 2016 r. zrobił zdjęcie oczka wodnego o powierzchni ok 1 ara i głębokości do 1 metra. Niestety, latem będzie tam tylko bagno widoczne z szlaku czerwonego. Takich oczek wodnych jest kilka, przed II wojną św. było ich znacznie więcej. Czas zrobił swoje, zamuliły się. Warto wiedzieć, że w innych miejscach na Chryszczatej są osuwiska. Jedno z największych powstało w 2000 r. w Prłukach. Osunęło się zbocze blokując potok Cygański, powstało jeziorko o pow. ok 2 arów i pierwotnej głębokości ok 5 m. Niestety, jeziorko zamula się, a woda wypłukuje tamę. Jest jeszcze widoczne, ale proces biegnie, za kilka-kilkanaście lat  jeziorko zniknie. Zapraszam na Jeziorka Duszatyńskie, do rezerwatu "Zwiezło" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=33&Itemid=49

 

Fot. Marek Kusiak Oczko wodne w rezerwacie "Zwiezło"

 

Jesteśmy powiązani z niezmiernie ciekawymi forami-grupami na facebooku. Buzie na nich nam nie zamykają się, promujemy to co kochamy, czyli Bieszczady i okolice , nasze pasje i karpacką przyrodę oraz kulturę. Ponoć jesteśmy lokalnymi liderami opinii, takie głosy do nas docierają. Na pewno mamy już wpływ na to co dzieje się w  regionie. Strona jest jedną z naszych wizytówek, częścią tak naprawdę machiny promocyjnej. Bieszczady to nie tylko przyroda alei wspaniale ludzie, pasjonaci, którzy traktują to miejsce jako przedsionek raju.  Strona i grupy  będą służyć promocji Bieszczadników - Autorów najbardziej popularnych zdjęć na naszych grupach.

 

Fot. Jędrzej Mulczyk Łupków

 


 

Bieszczadzka turystyka niegdyś grupami stała. Do naszego regionu przyjeżdżało multum wycieczek zorganizowanych, wiosną i jesienią dominowały wycieczki szkolne. Niestety, z rok na rok coraz mniej dzieci i młodzieży do nas zagląda. Szkoda, mamy dla nich przygotowane znakomite programy i dobre także cenowo oferty. Pakiety są bogate, w sumie jako grupa mamy ponad 80 programów wycieczek, warsztatów, zajęć terenowych itd. W tym roku bardzo dobrze rozwijają się imprezy pielgrzymkowe i wycieczki seniorów,  to one dominują w moim kalendarzu zleceń.  Najważniejsze są noclegi i wyżywienie, tu oferta jest naprawdę bogata. Cenowo kształtuje się od 58 zł w pensjonatach. Cena dla grup organizowanych obejmuje nocleg plus wyżywienie. Oczywiście, jako koordynator nie mam prawa wystawić oferty cenowej ale mogę Koleżankom i Kolegom pewne rzeczy sugerować. Polecam ośrodek Wiking w Ustrzykach Dolnych, ma jeszcze w środku tygodnia trochę wolnych terminów.  Numer telefonu Krzyśka to 605 419 305 W okolicy Jeziora Solińskiego, w Solinie polecam Za Potokiem u Zosi Puch 667 74 44 61. W Bieszczadach Wysokich Smerek Dolny w Smereku specjalizuje się w grupach młodzieżowych, nie znam wszystkich wolnych terminów, proszę pytać się o szczegóły pod numerem stacjonarnym 13 468 47 06 - tu kiepsko działa telefonia komórkowa. W Smereku znajduje się także pensjonat o wysokim standardzie  Niemczukówka , który przyjmuje grupy zorganizowane. Nie ma w nim wyżywienia, grupy wykupują posiłki w pobliskiej słynącej ze znakomitej kuchni Oberży Dolny Smerek - zbieżność nazw nieprzypadkowa. Wszystkie ośrodki słyną ze znakomitej kuchni, tu dzieci, a przede wszystkim młodzież nie chodzi głodna. Część nauczycieli ograniczając koszty poszukuje tylko noclegów, polecam Uroczysko w Stężnicy nr tel. 695 729 180 , są to domki wypoczynkowe , każdy z nich posiada aneks kuchenny. Godny polecenia jest ośrodek Pałac Biesa w Olszanicy, dawny ośrodek rządowy ODK Olszanica, który posiada bardzo rozbudowaną ofertę dodatkową w postaci placu zabaw, letniego basenu i brodzika, stawów ze sprzętem pływającym, boisk itd. nr tel. 13 4617450 . Na osobne wpis zasługuje ośrodek Polkard w Polańczyku goszczący przede wszystkim gości niepełnoprawnych i chorych. Tutejsza kuchnia słynie ze znakomitych pstrągów, jedzonko w Polkardzie jest przepyszne, zawsze świeże i niezbyt drogie.

Oferta http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3&Itemid=27

Zapraszam na naszą grupę Bieszczady noclegi https://www.facebook.com/groups/403982863019427/ tu są zarówno zapytania o noclegi jak i oferty, niestety większość to reklamy, na szczęście zdarzają się i polecenia. Zapraszam i na stronę Bieszczady noclegi - to uzupełnienie grupy, misz masz polecenie i reklamy https://www.facebook.com/Bieszczady-noclegi-232378930446081

 

Fot. Hotel Górski Wetlina


 

30 marca 2016 r. Wczoraj w Zespole Pałacowo-Hotelowym Pałac Biesa http://www.palacbiesa.pl/ odbyło się pierwsze ogólnodostępne, nieformalne  spotkanie naszej grupy samopomocy vel klastra Grupa Bieszczady i zaproszonych gości. Temat tak naprawdę szeroki: przedstawienie naszych ofert, analiza słabych i mocnych stron walorów turystycznych gminy Olszanica.  Pierwsze i mam  nadzieję, że ostatnie w tak szerokim gronie. Ocena tego spotkania jest bardzo różna, osobiście sądzę, że dałam ciała, ale Koleżanki i Koledzy mówią, że błędy może i były ale to był strzał w 10 i chcą więcej. Koledzy z grup na facebooku prowadzący działalność gospodarczą  proszą o szybsze informowanie o spotkania i otworzenie się na nową współpracę. Raczej nikt nie nudził się.  Z drugie strony było to spotkanie wychodzące na przeciw zapotrzebowaniu społecznemu, atmosfera była naprawdę dobra mimo iż  momentami  dyskusja była ostra i racje ścierały się. Na spotkanie przybyło liczne grono zaproszonych osób, przeważnie zajmujących się obsługą ruchu turystycznego i związanych z produktem lokalnym, gościliśmy m.in. prezesa Stowarzyszenia Pro Carpathia pana Krzysztofa Staszewskiego, Kolegę przewodnika Pawła Wójcika z biura Pawuk z Zagórza, samorządowców z gminy Olszanica i Solina, pana Polakiewicza autora znakomitych przewodników rowerowych m.in. po gminie Olszanica, pana Ernesta Dębińskiego radnego gminy Solina, przybyło liczne grono osób wcześniej ze sobą współpracujących Koleżanek i Kolegów. Może przedstawię Koleżanki i Kolegów niestandardowo pokazując przy okazji nasze możliwości i produkty turystyczne. Nie chcę więcej namieszać, więc zachowam kolejność ze spotkania:

-  Kolega przewodnik Witold Tomaka prezes Bieszczadzkiej Grupy GOPR: warsztaty bezpieczeństwa w górach, spotkania z młodzieżą w centrali GOPR w Sanoku http://www.bieszczady.gopr.pl/

- Kolega przewodnik Marek Kusiak specjalizujący się prowadzeniu grup po Karpatach Wschodnich, znakomity fotograf i admin grupy Karpaty ukraińskie, https://www.facebook.com/groups/435940603139200/

- Wiesław Sowiński parking na Przełęczy Wyżnej, społecznik na parkingu robi i za informację turystyczną, prosił o wizytówki, banery,plakaty https://www.facebook.com/profile.php?id=100002256512756

- Agata Chmura edukator w Centrum Promocji Sieci Natura 2000 w Myczkowie prowadzi pensjonacik Biały Domek w Zwierzyniu w dużej mierze obsługujący wędkarzy, turystyka przyrodnicza, autorka przewodników i publikacji o podkarpackich sanktuariach, prelekcje i obsługa ruchu pielgrzymkowego https://www.facebook.com/Biały-Domek-771903806153090/

- Włodzimierz Biliński - znany fotograf, autor kilkunastu albumów, wraz z Żoną prowadzą warsztaty fotografii przyrodniczej, https://www.facebook.com/AWBilinscy.Photovoyage

- Artur Tworek - były prezes WOPR, radny  Zdrój w Polańczyku,  armator, wypożyczalnia sprzętu pływającego, statek Bryza http://bryza.bieszczady.pl/

- Wiktor Tworek - ciekawy projekt związany z turystyką aktywną: małpi gaj, ścianka wspinaczkowa, tyrolka, kule wodne, survival http://climb-tur.bieszczady.pl/

- Kolega przewodnik Paweł Wójcik znakomita oferta www.pawuk.pl

- Krzysztof Staszewski człowiek instytucja, Stowarzyszenie bardzo aktywnie działa na rzecz rozwoju turystycznego Podkarpacia i rozwoju produktu regionalnego, ostatnio wydali "Podkarpackie smaki Katalog wytwórców produktów regionalnych, tradycyjnych i ekologicznych", ich projekty mają przełożenie rynkowe, poprzez cykle  szkoleń  m.in. przewodników stworzyli podwaliny turystyki przyrodniczej na Podkarpaciu  i na pograniczu  polsko-słowackim   http://www.procarpathia.pl/

- Ewelina Nycz, Stowarzyszenie Pro Carpathia specjalistka d/s programów pomocowych

- Nikos Monolopulos - jednym słowem Sery Nikosa, żelazny punkt setek  wycieczek pensjonat Czar PGR-u, Nikos bezpłatnie szkoli przyszłych serowarów, adeptów było 50, ser produkuje 2, https://www.facebook.com/Nikosowe-Sery-Czar-PGR-u-961529043914671

- Iga i Sławomir Wasilewscy - gospodarstwo ekologiczne w Bóbrce, pracownia artystyczna, rozbudowany wachlarz warsztatów artystycznych, w sezonie letnim ruszy ogólnodostępna także dla grup zorganizowanych galeria przy pracowni-gospodarstwie ekologicznym, to moim zdaniem może być hit, jeszcze nie ma strony więc numer do Igi  507 803 348,

- Zespół Wilcze Echa https://www.facebook.com/wilcze.echa niech przemówi muzyka https://www.youtube.com/watch?v=mt2-24ljXdc

Kolega przewodnik Michał Neroj - po spotkaniu nawiązaliśmy współpracę z https://www.facebook.com/Paszowa/

- NNSM "Zielony Cień" cóż mogę powiedzieć, jeden z najlepszych pakietów w Bieszczadach, nieodkryte turystycznie miejsce godne polecenia https://www.facebook.com/zielonycien/ trasa eko muzeum poświęcona pani Czerkawskiej, to tu będą warsztaty pieczenia chleba, proziakow, smażenia konfitur i robienia masła koszt 12-15 zł w zależności od wielkości grupy

- Anna Kułak reprezentowała w Bukowcu Trzy domki w Bukowcu, wspaniała młoda kobieta, pomocna i ciepła, to ona zaprasza do współpracy z nami gospodarstwa agro z Bukowca wyszukując naprawdę ciekawe obiekty noclegowe ze znakomitym wyżywieniem http://www.trzydomki.pl/

- Bożena Wisła zaoferowała nam degustację sera podpuszczkowego krowiego o różnych smakach i twarogu, pyyycha https://www.facebook.com/Domki-Góralskie-Bukowiec-499109450272073/ Nawiązała też już konkretną współpracę z innymi Kolegami w sprawie obsługi parafialnego festynu w Bukowcu, szacują, że na imprezę przybędzie ok. tysiąca osób. Dusza człowiek i społecznik z Akcji Katolickiej. Nikos zaoferował jej szkolenie.

- Lucyna Noclegi U Lucyny w Bukowcu przygotowała nam dalsze rozkosze podniebienia przynosząc przetwory własnej produkcji, w tym prawdziwy sok malinowy, którym kuruje się i pyszny domowy chleb. Edycja powstaje stronka https://www.facebook.com/Bieszczady-Pokoje-u-Lucyny-513762542158842/

- Kolega przewodnik Andrzej Lenart uprawnienia na całe Beskidy, radny powiatu bieszczadzkiego rozpoczął burzliwą dyskusję. Poruszył wiele tematów m.in. zrównoważonego rozwoju, pogodzenia interesu rozwoju gospodarczego z ochroną przyrody z której my tak naprawdę żyjemy, rolę przewodnika  górskiego i turystycznego w promocji regionu, współpracę między samorządami,  poprawa dostępności komunikacyjnej zarówno kolejowej jak i drogowej w regonie. O dyskusji później.

- Przedstawicielem GOK SiT w Polańczyku był m.in. Konrad Ulanowski dziennikarz, doskonale nam znany admin zarówno grup i stron na facebooku jak i naszej strony, fotograf, społecznik, kilka dni temu stworzył portal www.isolina.pl Jego praca w nazwijmy to e promocji zdobyła duże uznanie wśród specjalistów i gmina Solina jest stawiana na wzór kreatywnego marketingu internetowego. Cały zespół pracuje bardzo intensywnie nad rozwojem turystyki m.in bierze udział w targach turystycznych, planuje liczne imprezy np. noc kabaretową albo noc muzeów w Muzeum Kultury Bojków w Myczkowie, plakat poniżej.

- Przedstawiciele gminy Olszanica, którzy obdarowali nas fajnym przewodnikiem "Gmina Olszanica turystycznie", na ich stronie jest  przewodnik rowerowy

- Agnieszka Wajda Zespół Pałacowo-Hotelowy Pałac Biesa http://www.palacbiesa.pl/ w Olszanicy nasza gospodyni tylko nas słuchała i nawiązywała kontakty służbowe, oferta jej spodobała się, ale szczególnie przypadła jej do serca atmosfera spotkania, bardzo twórcza i serdeczna, to jej najbardziej podoba się w naszym regionie

- Niestety, mimo iż spotkanie trwało bardzo długo nie wszystkie osoby mogły się przedstawić. Przepraszam, mam nadzieję, że na następnym spotkaniu nadrobimy zaległości. Obie Panie odniosły duży sukces , wydłużyły sezon i nawet w święta wielkanocne miały gości.

- Adelina Antosz Uroczysko w Stężnicy - pełny sukces komercyjny, bardzo dobra oferta dla rodzin z dziećmi, w tym roku ośrodek rozbudowuje się i wprowadza na rynek znakomitą ofertę: nocleg na wypale węgla drewnego. Adelina jest jednym z Kolegów adminów prowadzących nasze grupy, duszą człowiekiem, pasjonatką i uwielbia udzielać rad dotyczących marketingu turystycznego, a widzę ma, że ho ho zarówno teoretyczną jak i praktyczną.  Czasami nazywam ją swoją "młodszą siostrą" http://www.domki-uroczysko.pl/

- Danuta Waszczuk Prawdziwe gospodarstwo agroturystyczne  Na Zamłyniu koło Ustrzyk Dolnych. Cóż mogę powiedzieć  oprócz jednego: polecam z całego serca. Świetne miejsce, dobra kuchnia regionalna, już sam fakt, że Danusia upiekła chleb dla samego papieża Franciszka świadczy o Jej kunszcie, na dodatek społecznik i serce "Zamłynianek". Mi "Na zamłyniu" zawsze korzyć będzie się z rydzami, kiedyś miałam tam grupę,  wchodzę na podwórko i nie wierzę własnym oczom.Na trawniku ta kosze, opałki, michy pełne rydzy, czegoś podobnego w życiu nie widziałam, a jestem przecież grzybiarzem   http://nazamlyniu.pl/

 

Przewodnik rowerowy pana Jacka Polakiewicza można pobrać tu, polecam, jest moim zdaniem świetny.

http://www.olszanica.pl/?c=mdTresc-cmPokaz-152

Fot. Ma rek Kysiak Sery przygotowane na degustację na spotkaniu przez Domki Góralskie w Bukowcu https://www.facebook.com/Domki-Góralskie-Bukowiec-499109450272073/

 

Po wystąpieniu Kolegi przewodnika Andrzeja wywiązała  gorąca dyskusja na temat powrotu kolei w Bieszczady i sytuacji Bieszczadzkich Drezyn Rowerowych. Rozmawialiśmy także o trasie Rzeszów-Jasło-Komańcza-Łupków, przeważnie o nakładach finansowych, które będą spore i do kogo na być zaadresowana nasza oferta. Osobiście odrzucam ich argumentację,  szczególnie tę część, że Bieszczady mają być dla bogatych turystów, którzy zostawią w regionie multum pieniędzy. Argument tego typu lansowany w określonych środowiskach  dosłownie mnie mrozi, to nie są i nie będą moje Bieszczady. Jestem zawodowcem, niegdyś prowadziłam grupy bardzo zamożne, teraz one do mnie nie trafiają, niegdyś i obecnie prowadzę grupy gości średniozamożnych i niezamożnych i Bóg mi świadkiem, że nie wiedzę różnicy. We wszystkich oczach widzę ten sam błysk zachwytu, gdy dojrzą wspaniałości naszego regionu. Zarówno na połoninach, jak i nad Jeziorem Solińskim, czy w Górach Słonnych. Mi jest to obojętne gdzie. Liczy się człowiek, a nie jego kasa, także w komercji. Bardzo ciekawie o turystyce rowerowej mówił pan Jacek Polakiewicz autor przewodników rowerowych po Bieszczadach m.in. po gminie Baligród i Olszanica, polecam filmik  https://www.youtube.com/watch?v=DGhoB0s539c Słabo jeżdżę technicznie na rowerze, ale jestem zafascynowana tym co robi pan Polakiewicz, który promuje od lat trasy zarówno typowo MTB jak i łatwiejsze technicznie po szutrówkach.  Moim zdaniem powinniśmy na północy Bieszczadów, w Górach Sanocko-Turczańskich, Beskidzie Niskim i na Pogórzach postawić na turystykę rowerową, ale nie na te szlaki wytyczone po publicznych drogach, w sezonie bardzo niebezpieczne ale właśnie na te propagowane przez pana Polakiewicza. Autor przewodników opowiadał nam o kilku trasach, na razie pada ale przypomniałam sobie o rowerze. Kusi, oj kusi szutrówka Stefkowa-Ustrzyki Dolne. No i Zielony Cień w Rudence. Zrobię wszystko aby pan Jacek przyjął zaproszenie do współprowadzenia naszej stronki na facebooku Bieszczady aktywnie. I nie tylko. Potem wybuchała też  emocjonująca rozmowa o promocji, środkach na nią, samochwała czyli ja mówiłam o nas, o możliwościach wiązanych z e promocją, a mówiąc wprost chwaliłam się naszą przestrzenią wirtualną.  Tę część dyskusji podsumował radny gminy Solina pan Ernest Dębiński. Moim zdaniem bardzo ciekawie analizował nasze mocne i słabe strony jeżeli chodzi o dostępność komunikacyjną (zwrócił uwagę na potrzebę modernizacji drogi łączącej Rzeszów z Sanokiem), współpracę pomiędzy samorządami na dodatek bardzo biednymi, a raczej jej brak. Bardzo podobała mi się  część wypowiedzi postulująca organizację kilkudniowych ciekawych imprez w regionie zarówno sportowych jak i kulturalnych, które poza sezonem zapełniają miejsca noclegowe jak i dają darmowy czas antenowy w głównych mediach. Taką drogą od dawna kroczy gmina Cisna z wiodącym Biegiem Rzeźnika i na tę drogę wkracza gmina Solina.  Na koniec kilka słów o produkcie regionalnym. Moim zdaniem jest dobry i bardzo dobry,  mamy bardzo szeroki asortyment, mam takie dziwne wrażenie, że Nikos pociągnie także innych, że nie tylko obsługiwane przeze mnie grupy będą prosić o wizytę o degustację sera w Czarze PGR-u w Wańkowej, ale także w innych miejscach i coraz częściej będą chciały kupować przetwory, nie tylko rydze. Wrażenie opieram na swoich kubkach smakowych, łapie mnie infekcją więc bronię się przed nią podjadam znakomity twarożek z czosnkiem niedźwiedzim pani Bożeny Wisły i popijam go ciepłą herbatą z miodem kupionym od sąsiada Nikosa (polecam, zakochałam się w miodzie spadziowym ze spadzi jaworowej) i świetnym sokiem malinowym pani Lucyny z gospodarstwa agro U Lucyny w Bukowcu. Potwierdza to w wywiadzie w "Karpackim Przeglądzie Gospodarczym" pan Krzysztof Staszewski który na pytanie "Zatem powinniśmy stawiać na kulinaria ? odpowiada "Na pewno tak. Póki jest moda na kulinaria. Każdy turysta musi coś zjeść, kuchnia jest bardzo ważna w turystyce".

Spotkanie podsumował pan Krzysztof Staszewski prezes Stowarzyszenia Pro Carpathia mówiąc, że zmienia się model turystyki, goście zamiast biernego wypoczynku potrzebują podniety.  Obecnie na świecie obowiązuje model zwany z angielska trzy e: ekscytacja, rozrywka, edukacja i my w Bieszczadach, a także w w Górach Słonnych mamy dobre warunki na rozwój atrakcyjnej oferty opartej na wybitnych walorach przyrodniczych, ciekawych kulturowych, na dobrym i bardzo dobrym produkcie lokalnym. Prosił również o współpracę na różnych szczeblach i tworzenie pakietu, w niej widzi możliwość rozwoju gospodarczego regionu opartego na turystyce. Bardzo ciepło wyraził się także o Bieszczadzkich Drezynach Rowerowych chwaląc nowatorski pomysł i dobre wykonanie i podkreślając, że jest to jeden z wiodących produktów turystycznych nie tylko na Podkarpaciu.

 

Reasumując spotkanie było specyficzne, to był strzał w 10, Koleżanki i Koledzy chcą następnych, nie wiem w jakiej formie będą realizowane. Z tego co słyszałam to inne samorządy chcą podłapać temat. Oby tak stało się. Takie burze mózgów są potrzebne i jest na nie zapotrzebowanie społeczne. Jasno to widać, na naszym spotkaniu musieliśmy dokładać krzesła, bo w sumie duża sala konferencyjna nie mogła nas pomieścić. To spotkanie ma przełożenie rynkowe, to m.in. ta prezentacja, dla zaprzyjaźnionych organizatorów przygotowuję oferty i programy do których będę dodawać usługi Kolegów, nasza stronka facebookowa Olszanica i okolice ma niecałe 500 polubień ale dociera do 14 000-25 000 osób tygodniowo. Od spotkania minęło dwa dni, pani Wisła wysłała pierwszą partię towaru w świat, jest cztery zapytania o trasy MTB.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Pałac Biesa http://www.palacbiesa.pl/

 


 

Kilka dni temu postanowiłam pomóc Koledze Krzyśkowi Zabłockiemu prowadzić fanpage https://www.facebook.com/NoclegiViking/ Na początku nie wiedziałam jak to ugryźć, ale jak to w życiu bywa sprawa potoczyła się swoim tokiem. Powstaje ustrzycko-bieszczadzki serwis turystyczny, który od początku zdobył sobie pewną popularność. Trochę mnie to nie dziwi, strona ośrodka powinna być przede wszystkim informatorem pokazującym atrakcyjność okolicy, regionu. Czasy, że nasi Goście potrzebowali tylko noclegów i wyżywienia skończyły się. Teraz każda miejscowość, region powinien postawić na pakiet, czyli zaproponować potencjalnym gościom możliwość atrakcyjnego spędzenia czasu. Bieszczady, a mówię to  z pozycji osoby uzależnionej i zakochanej w regionie mają prawie wszystko aby fajnie wypocząć, a Ustrzyki Dolne  same mogą zaproponować ciekawy pakiet. Mamy tu najbardziej nowoczesny na Podkarpaciu zespół basenów Delfin, bardzo dobre wyciągi narciarskie, trasy do biegów narciarskich, szlaki spacerowe, Nordic Walking Park, szlaki rowerowe, w okolicy stadniny, downhill i pumptruck - tory do jazdy  na rowerze, galerie, dobrą bazę gastronomiczną, koncerty w parku Pod Dębami, gdzie możemy także aktywnie wypoczywać.  itd. Największe atrakcje to bezwzględnie Muzeum Przyrodnicze BdPN, Sanktuarium MB Bieszczadzkiej zwanej MB Wypędzonych, Muzeum Młynarstwa i Wsi, Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe. Ustrzyki Dolne są 7 km oddalone od przejścia granicznego w Krościenku, a na dodatek są centralnie położone. Stąd wszędzie jest blisko, zarówno nad Jezioro Solińskie jak i do Przemyśla, do Sanoka jak i w góry. Viking ma bardzo dobrą opinię na górskich i historycznych forach. I zniżki dla forumowych Gości. "Bardzo Ci dziękuję raz jeszcze za namiary na Vikinga. Przyzwoite warunki i przesympatyczny właściciel. To było właśnie to czego oczekiwałem. Szukałem haczyka w tym wszystkim, bo takie warunki za taką cenę, to mało realna sprawa. Ale... okazało się, że żadnych haczyków nie było. Dziękuję Ci bardzo bardzo." To wpis Contiego z forum turystyka górska.

 

A to relacja Trotyla z for górskich i historycznych. "Ha,skoro powiedziało się A to i trzeba powiedzieć B. Wyjazd nasz zaczął się w Grójcu z półgodzinnym opóźnieniem. Potem przez  Radom, Iłżę, Ostrowiec,Tarnobrzeg, Rzeszów do Ustrzyk Dolnych. Podróż autobusem trwała ponad 9 godzin. W Ustrzykach zajrzeliśmy najpierw do Niedźwiadka coby coś wrzucić ciepłego na ruszt. Kamila czekała na pizze, a ja prowadziłem dyskusję z autochtonem. A o czym ?? To wiadomo -o Siczce i KSU ( to muzyka z moich czasów,gdy byłem technikum). Spytałem jak trafić do Vikinga , ale ilość wypitego przez niego trunku spowodowała, że kręciłem się wokół dworca (nieczynnego). W końcu nie wytrzymałem i zadzwoniłem do właściciela Vikinga, bo wilki niedługo tu mnie zjedzą. Gość tylko się spytał gdzie jestem i po kilkunastu minutach przybył busem i zabrał nas do lokalu.
W lokalu tłum ludzi. Jakaś wycieczka czy coś w tym stylu. No to popadłem -myślę. A tu od razu zapraszają mnie do stołu: rosół, schabowy, kompot. Oż w mordę jeża - nie zamawiałem, ale jak dają to biorę.
Pewnie beknę przy rachunku. Kamila zjadła i poszła spać.
A ja zostałem z towarzystwem . I powiem tylko jedno: tak dobrze to dawno się nie bawiłem. Ekipa dobrze się integrowała, a ja razem z nimi. Przyjęto mnie bardzo życzliwie, choć byli to obcy ludzie.
Rano wstałem i poszedłem się rozliczyć z właścicielem. Okazało się, że za podwózkę, obiad, nocleg, kawę,,śniadanie zapłaciłem 5 dych za dwie osoby. Taniocha.
Kierownik tej ekipy nie chciał mnie wypuścić,  jak się dowiedział, że zamierzam pochodzić po Bieszczadach powiedział:  Trotyl jedź z nami na jezioro, popływamy statkiem, wieczorem wrócimy, będzie wesoło... Ale ja miałem inne plany. Okazało się, że jadą autobusem do Ustrzyk Górnych i nas zabiorą, tylko czekają na przewodnika. W ich rozmowach często padało słowo ...pani Lucyna. E,nie ,to niemożliwe, czyżby ta lucyna. Patrzymy, a tu pędzi pani w czerwonym polarze i przeprasza za spóźnienie. W pewnym momencie pani ta przygląda się memu etui na telefon wiszącemu na mojej szyi. A na nim przyczepiony jest znaczek z wiosennego zlotu GS.  Nic  jej jednak to jej nie mówiło. Zapakowaliśmy się do autobusu i heja. Powiem tylko jedno: wieki szacunek dla Lucyny za informacje o Bieszczadach, które przekazała nam w czasie podróży. O mieszkańcach obecnych i byłych, akcji Wisła , wilkach ,parzydle leśnym, czosnku niedźwiedzim, cerkwiach, o tym, że Bóg jest jeden, a reszta to polityka i pieniądze. Jechaliśmy piękną trasą przez Nasiczne. W pewnym momencie poprosiłem, aby nas gdzieś wypuścili, bo my chcemy iść na Rawkę. Lucyna, powiedziała, że to za chwilę, bo jesteśmy już w Berehach i kierowca się tam zatrzyma. I mamy iść w lewo. Podziękowałem ekipie za podwózkę (za free) i podając rękę pani przewodnik, powiedziałem: To ja TROTYL z DWS-u. Dawno nie widziałem takiej reakcji człowieka. Jakby w Ciebie Lucyno piorun strzelił . Pozwól, że Cię zacytuje :Ja pip pip , ludzie wiecie kto to jest ??? To mój kolega z forum!!!! Jaki ten świat mały, a gdzie ta ze złamaną ręką??? Na co Kamila pomachała gipsem. I wysiedliśmy w Brzegach.

 

Własność https://www.facebook.com/NoclegiViking/

 


 

No i mamy nową atrakcję turystyczną, bo i w takiej kategorii możemy rozpatrywać połączenie kolejowe Rzeszów-Komańcza. Trasa naprawdę malownicza, moi znajomi z naszym adminem Robertem Mosoniem na czele  podkreślają świetną atmosferę panująca w pociągu, w ub. roku byli pozytywnie zaskoczeni imprezami przygotowanymi dla turystów przez samorząd Komańczy. Na prośbę Roberta i ks. Proboszcza z Zagórza przyjrzałam się ofercie i  jestem  dosłownie zafascynowana tym co robi KochamKolej.pl​. Przede wszystkim  planami, jeżeli pociąg retro do Tokaju na Węgrzech ruszy to przybędzie nam wyjątkowa atrakcja śmiem powiedzieć w skali europejskiej. Mnie osobiście najbardziej zależy na  ogólnodostępnym, transgranicznym   połączeniu ze Słowacją. Moim skromnym zdaniem mamy skandaliczną sytuację, w dobie "szengenienia" nie ma komunikacji publicznej łączącej dwa zaprzyjaźnione państwa.  Na razie mamy weekendowe  połączenie kolejowe do Komańczy, warto z niego skorzystać. Komańcza jest niezwykle ciekawa pod względem turystycznym, wielowyznaniowa, tu nadal  jest ciągłość kulturowa, bo w tej okolicy nie było 100% wysiedleń autochtonów -  górali ruskich Łemków http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=63&Itemid=69 . Przez miejscowość  wiedzie ścieżka historyczno-przyrodnicza  pokazująca nam  największe atrakcje: klasztor z izbą pamięci Prymasa Wyszyńskiego, obie cerkwie, punkt widokowy, kserotermy itd. Poza ścieżką  warto zajrzeć do izby pamięci  pani Darii Boiwka, takich skarbów nie ma nawet w sanockim skansenie. Gdybyście planowali dłuższy pobyt w gminie Komańcza  to zapraszam do pensjonatu  Gwiazda Komańczy​ albo do 10 km dalej położone mojej ukochanej Osławicy, do Wojtasiówki. ​ To stadnina i pensjonat położona w przepięknych  okolicznościach przyrody, więc można połączyć rower, konie i obserwacje przyrodnicze. W Osławicy mieszka znana biolog Jola Harna, która ma kilkanaście psów hasky pracujących przy zaprzęgach i prowadzi warsztaty przyrodnicze.  W Osławicy jest  i serowarnia. No wreszcie ktoś pomyślał o rowerzystach, w Żaczku można przewozić rowery.  Przecież Komańcza i okolice jest świetnym miejscem do uprawiania turystyki rowerowej.  Kocham Kolej jest powiązana z gminą Zagórz, swego czasu był tu jeden z  najbardziej znanych wśród turystów   węzłów kolejowych w kraju.  Oferta turystyczna  gminy jest bogata.  Nas oceniają goście, a oni są Zagórzem zachwyceni, oczywiście, tą częścią związaną z Karmelem i Sanktuarium. Dzięki Księdzu i zespołowi pana Zuby  pięknie rozwija się ruch pielgrzymkowy w regionie. Kto by to przewidział, że Bieszczady staną się popularne wśród pielgrzymek i to na zasadzie reklamy szeptanej tj. byłem, jestem zadowolony, jedźcie tam. Polecam świetny folder "Multimedialny atlas osobliwości przyrodniczych Dorzecza Górnego Sanu" i zastanawiam się nad szkoleniami dla przewodników. I w Zagórzu pod kątem pakietowej oferty turystycznej, i na Słowacji. Ale błagam dla przewodników zawodowych, u nas na takie szkolenia są wysyłani tylko znajomi królika. Dwa, trzy szkolenia tak abyśmy mogli wprowadzić pakiet do oferty. Przewodnicy w Bieszczadach mają swój udział w rynku usług, ja także, więc moglibyśmy wypromować ofertę lub program wśród współpracujących z nami stałych organizatorów. Kolej jest tu świetną alternatywą dla autokaru, gdyby godziny zostały przystosowane  do potrzeb  turystów-  łazików, a będą, bo na chłopski rozum pociąg musi z Zagórza wyjechać rano, aby dojechać i wrócić z Tokaju, to mielibyśmy czas na słowackie atrakcje turystyczne  i wędrówki. Moim zdaniem powinno to być  szkolenie unijne wzorowane na tym co zrobiło Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju i Promocji Podkarpacia "Pro Carpathia"  w Rzeszowie.  Oni ponad 10 lat temu na ugorze poprzez szkolenie zawodowców przewodników stworzyli podwaliny turystyki przyrodniczej.

 

Jerzy Zuba Gmina Zagórz, KochamKolej.pl

Kursowy pociąg na Węgry jest bardzo odległy ze względów formalno-prawnych (przepisy kolejowe) nie mówiąc już o finansach. Pracujemy nad pociągiem okazjonalnym na Węgry inspirowanym rokiem polsko - węgierskiej solidarności i ...jesiennym winobraniem  Znacznie bardziej realnie wygląda sprawa z połączeniami na Słowację choć i tu nie będzie łatwo. Jesteśmy zgodni, co do tego, że kolej może być osią dynamicznego rozwoju turystyki. Kadry moglibyśmy przeszkolić przy okazji ulepszania i rozbudowy naszego biletowego systemu promocyjnego. Trwają prace, zapraszam http://kochamkolej.blogspot.com/2016/02/konkretne-efekty-interpelacji-posa.html

Przy okazji przypominam, że Bieszczadzki Żaczek w dn. 30 kwietnia oraz 1,2,3 i 26 maja pojedzie na trasie Rzeszów - Łupków - Rzeszów

 

O połączeniu wypowiedzieli się Koledzy z naszej facebookowej grupy Bieszczady i Beskid Niski.

 

Robert Mosoń fotograf, administrator strony Grupa Bieszczady, to On postanowił  włączyć nas do promocji  kolei

"Już się nie mogę doczekać coby zapakować rower w Żaczka i do Komańczy i rowerkiem na Duszatyn :),  a wiem że takich jak ja jest sporo. Fajnie że się coś dzieje na torach. Proszę o więcej."

Mateusz Podkul Przewodnik górski, Muzeum regionalne im. Adama Fastnachta w Brzozowie

"Kolej na pograniczu Bieszczadów ma przyszłość, ale trzeba na nowo przyuczyć do niej miejscową ludność i turystów. Ponadto rozkład powinien być dostosowany do ich potrzeb - aby turysta mógł zrobić ciekawą pętlę w terenie, czy to pieszo czy rowerem, zapalić jakieś ognisko, zamoczyć nogi w czystych bieszczadzkich potokach. Jeśli dodamy do tego plan utworzenia transgranicznego skansenu kolei w Nowym Łupkowie, drezyny rowerowe i możliwość połączenia kolei normalnotorowej z wąskotorową w Nowym Łupkowie, to nie pozostaje nic innego jako promować się hasłem: "Kolej na Bieszczady!" Dokładnie, tak - przy linii kolejowej Zagórz - Łupków - Medzilaborce i dalej na Węgry jest naprawdę sporo ciekawych obiektów turystycznych, zarówno przyrodniczych, jak i historycznych - tak podjazd pod obiekt, szybki desant i powrót do wagonu to świetna rzecz. Wiem co mówię, bo tak robiłem zwiedzając ostatnio Trójmiasto - tam mamy Szybką Kolej Miejską, kupujemy bilet dobowy za 34 zł (do 5 osób) i możemy poruszać się koleją między Wejherowem na północy (po drodze mamy Gdynię, Sopot i Gdańsk) a Tczewem czy Pruszczem na południu. Linia przebiega blisko centrum tych miast - podjeżdżamy, wyskakujemy, zwiedzamy Dar Pomorza w Gdyni, molo w Sopocie czy katedrę w Oliwie, o innych zabytkach Gdańska nie wspominając. To wszystko spokojnie w jeden dzień. Czy coś podobnego nie można zaszczepić na pograniczu Beskidu Niskiego i Bieszczadów, korzystając z pociągu retro (na parę itp.) - owszem można, tym bardziej, że to ożywiłoby tę część Bieszczadów, dotąd traktowaną tranzytowo, zupełnie pomijaną w drodze na połoniny. Tylko na trasie z Zagórza do Łupkowa mamy choćby zagórski karmel, cerkwie doliny Osławy, w tym jedną z listy UNESCO, klasztor w Komańczy, widokowe grzbiety z panoramą na połoniny np. Żurawinka ,czy tunel pod przełęczą łupkowską - dla każdego coś miłego, bo atrakcyjność regionu tkwi w różnorodności. Grunt to stworzyć projekt, wypromować produkt i przeprowadzić szkolenia dla kadr turystycznych "

 

Fot. Marek Kusiak Ruiny Karmelu w Zagórzu

 


 

27 stycznia w Polańczyku zakończył się  konferencją cykl szkoleń dla przewodników górskich  organizowanych w ramach projektu "Zielone Podkarpacie - popularyzacja różnorodności biologicznej w wymiarze ekosystemowym" prowadzony  przez Procarpathię.http://www.zielonepodkarpacie.pl/aktualnosci/art237,nowy-projekt-zielone-podkarpacie-bedzie-popularyzowal-roznorodnosc-biologiczna-naszego-regionu.html Stowarzyszenie chyba 10 lat temu rozpoczęło  szkolenia dla przewodników związanych z turystyką przyrodniczą i muszę przyznać, iż jest to strzał w 10. Dzięki nim została nie tylko przeszkolona garść osób zajmujących się z obsługą ruchu turystycznego, ale także na rynku zaistniały nowe produkty turystyczne, które cieszą się bardzo dużą popularnością. Głównym celem projektu było zwiększenie świadomości społecznej mieszkańców najbardziej cennych przyrodniczo terenów Podkarpacia i informowanie  o znaczeniu różnorodności biologicznej. Część projektu zaadresowana do braci turystycznej obejmowała szkolenia czynnych przewodników turystycznych , w dużej mierze zapoznawano nas z podkarpackimi ścieżkami przyrodniczymi i badaniami naukowymi. Projekt przewidywał inwentaryzację 50 ścieżek i wydanie przewodnika po ścieżkach przyrodniczych. W ramach projektu ukazały się  także  książki i z tego najbardziej cieszę się.  "Czerwona Księga Roślin woj. podkarpackiego" i "Fauna wodna potoków karpackich  - cenne gatunki i zespoły Przewodnik terenowy" bezsprzecznie wypełniły lukę rynkową , a i przysłużą się popularyzacji podkarpackiej przyrody.   Uzupełnieniem pakietu promocyjnego jest film "Szlakiem podkarpackiej przyrody" udostępniony na portalu społecznościowym i gra dydaktyczna "Bioróżnorodność Karpat Wschodnich".

Konferencja była podsumowaniem projektu, przybyło na nią wielu tzw. beneficjentów i osoby z branży turystycznej, było tylko kilka czerwonych polarów i wielu naszych forumowych Kolegów. Trwała króciutko, było tylko 7 punktów programu, w tym przywitanie i podsumowanie wygłoszone przez szefa Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju i Promocji Podkarpacia "Pro Carpathia" pana Krzysztofa Staszewskiego. Mnie zainteresowały ostatnie słowa Krzyśka: planujemy nowe projekty i nowe szkolenia dla przewodników. I to nazywa się dobra wiadomość, łapka w górze: proszę pamiętajcie o mnie i innych zawodowych przewodnikach. Część naukowa została podsumowana bardzo ciekawymi wykładzikami autorów wspomnianych przeze mnie książek, dr Aneta Bylak i prof. Krzysztof Kukuła opowiadali o swoich ostatnich badaniach, oficjalny temat prezentacji "Fauna wodna potoków karpackich", a dr Paweł Wolański współautor "Czerwonej Księgi..." zaprezentował nam "Zagrożone zbiorowiska roślinne w województwie podkarpackim". Jak zwykle gwiazdą spotkania był nasz forumowy Kolega Marcin Scelina, który miał się czym pochwalić. Nadleśnictwo Baligród przygotowuje dla turystów, o grupach zorganizowanych nie zapominając, bardzo ciekawe ścieżki przyrodnicze z bogatą infrastrukturą, w tym dla osób niepełnosprawnych, wiaty, parkingi itd. Na szczęście ich robota jest doceniona m.in. zostali "Leśną instytucją 2014 r". Marcin popełnił jak on to określa broszurę "Krzewmy krzewy" obiekt pożądania nas wszystkich na konferencji. Bezczelnie pochwalę się, jako jedyna ją dostałam i chodziłam z głowa w chmurach przez kilka godzin, książeczka palce lizać.  Nadleśnictwo Baligród przygotowuje dla nas przewodników szkolenie wczesną wiosną. Kolega przewodnik Grzegorz Sitko i pan Jarosław Reczek zaprezentowali nam projekt od strony komercyjnej, Grzesiek opowiadał o swoim długoletnim doświadczeniu związanym z turystyką przyrodniczą, Kolega specjalizuje się w ornitologii, a pan Reczek mówił o certyfikacji obiektów noclegowych. Było i o przewodnictwie, Koledzy narzekają na tzw. uwolnienie zawodu przewodnika. Ilość zleceń spada na łeb na szyję, ale ja widzę jedno. Dzięki temu, że jestem dobrze wyszkolona m.in. w zagadnieniach przyrodniczych, mam różnorodne programy mogę swobodnie konkurować z pseudoprzewodnikami zarówno wiedzą jak i doświadczeniem, ale i  ofertą.  Mimo iż jestem droższa to na brak klientów nie narzekam, przeważnie pracuję dla współpracujących z nami ośrodków wypoczynkowych i ze stałymi klientami (raczej dobrymi znajomymi)-organizatorami. Takie szkolenia, jak to, nie dość, że  promuje  przyrodę,  pomaga rozwijać produkt turystyczny związany z ekoturystyką to także zapewniają zlecenia przewodnikom. W kuluarach rozmawialiśmy o świetnych książkach, o nowych atrakcjach turystycznych (będzie się działo, oj będzie), promocji, a przede wszystkim o naszym znakomitym serze bieszczadzkim. To jest hit, moje spostrzeżenia potwierdzają oficjalne badania naukowe: goście przybywający w Bieszczady chcą bacówek i znakomitego sera. Coś mi się zdaje, że to w dużej mierze zasługa Nikosa i jego bacówki w Wańkowej do której serdecznie zapraszam. Nie umiem przemawiać, jam skromny zawodowy przewodnik, więc tylko w króciutkich ale płynących z głębi serca słowach chcę podziękować Stowarzyszeniu Pro Carpathia, szczególnie  pani Małgorzacie Draganik  koordynatorowi projektu i panu prezesowi  Krzysztofowi Staszewskiemu oraz Wszystkim zaangażowanym i zatrudnionym przy projekcie, Naukowcom, Kolegom przewodnikom  za ciekawie spędzony czas, za to dobro, którego doświadczyliśmy. Proszę mi wierzyć, że te szkolenia nie są podobne  do setek innych, nas wszystkich tak naprawdę łączy pasja i umiłowanie karpackiej przyrody. No większość na pewno :)


Link do strony, możliwość pobrania http://www.zielonepodkarpacie.pl/nasze-publikacje/

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Rezerwat "Sine Wiry"

 


 

15 stycznia 2016 r.   Dziś chciałam przedstawić Wam zapomnianą atrakcję turystyczną, Konrad Ulanowski - jeden z Kolegów adminów i mieszkaniec Soliny powątpiewa w to, że to był kiedykolwiek walor turystyczny. Hmm w sumie nieważne, albowiem, powiem nieskromnie, możemy zaproponować Wam zapoznanie się z historią tzw. powstania leskiego i zobaczenie pomnika poświęconego tej chłopskiej ruchawce  okresu międzywojennego. Tym bardziej, że okolica pomnika znajdującego się przy wjeździe do Soliny ze strony Bóbrki została częściowo uprzątnięta, a sam pomnik pięknie odnowiony. Rewitalizację pomnika sfinansował Darczyńca, który chce pozostać anonimowy i ZEW Solina. W imieniu swoim i sądzę, że setek Bieszczadników pragnę podziękować za ten jakże piękny gest. Są i problemy, albowiem zaginęła tablica z informacją o tzw. powstaniu i nie ma mostku na rowie co niestety uniemożliwia podeście do pomnika. Szkoda, bo Konrad i inni mieszkańcy gminy chcą wypromować to miejsce i przekształcić te nazwijmy to zadrzewienia w park. Sądzę, że jest to fajny pomysł i naprawdę  ciekawa potencjalna atrakcja turystyczna. Zapraszam do lektury artykułu Kolegi przewodnika dr Łukasza Bajdy o tzw.  powstaniu leskim.

Dr Łukasz Bajda "Powstanie Leskie"

"Mianem powstania leskiego określa się wydarzenia, które miały miejsce w powiecie leskim pomiędzy 21 czerwca, a 9 lipca 1932 r. Mowa oczywiście o wystąpieniach chłopów zamieszkujących ten teren spowodowanych przekonaniem, jakoby miła zostać przywrócona pańszczyzna. Tak bowiem została zinterpretowana idea „święta pracy”, czyli pracy społecznej na rzecz gminy, którą propagował właściciel dóbr rymanowskich Jan Potocki. W sprawozdaniu naczelnika Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego we Lwowie, sporządzonym po opanowaniu sytuacji w powiecie, podano informację, że miejscowi chłopi uwierzyli w plotkę iż Potocki założył się z marszałkiem Piłsudskim o 100 tys. dolarów, że wprowadzi pańszczyznę bez wsparcia wojska. Podkreśla się czasem przy tym znaczenie agitatorów komunistycznych w przygotowaniu zamieszek. Wpisuje się to w ówczesną strategię KPP i KPZU nastawioną na podsycanie wszelkich przejawów niezadowolenia w społeczeństwie, a tym samym dążenie do destabilizacji państwa. Choć autorzy przesyconych ideologią opracowań historycznych z lat 50. ubiegłego wieku, podkreślali wiodącą rolę komunistów, to wśród uczestników zajść niewiele było osób świadomie zaangażowanych politycznie. Dla leskich chłopów cała sprawa sprowadzała się raczej do lęku przed wprowadzeniem pańszczyzny. Warto wspomnieć, że do podobnych zajść, choć na bez porównania mniejszą skalę  doszło w 1920 r. w Dąbrówce Ruskiej koło Sanoka. Z kolei w 1896 r. kilku chłopów zginęło w Monastercu k. Leska w wyniku  sporu dotyczącego służebności leśnych. Aby uspokoić sytuację sprowadzono wówczas dwa bataliony wojska i stu żandarmów. Wymienione zdarzenia dowodzą, że „powstanie” leskie nie było aż tak wyjątkowym wydarzeniem w dziejach naszego regionu."

Całość artykułu tu, serdecznie zapraszam http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=249&Itemid=312

 

Fot. Konrad Ulanowski Odnowiony Pomnik Powstania Chłopów Leskich zyskał nawet oświetlenie! Polecamy to mało znane miejsce pamięci!

 


 

14 grudnia 2015 r. Na naszych grupach wrze, zachowanie ekologów z WWF nadal bulwersuje bardzo wiele osób. Szacujemy, że informacja o aferze, który zafundowali  nie tylko leśnikom ale nam wszystkim ci tzw. Zieloni dotarła dzięki grupom do ok. 50 tys. osób. Podobnie przepiękne zdjęcie Bartka, ten jak go często określa się go na facebooku  jeleni przystojniacha stał się hitem, zdjęcie polubiło tysiące osób z całej Europy. Wywiązała się także na naszej grupie Bieszczady dyskusja o lasach o charakterze naturalnym. Wziął w niej udział pan Stanisław Kucharzyk naukowiec z Bieszczadzkiego Parku Narodowego. W pewnym momencie Parkowiec przekazął nam znakomitą wiadomość którą za Jego zgodą podzielę się: "A co do lasów o charakterze pierwotnym w BdPN to właśnie jutro jadę do Warszawy na posiedzenie Narodowego Instytutu Dziedzictwa aby zaprezentować szacownemu gronu wniosek 11 krajów i 33 obiekty (w tym 3 tys. ha z BdPN), które stanowić mają rozszerzenie istniejącego wpisu listy Światowego Dziedzictwa UNESCO "Pierwotne karpackie lasy bukowe i stare lasy bukowe w Niemczech". Po trzech latach starań być może w 2017 dołączymy do słowackiej i ukraińskiej Stużicy" http://www.nid.pl/pl/Informacje_ogolne/Aktualnosci/news.php?ID=2871

Niezmiernie cieszę się, że nasze bieszczadzkie lasy zostaną i w ten sposób nobilitowane. Moim zdaniem tak należy rozpatrywać to ewentualne wyróżnienie. Lista nie jest umocowana w prawodawstwie polskim ale jest niewątpliwie potwierdzeniem  wyjątkowych walorów przyrodniczych naszych buczyn  i przez to wzmacnia ochronę naszej części puszczy karpackiej. Zresztą jako region mamy już czym pochwalić się. Bieszczadzki Park Narodowy posiada jako jedyny polski park narodowy wyjątkowe wyróżnienie, czyli Dyplom Rady Europy, a wraz z otuliną Ciśniańsko-Wetlińskim Parkiem Krajobrazowym i Parkiem Krajobrazowym Doliny Sanu  jest częścią trójstronnego,  transgranicznego Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery "Karpaty Wschodnie" utworzonego w ramach programu "Człowiek i Biosfera" pod egidą UNESCO. Polecam prezentację o MRB http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=223&Itemid=230

Bardzo trudni mi odpowiedzieć nawet sobie czym są lasy pierwotne. Jest wiele definicji, jedna z nich mówi, że są to lasy nietknięte przez działalność człowieka przez ostatnie dwieście lat. Inni twierdzą, że taki las w Europie już nie występuję, być może na naszej kuli ziemskiej są enklawy ekosystemów leśnych nienaruszonych przez człowieka w sposób bezpośredni lub pośredni, jeżeli są to może to jest jakichś fragment puszczy tropikalnej lub tundry. Jeszcze inni piszą, że liczy się tylko  dynamiczna równowaga poszczególnych czynników biologicznych oraz skład gatunkowy oparty na zasadach doboru naturalnego. Mętlik w głowie laika, więc polecam artykuł Stanisława Kucharzyka "Lasy o charakterze pierwotnym w Bieszczadzkim Parku Narodowym" opublikowany w tomie 16 "Roczników Bieszczadzkich".

https://www.bdpn.pl/dokumenty/nauka/2009/roczniki16/art_01.pdf

Gdzie występuję lasy o charakterze pierwotnym na terenie BdPN. Oto mały fragment wspomnianego przez chwilą artykułu: "W wyniku przeprowadzonych prac waloryzacyjnych stwierdzono, że lasy noszące cechy pierwotne (kategorie A i B) zachowały się fragmentarycznie jedynie  w najbardziej niedostępnych obszarach. Największe kompleksy tworzą one w źródliskowych partiach potoku Górna Solinka (obszar dawnych rezerwatów „U źródeł Solinki” i „Wetlina” – 969 ha), na północno-zachodnim krańcu Parku (dawny rezerwat „Puszcza Bieszczadzka nad Sanem” – 283 ha) oraz w górnych partiach dolin potoków: Hylaty (274 ha) i Wołosatka (249 ha) (Ryc. 1). Lasy pierwotne kategorii A i B zajmują powierzchnię 1690 ha, co stanowi 7,6% powierzchni leśnej Bieszczadzkiego Parku Narodowego (Kucharzyk, Przybylska 1997). Buczyny krzywulcowe przy górnej granicy lasu (kategoria C) otaczają większość grzbietów bieszczadzkich pasem o zróżnicowanej szerokości i zajmują około 405 ha (1,8% powierzchni leśnej) (Kucharzyk, Przybylska 1997). Najszersza i najbardziej naturalna strefa buczyn krzywulcowych zachowała się w rejonie Wielkiej i Małej  Rawki. Z uwagi na położenie i charakter w drzewostanach tych nie pozyskiwano  drewna, jednak podlegały one często oddziaływaniu gospodarki pasterskiej, którą prowadzono na połoninach do II wojny światowej (Janowski 1939; Augustyn 1993). Ogółem lasy pierwotne zajmują około 2100 ha i występują na stromych zboczach i terenach wysoko położonych lub też niedostępnych z innych powodów (Ryc. 2). Na ich zasięg znaczący wpływ wywarła gospodarka leśna, prowadzona w ciągu ubiegłego wieku do momentu objęcia ochroną, co dla większości terenu miało miejsce dopiero w czasie pierwszego i drugiego powiększenia  Bieszczadzkiego Parku Narodowego (lata 1989 i 1991)."

 

Fot. Bartek Grudziński Jeleń w ekotypie karpackim na tle lasu o charakterze naturalnym

 


 

2 grudnia 2015 r.  Bardzo dziękuję pani Ani z Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych za przesłanie mi kolejnej dawki wiedzy. Tym razem otrzymałam świetne książki: Hanny i Romana Reszelów "Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych", przepięknie wydany  informator "Parki Krajobrazowe Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych w Krośnie" i kalendarz. Są to wydawnictwa bezpłatne, które mogą otrzymać osoby zainteresowane karpacką przyrodą. Muszę przyznać, że książki wzbudziły zainteresowanie nie tylko moje, ale i Kolegów przewodników. Na ostatnim szkoleniu Piotrka Kutiaka (piszę o nim poniżej) w Centrum Promocji Obszarów Natura 2000 w Myczkowcach dużo o nich rozmawialiśmy chwaląc przede wszystkim tę maleńką monografię o pomnikach przyrody.  Proszę nie dziwić się, Piotr jest specjalistą zajmującym się ustalaniem, który obiekt może znaleźć się na liście pomników przyrody ożywionej i nieożywionej. Ostatnio mówił mi, że zostało odkryte kolejne źródło siarczkowe na terenie Sanoka, trwają prace nad wpisaniem go na listę obiektów chronionych. Na szkoleniu wpadliśmy na pomysł aby promować geoatrakcje więc zapraszam do lektury fragmenciku książki  Hanna i Roman Reszelowie w książeczce "Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych", którą można bezpłatnie otrzymać w siedzibie Zespołu Parków w Dukli. "Próg powstał w obrębie koryta Olchowatego, ok. 1,6 km od jego ujścia do Osławy. Jest to typowy wodospad ześlizgowy, nachylony w kierunku zgodnym z biegiem potoku. Tworzy go jednolity, masywny blok gruboziarnistego piaskowca płaszczowiny dukielskiej wysokości równej 3,7 m,należy więc do wodospadów niskich. Woda spływa po powierzchni o trapezowym zarysie (z dolną podstawą 10 m i górną 8 m), nachylonej pod kątem 40-45 stopni, urozmaiconej licznymi wygładzonymi bruzdami erozyjnymi. W przeźroczystej wodzie u stóp progu wyraźnie widoczny jest kocioł eworsyjny. Poniżej wodospadu znajdują się jeszcze trzy kolejne, choć mniejsze stopnie skalne. Energię ze spadającej z nich wody, według informacji leśniczego Andrzeja Pengryna, wykorzystywano niegdyś do napędzania kołem wodnym miechów dymarek. Służyły one do wytopu żelaza z lokalnie występującej rudy darniowej. W XVIII wieku funkcjonowała w Duszatynie mała huta żelaza. Dzisiaj, po tym prymitywnym hutnictwie pozostały tylko resztki szlaki."

Pomnik znajduje się przy szlaku czerwonym wiodącym na słynne Jeziorka Duszatyńskie. Polecam prezentację o rezerwacie "Zwiezło" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=33&Itemid=49

 

Fot. Robert Mosoń

 


 

Ostatnio w regionie doszło do bliskich spotkań z niedźwiedziami. Tak o jednym z nich  pisze Bartek Grudziński "Codziennie ryzykuję w pracy, już praktycznie po wyjściu z samochodu, bo wielu rzeczy  nie da się przewidzieć.  Cóż... taka branża, taka profesja, ot praca w lesie. Dosłownie w lesie i dla lasu, nie w biurze n-ctwa, nie jako leśniczy, który dzisiaj siedzi w papierach, tylko jako drwal w deszczu, mrozie, śniegu  przy pniu.  Taki mój chleb powszedni. Wracając do sytuacji z niedźwiedziem.. Jak się nie ma długiego obiektywu, to niestety trzeba podejść i nie ma tutaj żadnej większej rozkminy. Zdaje sobie sprawę czym może pachnieć spotkanie z niedźwiedziem i niekoniecznie musi być to coś przyjemnego. Natomiast nigdy nie podjąłbym ryzyka dla głupiego zdjęcia, jeżeli nie miałbym choć cienia pewności, bo 100% nigdy nie ma, gdyż zwierze jest nieprzewidywalne. Podchodziłem powoli, stopniowo, cały czas obserwując i badając jego reakcje i oswajając go ze swoją obecnością. Oczywiście była w planach także ew. droga ewakuacji i nie w charakterze sprintu lecz wspinaczki na pobliskie drzewo. Opłaciło się w tym wypadku, bo niedźwiedziowi nie przeszkadzała  później moja obecność. Widocznie taki , a nie inny charakter i był tego dnia dobrze usposobiony.. Następnym razem może być taka sytuacja np. w której niedźwiedź już na większym dystansie będzie dawał wyraźne ostrzeżenia i da człowiekowi do zrozumienia, że tym razem trzeba po prostu zrobić zdjęcie oczami, z aparatem w reku i powoli zejść z drogi.. Ile niedźwiedzi tyle charakterów takie moje zdanie.  Czy to był wyczyn? Niech każdy sobie odpowie po swojemu.. Dla mnie to było raczej piękne uwiecznione przeżycie, bo pomimo że takie pospolite to i tak wielce nietuzinkowe. PS: Kto przeżył, ten wie o czym mówię"

 

Fot. Barto Grudziński Trop niedźwiedzia

 

Dochodzi do bliskiego kontaktu, niedźwiedź atakuje. Mimo iż rany są czasami poważne to jednak drapieżnik kontroluje swój atak, nie chciał zabić, ale wypłoszyć, wystraszyć intruza. Pamiętajcie o jednym pazury niedźwiedzi mają od 3 do 7 cm długości, jego kły są stworzone do rozszarpywania, a uderzeniem łapy zwierzak jest w stanie przerwać kręgosłup żubrowi czy krowie. Najczęściej atakuje samica w obronie swoich młodych, należy pamiętać, że maluchy mogą znajdować się i ze sto metrów od matki, zwierzęta ranne i zaskoczone, którym odcięto drogę ucieczki lub te które bronią swego pożywienia. Taka sytuacja zdarzyła się w 2008 r. w okolicach Jeziora Solińskiego, kiedy poszukiwaczka poroża dosłownie weszła na młodego niedźwiedzia spożywającego padlinę. Doszło do braku międzygatunkowego porozumienia, kobieta swoim zachowaniem zasygnalizowała zwierzęciu chęć odebrania jedzenia, a potem gdy on postawił drabinę to odwróciła się do niego plecami i zaczęła uciekać. To spowodowało atak. Kilka lat temu poszukiwacz poroża wjechał na nartach do gawry niedźwiedziej, a żądny wrażeń turysta włożył głowę do gawry w której przebywał drapieżnik. To tylko kilka przypadków ataku. Jak należy się więc zachowywać? Przede wszystkim unikać kontaktu, nie wchodzić do ostoi, nie penetrować tzw. ciepłych lasów np. iglastych młodników, w których często są barłogi niedźwiedzi. Idąc obok miejsc, gdzie mogą znajdować się drapieżniki należy zachowywać się głośno, tak aby zwierzak mógł nas usłyszeć. Moim zdaniem można także kierować się naszymi zmysłami: węchem i słuchem. Niedźwiedzie niekiedy można wyczuć, niezbyt przyjemnie pachną lub usłyszeć jak pomrukują. Najczęściej można zobaczyć niedźwiedzie jak żerują na malinisku, borówczysku lub objadają się grzybami, orzechami laskowymi lub bukwą. Należy wtedy spokojnie wycofać się. Nie wolno wykonywać gwałtownych ruchów, odwracać się plecami i uciekać. Miałam tylko raz przyjemność stanąć oko w oko z młodym niedźwiedziem na grzybobraniu. Towarzyszą takiemu spotkaniu bardzo silne emocje, także strach. Oczywiście nic złego nie stało się ani mi, ani mojemu psu. Niedźwiedź wycofał się w swoją stronę, my w swoją. Proszę pamiętać, że każde zaniepokojone zwierzę dzikie, czy domowe, kiedy zasygnalizuje mu się brak agresji przeważnie nie atakuje. Ono nas równie się boi jak my jego.

 

Fot. Barto Grudziński

 


 

25 maja 2015 r. Od kilku dni na naszej grupie Bieszczady https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/ wrze.  Najpierw Kolega przewodnik Marek Kusiak, a później inni fotograficy wrzucili na grupę zdjęcie schodków wiodących na Tarnicę. Szlak niebieski wiodący z Wołosatego na Przełęcz przypomina schody wiodące do nieba. Kopuła Tarnicy to już zagroda dla turystów, inaczej tego nie mogę określić. Sama jestem zbulwersowana, z jednej strony jestem w stanie zrozumieć ochronę otoczenia szlaków prowadzoną prze Bieszczadzki Park Narodowy, ale z drugiej strony to co tam postawiono wydaję mi się sennym koszmarem. Dla mnie Tarnica jest już straconą górą, nie pójdę tam ani prywatnie, ani służbowo z grupami. Z prostej przyczyny.  Komercyjna do bólu Tarnica to zaprzeczenie idei ochrony przyrody i powstania parku narodowego. Kilkutysięczne pielgrzymki idące ławą w Wielki Piątek niszczące wszystko co podpadnie pod nogi.  Widziałam tam kilku panów odpalających grilla, rodzinki z dziećmi zbierające kwiatuszki, zużyte pampersy i podpaski, a teraz na dodatek ta obrzydliwa infrastruktura szlakowa. Za zgodą autorów przetoczę kilka opinii zaczynając od swojej.

Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, admin grup i strony, koordynator nieformalnego klastra turystycznego

"Oczywiście, że to zabezpieczenie przed turystami otoczenia szlaków. Odkąd kilka lat temu widziałam grilla na kopule to wymiękłam. Etos turysty górskiego sięga dna.  Dla mnie Tarnica jest już stracona, mimo iż nie mam za dużo zleceń to już chyba z 5 razy odmówiłam poprowadzenia tam grup. Ja do degradacji natury ręki nie przyłożę. Niech Tarnica pozostanie w domenie pielgrzymek w Wielki Piątek. Bieszczady dla przeciętnego Bieszczadnika stają się powoli terenem nieprzyjaznym. Ktoś uwierzył w te bzdety typu góry dla wszystkich, ławeczki i schodki, poręcze itd. Już sobie wyobrażam co będzie działo się za kilka lat, gdy ta cała infrastruktura zniszczy się i nie będzie kasy na następną. Tak jest na czerwonym na Wetlińskiej, na zejściu na Berehy Górne widziałam osoby niepełnosprawne bez przewodnika, z zbyt mała liczbą opiekunów, które uwierzyły że góry są dla wszystkich. Na rozwalonych schodkach, a raczej obok nich kilka osób schodziło na czworakach w dół bez asekuracji. Sama prowadzę grupy osób niepełnosprawnych od lat i prawdę powiedziawszy im ta infrastruktura utrudnia życie, a nie pomaga. Z tego co wiem to dopiero początek zmian Ponoć park kupił tyle żelastwa i siatek, że rzeczywiście będziemy odizolowani od przyrody."

Jur-Ro

"Dla mnie tak samo, jak Pani Lucynie, Tarnica jest stracona. Nie byłem na niej już kilka lat. Nie chcę chodzić w dzikim tłumie, słuchać "zachwytów", przeplatanych k....wami i ch...jami. Nie chcę oglądać bydła, które śmieci i zostawia po sobie chlew. Nie biorę udziału w spędach nazywanych pielgrzymkami czy drogami krzyżowymi. NIE!!! Wolę inne szlaki, gdzie mogę spotkać normalnych ludzi z którymi można porozmawiać. Wolę inne szlaki, może mniej widowiskowe, ale tam czuję przyrodę, czuję fizyczną obecność ducha gór, tam chce mi się żyć i tam, życie jest piękne." To jakaś kpina!!! O co chodzi z tymi wszystkimi schodami, dachami nad grobowcami, krzyżami wbijanymi w zabytki? Jak zobaczyłem, co zrobili w Beniowej i Siankach, to mnie zatkało, a teraz to,  szkoda słów"

Szymon Wójcik

"Przykry widok, ale promujecie region na potęgę i są już efekty. Swoją drogą jak dawno temu stawiali krzyż nikt nie zaprotestował, pozwoliliście zrobić to miejscem kultu (tego czy innego - jeden gniot) - macie efekt, a niestety będzie gorzej. A najsmutniejsze jest to, że za 5 lat przywykną ludzie i będą to brali za normalne."

Tomasz Dacko

"Ciekawe kto to "arcydzieło" zaprojektował i odebrał? Schodząc po tych schodach można sobie nogę rozciąć tymi wystającymi ceownikami"

Halina Siemianowska

"Park narodowy, obszar objęty ochroną prawną, zachowany w stanie naturalnym lub niewiele zmieniony przez działalność gospodarczą człowieka, charakteryzujący się nieprzeciętnymi wartościami naukowymi oraz wyjątkowymi walorami przyrodniczymi, krajobrazowymi, społecznymi, kulturowymi i wychowawczymi, na którym ochronie podlegają wszystkie elementy przyrody. Park narodowy stanowi najwyższą formę ochrony przyrody. I jak to się ma do rzeczywistości?"

Grzegorz Wnętrzak

"Dlatego chcąc poczuć klimat dawnych Bieszczadów jeżdżę na Pogórze Przemyskie, Góry Sanocko-Turczańskie. Już nawet nie w Beskid Niski odkąd nastała moda na Łemkowszczyznę. Co ma do tego krzyż? Czy to tłumy pielgrzymów zadeptują Tarnicę? Zwyczaj stawiania krzyży jest starszy niż historia polskiej turystyki i nie zauważyłem, by z tego powodu stała się komuś krzywda. Wręcz przeciwnie. Problem prawdziwym jest to, kto przychodzi w Bieszczady. Bo te góry, jak zresztą każde inne, nie są dla wszystkich. Każdy może moczyć się w basenie w Tunezji, nie każdy powinien chodzić po górach."

Krzysztof Wrona

"Patrząc na to wszystko z drugiej strony to powstają pensjonaty, hotele, restauracje, sklepy wielkoformatowe i to wszystko się jakoś utrzymuje czyli jest takie zapotrzebowanie. Wszystko zależy od nas samych czego oczekujemy jadąc w Bieszczady. Ja oczekuje dzikości , spokoju jak najwięcej obcowania z naturą i przyrodą. I niech za takim poglądem również idą czyny, a miejmy nadzieje, że sytuacja sama się poprawi."Pani Lucynko Pani jako Matka założycielka jak również osoba która ma kontakty powinna wysmarować odpowiedniego maila ze sprzeciwem nas wszystkich na tego typu działania. Pewnie nie powstrzyma to i tok rozpoczętej inwestycji ale może w przyszłości powstrzyma podobne inwestycje. Oczywiście proszę to potraktować tylko jako sugestię.

Konrad Nowak

"Obawiam się, że skończyła się już dzikość gór. Duch gór, który panował tam gdzie są szczyty poległ w walce zarówno z turystami  tymi prawdziwymi jak i z klapkowiczami ale też w walce z decydentami. Komercjalizacja dotarła nawet w Bieszczady. Odkąd pamiętam Bieszczady były górami mało odwiedzanymi i dlatego fajnie dzikimi. Teraz zaczęło się właśnie tego typu działanie. Myślę, że zarówno my, którzy jesteśmy przeciwni budowaniu takich inwestycji jak schody na Tarnicę, jak też Ci którzy te schody wymyślili i budują, mamy rację. My nie chcemy, bo to psuje wygląd, bo to jest nienaturalne i faktycznie niekoniecznie musi to spełnić swoje zadania. Oni bo ziemia się osuwa, bo jest coraz więcej turystów itd. Niestety nikt nie pyta turysty, czy chce chodzić po schodach, czy woli dziko wyglądające ścieżki. Mi osobiście bardzo się to nie podoba. Patrząc na te zdjęcia chyba nie chcę już więcej wchodzić na Tarnicę. To już nie te same Bieszczady i najbardziej znany ich szczyt. Aż mnie ściska w dołku jak na to patrzę..."

Andrzej Lenart przewodnik górki, radny powiatu bieszczadzkiego

"Szok, przecież to nie o ochronę przyrody w tym przypadku chodzi. To bzdurne wydawanie pieniędzy za dużo ich ma BdPN. Lepiej byłoby przeznaczyć na bezpłatne wejście do parku dla młodzieży."


Sprawa "schodów" wiodących na Tarnicę zainteresowała media. Wczoraj pisała o niej "Gazeta Wyborcza" powołując się na naszą grupę, opublikowano także komentarz Kolegi Przewodnika Marka Kusiaka i mój. Przede wszystkim wypowiedział się dyr BdPN Tomasz Winnicki. Warto zapoznać się z artykułem http://rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,17989615,Schodami_na_Tarnice___Wchodzi_sie_jak_w_bloku_na_4_.html#ixzz3bOmQgTVM Nie mogę zacytować jego fragmentów, bo wyczerpałam limit bezpłatnych udostępnień.Zapraszam do prezentacji o odcinku szlaku niebieskiego Wołosate-Przełęcz, a zarazem o ścieżce przyrodniczej "Orlik krzykliwy" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=44&Itemid=51

 

Fot. Marek Kusiak